Scholik 2


-Wejdźcie, rozumiecie Scholik.

Generał von Keinschloss uprzejmym, acz stanowczym gestem wskazał fotel dla petentów w swym gabinecie urządzonym w stylu wczesnego rokokoko.

Scholik usiadł. Już na pierwszy rzut oka zauważył frasunek na twarzy swego pryncypała. Sprawa musiała być poważna.

Dzwonek telefonu przerwał generałowi.

-Technika, telefony, kable ich mać....słucham? Tak? -twarz von Keinschlossa poszarzała. - Rozumiem. Wysyłam.

Słuchawka trzasnęła o widełki.

-Kolejny zamach. Jedziecie natychmiast.


Na lotnisku w Porta Regni Scholika przywitał samotny urzędnik merostwa.

-Witam serdecznie, Kapitanie- giął się w ukłonach wpatrując się w Scholika z wyraźnym podziwem.

-Jaki mamy problem?- zapytał Kapitan ,a w jego oczach zabłysł ognik pożądania ciężkiej pracy.

-Zaraz się Pan dowie.


Na miejscu przestępstwa był już Komisarz Gruber, szef miejscowej SSB. Opaska z napisem "Scholandzka Służba Bezpieczeństwa" dumnie opinała jego spręzyste ramię. "Federalni...cholera..."- pomyślał Kapitan.

-Kapitan Scholik Henryk, milicja miejska Scholopolis.

-Komisarz Gruber, SSB. Miło mi Pana poznać. Wezwaliśmy Pana ze względu na Jego doświadczenie w szczególnie trudnych sprawach. A z taką sprawą mamy do czynienia właśnie tutaj - Gruber podrapał się po spoconej łysinie i wskazał na jezdnię. Na ten widok Scholik poczuł,że ściska mu się gardło.

Tuż przy krawężniku widniała kałuża w kolorze krwistej czerwieni. Plamy i strużki w tym kolorze ciągnęły się porzez chodnik, barwiły pas trawnika, kończąc się u wejścia do bramy kamienicy.

-Poszkodowany?- spytał Scholik.

-Były Premier De Belli. Przyjechał do swojej ....ekhm...przyjaciółki. Kiedy wysiadał z samochodu dopadł go zamachowiec. Musiał być sam. Według zeznań sąsiadki podszedł do samochodu od strony drzwi i oddał trzy strzały.

Scholik w milczeniu podszedł do techników. Ci sprawnie zdejmowali odciski palców z klamki złotego Bentleya na królewskich numerach. Jego uwagę przyciągnął jednak błyszczący przedmiot, malutki, wciśnięty w rowek na jezdni. Założył lateksową rękawiczkę, wydobył z kieszeni woreczek i sięgnął po przedmiot. Gdy go obejrzał, wiedział już ,gdzie dalej szukać.

Na malutkiej spince do krawata, która wylądowała w woreczku na dowody wyżłobiony był bowiem obły, szeroki kształt zwężający się ku górze.


UAZ w barwach SSB zatrzymał się przed barem "VIP" na niewielkiej uliczce Hindenburga nieopodal rynku w Porta Regni.

-Skąd Pan wie,że to tutaj?- Gruber wysiadł z auta z niedowierzaniem na twarzy.

-Spokojnie. To jest miejsce, w którym spotykają się Ważne Postaci scholandzkiego życia publicznego?

-Tak. Ostatnio popijał tu nawet ....- Gruber nachylił się Scholikowi do ucha, po czym uśmiechnął się nieznacznie.

Scholik skrzywił się i pokręcił głową z niedowierzaniem. Ruszył w stronę kubłów na śmieci. Otworzył pierwszy z nich.

-Co Pan robi?- spytał zdumiony Komisarz.

Scholik spojrzał na niego z wyższością.

-Odnajduję dowody.

Dwa kubły później Kapitan uniósł do góry dłoń. Był w niej oblepiony resztkami ryby po baridasku pistolet.


Drzwi rezydencji otworzyły się z hukiem pod naporem milicyjnego tarana. Scholik z chłodnym makarowem w ręku biegł przez korytarze, a towarzyszący mu szturmowcy wrzaskami i kopniakami kładli na ziemię napotkaną służbę. Wreszcie dopadli drzwi głównej sypialni. Lokator czekał już na nich, zrezygnowany. Nie stawiał oporu.


Brawo Kapitanie! Odnieśliście, rozumiecie Scholik, wielki sukces! - generał von Keinschloss ,nie wytrzymawszy w miejscu ,chodził z radości po pokoju.- Ale nie rozumiem, rozumiecie Scholik, jak do tego doszliście?

-No właśnie, Scholik. Co tam widniało?

Scholik uśmiechnął się.

-To był worek.


Burmistrz Wojtek Zieliński z pokora patrzył w oblicze Sądu.

-...I skazuje się obywatela Zielińskiego Wojciecha, zamieszkałego Internetia, oskarżonego o to,że w dniu 22 marca wystrzelił trzykrotnie do Obywatela De Belli z pistoletu keczupowego o ładunkach 100-mililitrowych, narażając go na zabrudzenie odzieży wierzchniej, na karę 10 lat pozbawienia wolności. Dodatkowo Sąd orzeka pozbawienie praw publicznych na okres lat 15-tu. Zamykam sprawę.

Scholik popatrzył na skazanego z obrzydzeniem.

-Ci Sarmaci...- mruknął i oddalił się w stronę wyjścia ,by zapalić fasolową cygaretkę.

Metadane
autor: Michaś Winnicki
data: chujwie
link: publikowane w AbOvo, brak linku
uwagi: Kultowa seria literacka, znana jako najważniejszy przykład literackiego antyscholandyzmu.