Ab Ovo 18

nr 1 (18) z dnia 21 marca 2004 roku

Spis treści:


W ramach wstępu

Piszę ten wstępniak trzeci raz. Tym razem mam pewność, że za kilka minut będę mógł zamknąć pierwszy numer nowego Ab Ovo. Trzy tygodnie po oficjalnej premierze. Solennie obiecuję nie podbijać tego rekordu w bieżącym roku kalendarzowym. Za wynikłe trudności przepraszam, całą winę ponoszę osobiście, tak urzędowo jak i prywatnie. Wypadałoby teraz napisać kilka zdań na temat treści inauguracyjnego wydania. Z założenia jest to numer eksperymentalny. Mocno awangardowy. Przede wszystkim, mam obowiązek przestrzec stałych czytelników – stare Ab Ovo nie powraca w zmienionej szacie graficznej. Przed Wami zupełnie nowa gazeta – Brukowiec Kulturalny. Związana z waszym ulubionym czasopismem bardzo cienkim sznurkiem. Zrezygnowaliśmy z wydawania opiniotwórczego tygodnika, bo w wirtualnych warunkach jest to zadanie nie tylko trudne, ale i zbędne. Postawiliśmy na szeroko rozumianą kulturę, satyrę i prowokację. Jesteśmy nieregularnym periodykiem artystycznym. Mało będzie na naszych łamach poważnej publicystyki, w zamian oferujemy postmodernistyczne bogactwo treści literackich, społecznych i światopoglądowych. Chcemy dać nieszablonowym mieszkańcom całego v-świata potężną broń – solidną dawkę niebanalnej twórczości wyposażonej w dystans do otaczającej rzeczywistości, autoironię i poczucie humoru, oferujemy także miejsce na publikację własnych prób artystycznych z możliwością przedstawienia się szerokiej widowni. Czytając teksty z pierwszego numeru, nie sposób nie zauważyć, że dominującym tematem twórczości sarmackich artystów są prowincjonalne animozje. To cieszy. Gwarantuje dynamiczny rozwój administracyjny Księstwa, chciałoby się oczywiście, żeby za tym szedł także postęp w innych dziedzinach. Nasza polityka zawstydza żenującym poziomem, Syriusz drugi zaczyna przypominać Andersa na białym koniu, a poziom intelektualny większości nowych mieszkańców stawia pod znakiem zapytania jakość polskich użytkowników Internetu. Wszystko to mogłaby poprawić sprawna promocja, ale na tym polu też kulejemy. Jednak zanim zabierzecie się wreszcie do pracy, przeczytajcie od deski do deski przełomowe dzieło naszej redakcji. Gwoździem numeru jest powrót „Kapitana Scholika”, nowa przygoda zwala z nog wyrafinowanym dowcipem i wartką akcją przygodową. Warto zapoznać się z prologiem do nowego „Mirabile Dictu”, pierwszej sarmackiej powieści fantasy. Kończymy w tym numerze legendarną epopeję narodową „Krew Pot i Łzy”. Wzruszamy, opowiadając historię z najczarniejszych koszmarów w „Tronie we Krwi”. Trendgenerator powie Wam co należy oglądać i czytać, a Poriomaniak zachęci do spenetrowania niezbadanych zakątków naszej ojczyzny. Gryf – Magazyn Sztuki Wczesnej, to ostra postmoderna, dla najbardziej lirycznie usposobionych Sarmatów. Plotkowisko radzimy przeglądać tylko pełnoletnim mieszkańcom Księstwa, natomiast Pamflety Ciotki Grety mają ambicję lansować modę na poezję wśród sarmackiej młodzieży. Po intelektualnym wysiłku odpoczniecie czytając Pyde Hark i rozmowy niekontrolowane. Życzymy wielu miłych chwil z nowym Ab Ovo – Sarmackim Brukowcem Kulturalnym.

Mirth

PS: Od następnego numeru, forma rozkładówki ulegnie drastycznej zmianie. Nie będzie bolało.


Ap-Dałn

Apers

Państwo Konieczni-Winniccy (Najbardziej narcystyczna para v-świata)

Za wciąż zniewalający urok, czarujące uśmiechy i nieustanne doprawianie mdłej v-rzeczywistości poczuciem humoru najwyższych lotów. Walkę z zataczającym coraz szersze kręgi scholandyzmem, pozytywistyczną pracę na rzecz kształtowania v-życia artystycznego i bezkompromisową postawę w obronie praw mniejszości seksualnych. Nie bez znaczenia pozostaje także budowanie Bergmaniki Wandei i lansowanie antagonizmów pomiędzy prowincjami. Kochamy ich!

Pan Joe Lemoniadowy (Kultowy Cocacolatl Max Kaszanka)

Za głos rozsądku w sprawie podatków i nie tylko, konsekwentną bezkonfliktowość i lekturę archiwum Ab Ovo. Obecność na trudnym scholandzkim rynku, obiektywną krytykę wszystkich wypaczeń zarówno tamtejszego jak i naszego systemu. Chłodne spojrzenie na polskie mikronacje i pochwałę kapitalizmu, w najlepszym znaczeniu tego słowa. Pan Cocacolatl jest doskonałą wizytówką Księstwa poza jego granicami. Więcej takich nam potrzeba.

Pan Zenon Koniec (Znany niegdyś jako Wieńczysław Wiensko)

Za to że jest najbardziej błyskotliwym klonem Pana Wienia, mimo kilku panawienkowych wad. Korzysta z programu pocztowego The Bat! i ma pokaźne archiwum złotych myśli, pojawiających się pod każdym listem. Mieszka w Gellonii, uczestniczy w licznych konkursach.

II Zjazd Sarmatów

Za to że potwierdził jacy jesteśmy wspaniali. Dostarczył wielu miłych wspomnień i pozwolił na urealnienie naszych wirtualnych znajomości. Jedno z tych wydarzeń, które należy powtórzyć bezwzględnie. Najlepiej w szerszym gronie i miesiącu o wyższej średniodobowej temperaturze.

Dałners

Pan Wojciech Stempniewicz (Znany także jako Czapka Ze Wzmocnionym Kloszem)

Za czapkę ze wzmocnionym kloszem, chorobliwy brak dystansu i autoironii, nieuzasadnioną przemądrzałość, proscholandyzm bez zrozumienia, a także nieestetyczny sposób prowadzenia pyskówek. Namiestnik Morvan ma ogromne szansę na wysoką pozycję w rankingu najczarniejszych charakterów nowożytnej historii Księstwa Sarmacji. Na kolana powalił nas groźbą realnego procesu skierowaną w stronę Koziołka, w rezultacie dziecinnej wymiany zdań. W swojej naiwności i narodowej dumie wierzyliśmy, że takie kwiatki rosną tylko w Scholandii.

Pan Robert Czekański (Na czatach erotycznych klikający pod pseudonimami Koziołek albo szatan666)

Za to co zawsze. Nieprzeciętne stężenie daleko posuniętej ignorancji, chamstwa i arogancji w jednej, skądinąd sympatycznej, osobie. Nachalne spamowanie listy dyskusyjnej pretensjonalnymi wyliczeniami własnych zasług. Legendarną hipokryzję, porównywalną jedynie z nieposkromionym głodem władzy i pozycji społecznej. Lubimy Koziołka bardzo, ale na jego ostatnie występy nie możemy patrzeć przez palce. Po starej znajomości radzimy wyluzować. Polityczni i prywatni przeciwnicy już zbierają chrust.

Pan Rafał Szczęśniak (Epigon Naszego Ulubionego Posła)

Za zachwycająco klasyczną mentalność dresa. Poczucie humoru rodem z dowolnej edycji „Baru”. Sposób bycia charakterystyczny dla bohatera niskobudżetowego serialu skierowanego do młodzieży z najuboższych regionów naszej realnej ojczyzny. W połączeniu z intelektualną przeciętnością tworzy niestrawną mieszankę. Idiotyczny projekt wprowadzenia podatków pozwolił Panu Rafałowi zbliżyć się poziomem do jednego z najsłynniejszych ministrów Finansów Księstwa Sarmacji – Generała Łaskiego.

Reaktywacja Ab Ovo – Za exodus dobrego samopoczucia kilku prominentnych Sarmatów, brukowy poziom i z góry skazaną na niepowodzenie próbę odchamienia mieszkańców Księstwa.


Test Voigta-Kampffa

Każdy sympatyk s-f wie, czym jest test Voigta-Kampffa. Tych nielicznych, którzy nie wiedzą, informuję - test ten pozwala stwierdzić, czy badany jest człowiekiem, czy replikantem.
W naszej, zmodyfikowanej wersji, na nieco inny użytek niż w opowiadaniu Dicka i filmie Scotta. Nasz test jest oczywiście dobrowolny. Uznaliśmy, że może nam pomóc dowiedzieć się czegoś więcej o mieszkańcach Sarmacji

Badany
Krzysztof „Troy” Kowalczykowski

Wiek
24

V-zawód
Namiestnik, poeta, filozof, publicysta.

1. Opętuje Cię tajemnicza siła. Jesteś zmuszony/a do odbycia stosunku seksualnego ze znana osoba tej samej płci. Masz tylko prawo wyboru, kto to będzie.

Sean Connery.

2. Czołgasz się przez pustynię. Widzisz przed sobą beduina. Ma w ręku manierkę z wodą. Bardzo chce Ci się pić. Beduin mówi ,że nie odda wody.

Odda, odda...

3. Na rozłożystym łożu leży Kalina Jędrusik. Nie wydaje się zdziwiona, że właśnie wszedłeś.

Nie żyje od 13 lat. Byłbym w szoku gdyby była zdziwiona...

4. Twoja matka oznajmia Ci, że masz przygotowac obiad dla grupy rumuńskich dzieci. Dzieci tłoczą się wokół ciebie, podnosząc kartki z nazwami potraw, od zrazów po pierogi z serem.

Usiłuję się obudzić i staram się znaleźć butelkę po tym co piłem dnia poprzedniego. Nigdy więcej tego świństwa...

5. Do twojego mieszkania wpadają uzbrojeni mężczyźni. Zmuszają Cię do wstąpienia w szeregi jakiejkolwiek partii politycznej. Jaką wybierzesz?

Zieloni.

6. Czy lubisz banany?

Jeść?

7. Czy uważasz,że istnieje przyjemniejsze uczucie od orgazmu? Jeśli tak to jakie?

Nie.

8. Unia Europejska przyjmuje prawo umożliwiające ludziom wchodzenie w posiadanie niewolników. Przychodzi do Ciebie kolega, proponuje kupno pięknej dziewczyny za 35 PLN.

Sprzedana \<śmiech>

9. Jaką znaną postać chciałbyś zabić? Jak chciałbyś to zrobić?

Jeszcze nikt się aż tak nie zasłużył. Lubię broń snajperską

10. Wyoraź sobie,że wszystkie normy moralne rządzące naszym życiem znikają. Jaka bedzie pierwsza rzecz, jaką zrobisz, a której dotąd zrobić nie mogłeś ze względu na te normy?

Z pewną satysfakcją stwierdzam, że nie zrobiłbym nic ponad to co robię do tej pory...

11. Musisz wybrać film ,który będziesz oglądać przez 7 godzin bez przerwy. Co wybierzesz? Uzasadnij.

Może być coś z polskiej klasyki - Faraon czy Quo Vadis (stare). Lubię oglądać dobrych polskich aktorów, a teraz już takich nie ma...

12. Jaki zawód chciałbyś wykonywać, gdybyś stanął przed nieograniczoną możliwością wyboru?

Listonosz w małym szkockim miasteczku.

13. Stoisz nad "guzikiem atomowym" prezydenta USA. Możesz bez żadnych konsekwencji zniszczyć dowolnie wybrany kraj świata, dowolnie wybrane miasto.

A mogę wszystkie?

14. Zostałeś skazany na karę śmierci. Masz prawo do ostatniego posiłku. Co zamówisz?

Morvy z glonami, a na deser Śvistacka...

15. Spotykasz doktora Lectera. Ten zaprasza Cię na obiad. Znajdujecie wspólny język. Czujesz,że lubisz doktora. Porponuje Ci obiad z ludzkiego mięsa.Zgadzasz się. Doktor pyta, jaką część ciała Ci przyrządzić.

Zdaję się na niego. Trzeba korzystać z biesiadowania z koneserem.

Wynik badania

Obiekt jest replikantem.

Wnioski i zalecenia

Właściwie obawiamy się, że jest cyborgiem. Skrajny chłód emocjonalny. Dystans do wielkich postaci polskiej piosenki. Nieczułość. Kanibalizm. Niezdrowa dieta.


Mirabile Dictu

DAMIAN KONIECZNY

Część nowa. Stanowczo odcina się od poprzedniczek. Mówią o niej ‘tania postmoderna’, przez grzeczność nie zaprzecza. Bez zażenowania żeruje na popularności Władcy Pierścieni i wąsko rozumianej fantasy. Choć wyżej wymienioną literaturę ma w dupie. Lubi ładnych czytelników, lekki dowcip i ciężkie epitety. Interesuje się aluzjami. Kolekcjonuje zdania z dużą ilością głosek „ż” i „ć”.

Kotwicz płonął.
Ulica Urbana I prowadząca wprost na plac Leona ziała dymem i ogniem. Płomienie rozkosznie flirtowały z flankami wąskich kamienic, namiętnie lizały mury Zamku. Dziwki uciekały w stronę portu. Szczury umierały. Ludzie zdychali w mocno nieestetycznych męczarniach. Od zachodu, od strony Alei Kapitana Scholika, dochodziły odgłosy zajadłej walki. Nieludzkie ujadanie, laikowi kojarzące się z zarzynaniem świń.
Glony zaatakowały niespodziewanie. Pożar wybuchł kilka godzin temu, jak na zamówienie. Kurt zaklął głośno. Pomyśleć, że sam gardłował przeciw populistycznym sloganom w stylu: „Morvy na Tropicane!”. Te małe przedsiębiorcze stworki są przecież takie pożyteczne! Pełnym entuzjazmu głosem tłumaczył nieco konserwatywnym Miryjczykom zawiłości tolerancji międzygatunkowej. I noszą te urocze, wielkie czapki ze wzmocnionym kloszem! Zawsze dziwiło go dlaczego Miryjczycy wybuchają śmiechem na sam dźwięk politycznie poprawnego określenia morvańskich nakryć głowy. Przecież w Grodzisku żyją nawet Glony, a mimo to nie dochodzi tam do incydentów na tle gatunkowym! Nieludzie siedzą grzecznie w gettach i stanowią koło zamachowe potężnej stołecznej machiny gospodarczej.
Dobiegający zza zakrętu hałas brutalnie przerwał bitwę myśli rozgrywającą się w scholandzkim umyśle Kurta. Nasz bohater obrócił głowę, machinalnie położył dłoń na rękojeści miecza. Nasłuchiwał.

* * *

Srebrniku, wódz Zjednoczonych Szczepów Wschodnich i głównodowodzący Szmaragdowej Ordy, paradoksalnie nie wyglądał na Glona. Daleko odbiegał zwłaszcza od stereotypu, zgodnie z którym Glon zawsze powinien być chudy, oślizgły, mieć obrzydliwą, przygarbioną sylwetkę, ponad dwa metry wzrostu, tępą fizjonomię jaszczura i nosić na sobie brudne, oberwane szmaty. Srebrniku ubierał się zwykle w piękny, czarny wams wyszywany srebrnymi nićmi, co w połączeniu z prostą postawą, niecałymi stu siedemdziesięcioma centymetrami wzrostu i stosunkowo subtelnymi rysami twarzy nadawało jego osobie niemal ludzką aparycję. Tylko wąskie, czerwone oczy i zielonoblada skóra pozwalały rozpoznać w nim przedstawiciela prastarej rasy Glonów.
– Gorgorot – rzekł sennie Srebrniku, siedząc na drewnianej lektyce dźwiganej przez czterech rosłych Glonów i bawiąc się mosiężnym buzdyganem – Ty pało zakuta. Ty szczurzy pomiocie. Czy ty zawsze musisz popsuć wszystko, czego byś się tylko podjął? Czy choć jeden raz nie mógłbyś zrobić czegoś tak, jak należy? Wiadomym mi jest, że samodzielnie myśleć nie potrafisz. Będąc świadomym powyższego – Srebrniku często wpadał w pseudointelektualny ton, bo wiedział jak bardzo onieśmiela tym podwładnych – zwykle udzielam ci precyzyjnych wskazówek. Mówię ci co masz zrobić, kiedy masz coś zrobić i w jaki sposób. I regularnie odnoszę wrażenie, że mówię do ściany.
– Panie – drżący szept dobywający się prawdopodobnie z wewnątrz Gorgorota nieudolnie maskował przerażenie, trzęsące się nogi i spływający z czoła pot, dodatkowo potęgowały żałosny efekt – Tym razem wszystko zrobiłem jak należy! W Kotwiczu nawiązałem kontakt z kupcem Arnoldem Blumbergiem, ułatwił mi wynajęcie kilku miryjskich obwiesiów. Rozkazałem im porwać tą kreaturę Kurta...
– Dla ciebie – Srebrniku spojrzał w stronę stojącego nieopodal człowieka w żółto-czarnym stroju – Księcia von Schwaben.
– Zgadza się, Najjaśniejszy – Gorgorot padł na kolana, dotykając głową ziemi – ...tą kreaturę Księcia von Schwaben i doprowadzić aż do granicy z rezerwatem. Zapłaciłem tyle ile zażądali i – tutaj nastąpiło teatralne zawieszenie głosu – i więcej ich nie zobaczyłem. Może ktoś na nich napadł?
– Debilu! – Wódz Zjednoczonych Szczepów skończył definitywnie z pozorami grzeczności – Jak można zapłacić Miryjczykowi przed wykonaniem zadania? Oni teraz bawią się za nasze złoto w jednym z tych słynnych miryjskich burdeli! Piją wódkę i grają w karty!
– Boski, nie spodziewałem się takiej bezczelności! – Glon nieudolnie usiłował się usprawiedliwić
– Zamilcz! – Srebrniku przerwał bełkot sługi – Spieprzyłeś sprawę i zostaniesz ukarany. Później. Najpierw przyprowadzisz tutaj Księcia. Osobiście pójdziesz pod wskazany adres, zaprowadzi Cię ten morv – Wódz wskazał buzdyganem na brodatego karła.
– Ta, proszę Pana – Morv odezwał się cienkim falsetem.
– Do mnie mówi się „Tak”, mała kreaturo – Srebrniku był naprawdę w złym humorze.
– Nie chciałam powiedzieć „Tak”, Panie. „Tak”, mówimy kiedy chcemy coś potwierdzić, a ja chciałam tylko zwrócić uwagę na to – Srebrniku wpatrywał się w morva z rosnącym przerażeniem w oczach – że użyłeś niepoprawnej formy gramatycznej. Jestem Helga Kainegenzen.
– Gorgorot – Wódz Zjednoczonych Szczepów uśmiechnął się z dużą satysfakcją – Po powrocie nie zostaniesz ukarany. Rozmyśliłem się, okrucieństwo też ma swoje granice. Życzę udanej misji. Pamiętaj, macie tylko kilka godzin. Później, koledzy Twojej nowej przyjaciółki podpalą Kotwicz, a my postaramy się zapłacić Miryjczykom za Krez. Jeżeli Księciu włos spadnie z głowy, własnoręcznie obedrę Cię ze skóry. Centymetr po centymetrze. A jeżeli będę miał ochotę na chwilę relaksu, przed śmiercią poznasz smak międzygatunkowego seksu.
Helga zalotnie podrapała się po brodzie.

Ciąg Dalszy Nastąpi, trójka międzygatunkowych bohaterów ocali świat przed zagładą, albo przynajmniej będzie ciekawie


Kapitan Scholik

MICHAŚ WINNICKI

Przygoda trzecia, w której Scholik dowiaduje się o zaletach wynikłych z posiadania zwierząt domowych, a historia zatacza krąg, podczas gdy Generał Keinschloss cierpi.

Kapitan Scholik usłyszał znaczące pukanie do drzwi. Bez namysłu otworzył. Za drzwiami stał mały, czarny kotek o długich wąsach i oczach koloru nadgniłej borówki.

– Kici kici! – powiedział Scholik.

– Nie kici kici tylko Heil Armin! – warknął kotek przemykając się zręcznie między nogami Scholika a framugą – Właśnie przyjechałem z Centrali! Porucznik Katter.

Kot położył neseser na stół i rozsiadł się wygodnie na Scholikowym krześle ppanc wz. 1938.

– Co się tak gapisz? – Zapytał, po czym wyjął z nesesera kartkę z napisem „NIE MA CZASU DO STRACENIA”. – Przystępujemy do akcji. Tym razem sprawa jest niezwykle poważna!

– Może, eeeee…..herbaty? – zaproponował Scholik
– Herbaty nie, wody z sardynek poproszę. I mleka, niskoprocentowego. Jestem na diecie – wyjaśnił Katter oblizując jedną z tylnych łapek.


Telefon komórkowy Scholika odegrał melodię z serialu „Szpital na peryferiach”. Kapitan zerwał się z łóżka i ruchem władczym i nieskomplikowanym podniósł słuchawkę.

– Von Keinschloss, rozumiecie Scholik, mówi – władczy głos pryncypała zabrzmiał wewnątrz niby zwój papieru ściernego firmy Mimoza – Przyjechał już Katter?
– Tak, obywatelu generale – odrzekł Scholik – Taki trochę dziwny jest, szczerze mówiąc – dodał spoglądając kątem oka na Kattera, który zwinięty w kłębek spał na zapiecku – Ale myślę, że się dogadamy.
– Lepiej się dogadajcie! – buczał von Keinschloss – To jest, rozumiecie Scholik, najlepszy, rozumiecie, agent scholopolskiego SSB! Tak, wiem, nie lubicie federalnych, ja też ich nie lubię, ale tym razem sprawa jest wagi słonia wandejskiego. Co wam, rozumiecie Scholik, będę mówił – tym razem możecie nie przeżyć.
– Obywatel Generał mówi mi tak za każdym razem – przypomniał Scholik – A wciąż żyję….
– No właśnie… – westchnął von Keinschloss i błyskotliwie odłożył słuchawkę.

Kondory nad Scholopolis znów zakrakały radośnie i skierowały się w stronę dzielnicy Berg um Belsen.


– Najważniejsze to nie zwracać na siebie uwagi – mówił Katter pogryzając chipsy, gdy szli ul. Urbana I w Kotwiczu, omijając grupy zachwyconych turystów, oglądających zabytki miryjskiej kultury i sztuki. Porucznik SSB ubrany był w płaszcz trzy czwarte z futra jednorożca, czapeczkę Porta Regni Sharks z wycięciami na uszy, zaś ogon zawiązany miał fantazyjnie na kształt węzła komunikacyjnego Inselburg-Nord.

Scholikowi niezbyt podobały się zabytki kultury i sztuki. Z kultury najbardziej lubił śledzie po alexiopolsku i przesłuchania tego pisarzyny z Sarmacji zaraz po rewolucji komunistycznej, jak mu tam było…..Piwowski? Nie, Winnicki. Tak, lubił przesłuchiwać Winnickiego i kulturalnie wyłamywać mu… znaczy, wyjaśniać wyższość scholandzkiego systemu prawnego nad sarmackim.
– Nie zwracać uwagi, powiadasz? To dlaczego masz na sobie ten kretyński płaszcz? Każda sarmacka gospodyni domowa widzi, żeś nie stąd i w ogóle inny.
– Najciemniej jest pod latarnią, Henryczku – odrzekł Katter – Wszystkim wydaje się, że zwracam ich uwagę, ale tak naprawdę za chwilę o mnie zapomną. Rozumiesz, mechanizm wyparcia.
– Nie rozumiem – powiedział Scholik – Poza tym wybacz, ale nieco różnisz się od pozostałych przechodniów… No wiesz… Masz futerko, cztery łapki, wąsy…

Katter zasyczał przeciągle i napuszył ogon.

– Rasista – syknął – Zamiast się wymądrzać skocz mi po chrupki z kocimiętką!!!


Biuro eksportowe Państwowego Sarmackiego Urzędu Jakości przy ul. Alternatywy 5a prezentowało się wyjątkowo wrednie. Piękne, świeżo odnowione elewacje 18-wiecznych kamienic, wraz z płaskorzeźbami przedstawiającymi scenki rodzajowe z „Sarmasutry” budziły w Scholiku i Katterze uczucie zazdrości.

– Dlaczego, powiedz mi kurna Katter – zaczął Scholik – Nie mamy takich fajnych kamieniczek urzędowych w Scholopolis? Bo nie można wziąć, wyremontować, domalować coś, tylko zostawia się taki odrapane, brzydkie? Siedziba partii Strudzińskiego na ten przykład, to umiała o siebie zadbać. Mają taki fajny budynek w kształcie trzustki Romana Dmowskiego, piękny!

– Dmowskiego-Srowskiego – mruknął Katter zapalając Armina Lighta – Brzydki budynek rządowy to element maskujący. Rozumiesz, po pierwsze wróg- jak zobaczy takie obskurne elewacje to pomyśli ‘aha, są słabi, skoro nie stać ich na remonty’. Poza tym, nie będzie bombardował, bo uzna, że za rok, dwa, samo się rozleci i nie opłaca się rakiet wystrzeliwać.

– Ty wiesz, że coś w tym jest? – powiedział Scholik – I pomyśleć, że do tej pory byłem estetą!
– No ba – odrzekł Katter – Ale jest jeszcze druga strona medalu- pijar! Jak lud widzi, że władza nie ma lepiej, to cicho siedzi.
– Amen – powiedział Scholik.
– A łumen – odpowiedział Katter.


Rozdzielili się w okolicach posesji nr 7. Każdy z nich miał w uchu nadajnik radiowy marki Scholdig, w ustach zaś mikrofon, dzięki czemu mogli się porozumiewać. Scholik ukrył się za rozłożystym niczym baobab domofonem przy bramie wejściowej do zakładu rekultywacji literackiej, zaś Katter oznajmiwszy iż idzie przebrać się w strój maskujący zniknął w studzience ściekowej.

Ulicą przejeżdżały liczne samochody, tłumy przechodniów zaś spacerowały od wystawy do wystawy, co nieco martwiło Scholia, starającego się wtopić w konary domofonu, by nikt go nie dostrzegł. Cóż, mundur paradny oficera scholandzkiej milicji nie ułatwiał mu zadania, jednak już w Akademii Milicyjnej wykładowca kultury maskowania, profesor von dem Leszcz mawiał „Gdy nie wiesz, gdzie się skryć- szukaj domofonu”. Scholik był więc w miarę spokojny.

Ulica wyglądała całkiem zwyczajnie. Eleganckie płaszcze sarmackich mężczyzn i garsonki ich kobiet nieco nużyły kapitana, który korzystając z okazji przejrzał najnowszy numer przygód „Supermina”, przezornie kupionego na lotnisku w Scholopolis. Gdy skończył czytać zauważył, jak zza rogu wychodzi Pamela Anderson w obcisłej, zielonej koszulce rozdartej w okolicy lewego sutka i poszarpanych spodenkach z jasnego, marmurkowego dżinsu. Zaskoczeni przechodnie wpatrywali się w Pamelę, ich towarzyszki zaś precyzyjnymi ciosami torebek zmuszały ich do radykalnej zmiany kierunku tych spojrzeń. W połowie ulicy dopadł Pamelę jakiś łowca autografów, ta jednak zręcznym chwytem judo cisnęła go na zaparkowany nieopodal samochód. Ku zaskoczeniu Scholika słynna aktorka pewnym krokiem podążała w jego stronę.

– Pssst, to ja, Katter – powiedziała Pamela. – Możemy wchodzić na obiekt.

Scholik patrzył na Kattera z szeroko otwartymi ustami.

– Wyglądasz jak ryba. Weź mi nie rób smaka! – furknął Katter i podążył w stronę inkryminowanej posesji.


Rajmund Kowalski pełnił tego dnia służbę wartowniczą na terenie Kotwickiego Przedsiębiorstwa Wodociągowego. Oglądał właśnie w telewizji koncert Grodziskiej Orkiestry Książęcej, pod batutą Tomasza Golińskiego, gdy do budynku weszli Pamela Anderson i scholandzki milicjant w mundurze paradnym, z sępimi piórami u pagonów.

– Dzień dobry – Pamela uśmiechnęła się promiennie – Czy moglibyśmy wykraść Państwu jakieś tajemnice narodowe?
– To niestety niemożliwe – odrzekł Rajmund.

Pamela wyciągnęła pistolet i przysunęła mu do potylicy.
– A ja Ci mówię, że możliwe. Prowadź do Sali Tajemnic!
– Nie mamy tu Sali Tajemnic!
– Aha! A ja jestem Pamela Anderson. Każde przedsiębiorstwo wodociągowe ma Salę Tajemnic! – nieudolnie nałożony przez Kattera puder wzbijał się płonną chmurką w powietrze za każdym razem, gdy porucznik podnosił głos.
– No dobrze – zrezygnowany Kowalski podążył w stronę plątaniny korytarzy, śledzony uważnie przez Kattera, który porzucił niewygodny strój Pameli i mknął bezszelestnie za zakładnikiem, otrzepując z wąsów resztki szminki.

Scholik wyjął makarowa i kontemplował osiągnięcia sarmackiej techniki wodociągowej, idąc w ślad za Katterem. Nagle usłyszał znaczący szept zza rogu.

– Panie kapitanie! Panie kapitanie, to ja, Różogórowa!
– Pani Różogórowa kochana! – Scholik podbiegł do drzwi, zza których promiennie uśmiechała się zażywna niewiasta w wieku lat niespełna siedemdziesięciu, w stroju konserwatora powierzchni płaskich, o czym świadczyła zwłaszcza służbowa chusta z logo KPW. Różogórowa była jednym z najcenniejszych ogniw jego siatki szpiegowskiej na terenie Sarmacji. W roku 1958 zwerbował ją w sanatorium w Złotym Wybrzeżu sam generał von Keinschloss, wówczas ledwie chorąży sztabowy. – Od kiedy Pani pracuje w Kotwiczu?
– Panie kapitanie, ja jestem kobieta pracująca – zawołała Różogórowa – Przeniosłam się tu rok temu, bo w tym Grodzisku nie da się jednak długo wytrzymać. Ja to lubię, wie Pan, zakłady przemysłowe. Mnie tam od zabytków strzyka w stawach.
– Rozumiem. A ma Pani coś dla mnie, przypadkiem?
– A przypadkiem mam. – Różogórowa jęła szukać czegoś w przepastnych otchłaniach swego fartucha, by wreszcie wydobyć zwinięte w rulon tajemnicze papiery. – Akurat odkurzałam plany sarmackiej bomby Atomowej, może się Panu przyda?
– Znakomicie, Pani Różogórowa, nie wiem co bym bez Pani zrobił.
– Ależ nie ma sprawy, kochaneczku. Numer konta mam ten sam.

Scholik ucałował niewiastę w rękę i pognał za Katterem, by oznajmić mu radosną nowinę.


– A więc mówisz, że mamy plany ich bomby atomowej? – wyraźnie uszczęśliwiony Katter konsumował statecznie porcję Whiskasa z Ostrygami przy stoliku w lokalu kontaktowym.
– Tak – powiedział Scholik – Nie ma to, jak odpowiedni agenci! Wy, w SSB, nie doceniacie pracowników niższego szczebla. Nie można wiecznie werbować generałów i premierów. Wśród agentury też musi być jakaś równość!
– Daj mi numer do tej babki – poprosił Katter – Muszę się pochwalić szefowi.
Scholik wymienił numer, patrząc pożądliwie na niedojedzony przez kolegę Whiskas.
– Jak ona się nazywa? Różogórowa? Jak to będzie po scholandzku?

– Rosenberg – odpowiedział Scholik.


Pyde Hark

Pyde Hark jest awangardową wersją znanej i lubianej rubryki Hyde Park, ze starego, żydoliberalnego Ab Ovo. Jej żeglarzem, sterem i okrętem jest postać nietuzinkowa, trudna do opisania za pomocą standardowych środków artystycznego wyrazu. Kontrowersyjny artysta (autor między innymi słynnych fraszek, publikowanych w szmatławym Krezusiku), a jednocześnie wybitny mąż stanu (Namiestnik Mirii, antyscholandczyk). Co stawia go w jednym rzędzie z takimi indywidualnościami jak Neron, Adolf Hitler, czy Franciszek Stefaniuk. Hrabia Troy (Oby żył wiecznie!) przygotował specjalnie dla naszych czytelników porcję lekkiej intelektualnie rozrywki. Zapraszamy do konsumpcji.

DOWCIPY

Nr 1
SCHOLOPOLIS (Reuters) - w poniedziałek pożar strawił prywatną bibliotekę króla Armina Frederika. Spłonęły obie książki.

Rzecznik rządu oświadczył, że król jest wstrząśnięty, gdyż nie zakończył kolorowania drugiej.

Nr 2
Pewnego ranka Skarbniq spacerował ulicami miasta, gdy nagle na rogu zauważył małego chłopca z pudełkiem. Zaciekawiony podszedł do niego i spytał: "Co masz w pudełku chłopcze?"
Chłopiec odpowiedział: "Kotki, nowo narodzone kotki."
Skarbniq zaśmiał się i spytał: "A co to za kotki?"
"Gellońskie kotki," odpowiedział chłopiec.
"O, to świetnie," powiedział Skarbniq i poszedł dalej.
Kilka dni później Skarbniq znów spacerował ulicami miasta, ale tym razem towarzyszył mu Sidzina. W pewnym momencie Skarbniq spostrzegł, że chłopiec z pudełkiem znów stoi na rogu. "Musisz to zobaczyć," powiedział do Sidziny.
"Zobacz te śliczne kotki Kamilu. Prawda, że są ładne? Chłopcze, powiedz mojemu koledze Kamilowi, co to za kotki?"
"To miriańskie kotki," pada odpowiedź.
"Co?" - zakrzyknął Skarbniq. "Przecież jeszcze kilka dni temu mówiłeś, że to kotki gellońskie!"
"Cóż," odpowiedział chłopiec. "Teraz już nie są ślepe."

Nr 3
Marek Olszewski, Kamil Sidzina i Szymon Śnieżek lecą samolotem nad Sarmacją. W pewnej chwili Olszewski uśmiecha się i mówi: "Gdybym teraz wziął banknot o nominale stu libertów i wyrzucił go za okno, to uszczęśliwiłbym jedną osobę."

Sidzina po chwili namysłu mówi: "Gdybym teraz wziął dziesięć banknotów o nominale dziesięciu libertów i wyrzucił je za okno, to uszczęśliwiłbym dziesięć osób."

Śnieżek dodaje swoje: "Gdybym teraz wziął sto banknotów o nominale jednego liberta i wyrzucił je na okno, to uszczęśliwiłbym sto osób."

Przysłuchujący się rozmowie pilot wzdycha ciężko i mówi:
"Gdybym teraz wziął was trzech i wyrzucił przez okno, to uszczęśliwiłbym cały kraj..."

Nr 4
Papież Urban I odwiedził Księcia Piotra Mikołaja w Grodzisku. Książę zabrał dostojnego gościa na wycieczkę jachtem po Narwi. W pewnym momencie silny wiatr zdmuchnął do wody nakrycie głowy papieża. Gwardia Książęca już chce odpalać silnik w motorówce, kiedy Książę mówi: "Moment. Zajmę się tym osobiście."

Książę zeskakuje z jachtu i po chwili spacerkiem zmierza do celu. W kilka minut wraca i wręcza zgubę papieżowi.

Następnego ranka Spaktator drukuje pełną relację z wydarzenia z dokładnymi zdjęciami, a wszystko umieszczając pod nagłówkiem: KSIĄŻĘ NIE UMIE PŁYWAĆ.

Nr 5
Grupa Gellończyków jedzie pickupem autostradą, w samochodzie impreza - piwko, wódeczka. Nagle kierowca traci panowanie nad samochodem i zderza się z busem wiozącym sierotki. Wszyscy uczestnicy wypadku giną. Gellończycy trafiają do piekła. Szatan jest wstrząśnięty widząc, że upał się ich nie ima i żąda wyjaśnień.

"O, to proste. W Gellonii mieliśmy taką gorącą atmosferę podczas starć z władzami centralnymi, że przyzwyczailiśmy się do tego." Szatan się wkurzył. "Ustawię termostat na maksymalną moc i zobaczymy co powiedzą jutro."

Rankiem Szatan odwiedza obóz Gellończyków, a tam spokój, cisza i relaks. Chłopcy się porozkładali i tylko wachlują się z lekka. Zszokowany Szatan dopytuje się o powód. "Ooo, trzeba było przeżyć czas, kiedy Miria wprowadziła wizy dla Gellończyków - wtedy to było dopiero gorąco."

"Ci Gellończycy są odporni na upał, zobaczymy więc jak sobie poradzą z zimnem" - pomyślał Szatan i przekręcił termostat w drugą stronę, po czym zniknął w kłębach dymu.
Rankiem znów zagląda do obozu, a u Gellończyków stypa - wszyscy upijają się na smutno, dodając lód do drinków.
Diabeł - wcale już nie zdziwiony odpornością Gellończyków pyta o powód imprezy.
"Jak to? Rozejrzyj się dookoła! Piekło zamarzło! Czekański znów będzie kanclerzem..."


NOWE KIERUNKI SARMACKIEJ POLITYKI ZAGRANICZNEJ - tajny plan przechwycony przez naszego agenta w sztabie SAN

scholandia

ATAK GLONÓW: Powrót Wienia

atak

Trendgenerator

WALDEMAR FYDRYCH
„ŻYWOTY MĘŻÓW POMARAŃCZOWYCH”

Wyd. sumpt własny Autora
Wrocław-Warszawa 2002

Żywoty Mężów Pomarańczowych są jedną z najważniejszych książek ostatnich. W tej oczekiwanej pozycji zawarte są istotne wydarzenia i problemy dotyczące wolności. Książka zyskałą wiele przychylnych recenzji, a także zyskała rzesze czytelników. Wiele w niej jest mądrości i przychylności ludziom. Ciekawe historie bawią i cieszą, a historie nudne szybko się kończą.

Ksiązka ta nie odpowiada na pytanie „jak żyć” , ale daje za to liczne odpowiedzi na pytania o życie barwne. Poradnikiem jest młodego rewolucjonisty, techniki manewrów ulicznych przekazuje wiernie. Daje cenne porady w zakresie budowy makiet pancerników historycznych, makijażu męskiego i symulacji objawów cyklofrenii.

Ciekawe są też uwagi na temat imprez zbiorowych , na przykład Karnawału Riobotniczego. Zachowuje gatunki nowe a dotąd nieznane w pamięci zbiorowej. A mowa tu o krasnoludkach. To o nich Major Frydrych, Autor i podmiot liryczny książki, rozmawia z milicjantem :

„Tajniak podał mu karteczkę. Major przeczytał ‘Waldemarku przyjedź do mnie – stęskniłam się za Tobą, Krysiula.’
-Kto to jest Krysiula? – pyta milicjant
-Piękna kobieta.
-Nie o to Ciebie pytam, czy jest mężatką?
-Tak.
- A jej mąż co?
- Nic.
- A teraz powiedz dlaczego przyjechaliście do Łodzi?
- Bo chcieliśmy jechać w góry.
- Już ja wiem dlaczego. Ponieważ w górach, na skałach, trzeba było pisać duże krasnoludki- Tajniak był usatysfakcjonowany ze swego odkrycia. – Mów, co oznaczają krasnoludki!
- Nie powiem.
-Słuchaj! – krzyknął Tajniak – Jak mi nie powiesz, co to są te krasnoludki, to ja wszystko opowiem mężowi Krysiuli!” .

Major w książce przedstawiony jest jako Wielki Mąż Stanu, ale ze skromnością. Inni Mężowie również odciskają swe piętno. Niezmordowany rotmistrz Cupała, porucznik Pablo Adamcio, towarzysz Pinior i błyskotliwy Skiba demonstrują big cyce swego intelektu. Powieść ma także walory moralne i etyczne. Może być aksjologicznym fundamentem wychowania. Należy ją czytać zgodnie z kolejnością rozdziałów , a następnie akapitów.

Życzę miłej konsumpcji.


WŁADYSŁAW PASIKOWSKI
„PSY”

Rok: 1992
Gatunek: Film sensacyjny
Dane techniczne: Kolor. 104 min.
Scenariusz: Władysław Pasikowski
Zdjęcia: Paweł Edelman
Muzyka: Michał Lorenc
Produkcja: Studio Filmowe "Zebra"
W rolach głównych: Bogusław Linda, Marek Kondrat, Cezary Pazura, Janusz Gajos, Agnieszka Jaskółka, Zbigniew Zapasiewicz, Olaf Lubaszenko i inni.

Pisząc o Psach w Trendgeneratorze, czuję się jakbym podawał przepis na jajecznicę. Rola tego filmu w kształtowaniu się osobowości roczników osiemdziesiątych jest bezapelacyjna, powszechna i zdecydowanie pozytywna, przynajmniej w środowiskach inteligenckich. Który z nas chłopięciem będąc, nie chciał tak jak Franz Maurer strzelać do skurwysynów, pić dużo drogiej wódki i mówić „nie chce mi się z Tobą gadać” do złych kobiet? Zapożyczone z Psów słownictwo, niejednokrotnie stanowiło pierwszy świadomy kontakt z mocnymi wulgaryzmami. Patrząc jak Franz w praktyce stosuje swoją wiedzę o zabijaniu, pobieraliśmy pierwszą lekcję męskości. Takiej, którą definiują zasady. W tym kontekście polecam film najmłodszym Sarmatom, a także tym, którzy z różnych przyczyn nie oglądali go w swoich latach młodzieńczych. „Psy” stanowią świetny element edukacji w zakresie męskiej przyjaźni i elementarnych zasad. Każdemu na długie lata utkwi w głowie finałowa scena:

- Pierdolisz.
- Nie, przysięgam ci! Mówię prawdę, Franc!
- Pierdolisz - moją kobietę.

- ...dlaczego?
- W imię zasad, skurwysynu.

I całkiem być może, uchroni od kilku niewybaczalnych błędów. Oczywiście, nie wolno przy tym zapominać, że „Psy” to majstersztyk kina sensacyjnego. Ironizowanie na temat polskiej martyrologii, niebanalne ukazanie przełomowego momentu historycznego i liczne smaczki nawiązujące do minionej epoki pozwalają z czystym sumieniem polecić ten film wszystkim zainteresowanym najnowszą historią Polski. Koneserzy, operujący pełną gamą cytatów, realizują się w wyszukiwaniu drobnych niedociągnięć, takich jak ta ze Studentem, którego Gross dobija, strzelając mu dwukrotnie w plecy, a później Franc mówi, że zobaczył ciało Studenta z dwiema kulami w głowie....

„Psy” to doskonały audiowizualny podręcznik dla każdego wchodzącego w dorosłość chłopca. Wraz z „Żywotami Mężów Pomarańczowych” polecanymi w dzisiejszym Trendgeneratorze przez mojego męża, stanowią wdzięczny komplet umożliwiający budowanie fundamentów wychowania w zgodzie z uniwersalnymi wartościami, a także ilustrację różnych aspektów polskich przemian systemowych. Film należy oglądać od początku końca, ale można też na wyrywki.

Życzę głębokich przemyśleń i wielu leksykalnych zapożyczeń.


Tron we krwi

SCENARIUSZ I REŻYSERIA: Akira Kurosawa

Występują (w kolejności alfabetycznej):

KSIĄŻĘ PIOTR MIKOŁAJ: Adrien Brody
CUDOWNE DZIECKO: Elijah Wood
GELLOŃSKI OJCIEC RODZINY: Harvey Keitel
KAMERZYSTA: Mel Gibson
KANCLERZ CZEKAŃSKI: John Malkovich
KAT OLSZEWSKI: John Rhys-Davies
KIEROWCA VANA: Jean Reno
MINISTER BAZIŃSKI: Michael J. Fox
MINISTER KOŚCIŃSKI: Chevy Chase
MINISTER STANISZCZAK: Richard Dean Anderson
MINISTER SZCZEŚNIEWSKI: Sasha Baron Cohen
MINISTER SZYMAŃSKI: Dan Aykroyd
MINISTER ŚNIEŻEK: Nicholas Cage
MINISTER ZIELIŃSKI: Tim Robbins
NAMIESTNIK KOWALCZYKOWSKI: Sean Bean
NAMIESTNIK ŁASKI: Tom Hanks
NAMIESTNIK NOWICKI: Mr. T
NAMIESTNIK STEMPNIEWICZ: Ed Harris
OBYWATEL WIENSKO: Bruce Willis
POSŁANKA PIECH: Anna Przybylska
PREMIER POLESZCZYK: Quentin Tarantino
PROKURATOR FIGIEL: Rowan Atkinson
PRZEDSIĘBIORCA COCACOLATL: Jeff Goldblum
RADIOWIEC ZIELIŃSKI: Rick Moranis
REDAKTOR KONIECZNY: Leonardo di Caprio
SĘDZIA RATYMIRSKI: Clint Eastwood
SĘDZIA WINNICKI: Tom Cruise
SŁUŻĄCY KANCLERZA: Denzell Washington
SZEF TELEWIZJI WANDEJSKIEJ: Lew Rywin
SZEF ZWIĄZKU MŁODZIEŻY: Macaulay Culkin
TRAGARZ: Mirosław Zbrojewicz
UTOPISTA KAMPER: John Travolta
ŻEBRAK INCISIVE: Liam Neeson

KRÓL ARMIN: Eugene Levy
MINISTER KANIKOV: Orlando Bloom

Część I

Poranek w Grodzisku był piękny. Letnie słońce wschodzące na bezchmurnym niebie oświetlało zabytkową starówkę, nowoczesne centrum i dumnie prężące się dźwigi grodziskiego portu. Od strony zatoki wiała lekka, przyjemna bryza. W ciągu kilkudziesięciu minut miasto zbudziło się do życia. Wciągnięto flagi na siedziby najwyższych władz państwowych. Samochody zapełniły szerokie ulice sarmackiej stolicy. Zabiły pierwsze dzwony kościołów, rozjaśniły się monitory biurowych komputerów, zaś fabryczne syreny radośnie oznajmiły kolejny dzień ciężkiej pracy dla wyspiarskiej ojczyzny. Radio sarmackie, jak zwykle o godzinie ósmej rano, odegrało hymn państwowy. Dzieci zebrane w sarmackich szkołach odśpiewały znaną melodię tym radośniej, iż był to ostatni dzień ich nauki przed wakacjami. Poranek w Grodzisku był piękny.

* * *

O godzinie dziewiątej rano niespodziewanie przerwano program sarmackich stacji radiowych i telewizyjnych. Na ekranach telewizorów ukazała się czarna plansza z herbem Księstwa Sarmacji. W eter pobiegły słowa spikera Głosu Sarmacji. Prezenter drżącym głosem odczytał oficjalny komunikat rządowy: O go…dzinie siód…mej w Gó…rach Kocich rozbił się sa…mo…lot Książęcych Linii Lot…niczych z Księ…ciem Pio…trem Mikoła…jem, Namie…stnikiem Mirii hrabią Kowal…czykowskim i sę…dzią Sądu Najwyż…ż…szego kawale…rem Winnickim na pokła…ładzie. Nikt nie prze…żył katastro…fy. Boże, chr…chroń Sarma…cję! Sarmaci zebrani przed odbiornikami zamarli. W chwilę później zaczęto nadawać marsze żałobne i muzykę poważną. Ekipy telewizyjne i radiowe rozpoczęły przygotowania do wyruszenia w Góry Kocie, aby z miejsca zdarzenia nadać na żywo relację z katastrofy.

* * *

Redaktor Konieczny nie mógł dojść do siebie. Całe jego życie legło w gruzach z powodu pieprzonej katastrofy samolotu. Nie spodziewał się tego, że w jednej chwili wszystko, w co wierzył, jego cały światopogląd, uporządkowana wizja świata przestanie mieć sens. Od tygodnia nie palił. Przez ostatnie siedem dni codziennie spoglądał na paczkę papierosów mówiąc do siebie Wytrzymam. Zrobię to dla Niego. Jego postanowienie przestało mieć sens. Czy teraz cokolwiek będzie mieć sens? Nerwowo wyciągnął papierosa i zapalił. Organizm odzwyczajony od nikotyny zareagował zawrotami głowy, spotęgowanymi przez stres. Osunął się na fotel, nie mogąc uporządkować myśli.
Kilka minut później zadzwonił telefon. „Jest mi bardzo przykro z powodu tego, co się stało. Wiem, że cierpisz”. Po chwili głos należący do szefa Telewizji Wandejskiej dodał „Potrzebujemy Cię. Pojaw się w centrali za kwadrans”. „Skurwiel” - pomyślał wicehrabia. „Gówno obchodzi go to, co teraz czuję. W takiej chwili prosić, kurwa, o coś takiego?! Pierdolonemu zasrańcowi zależy tylko na pieniądzach. Na dramatycznej relacji z katastrofy”. Na dłuższą chwilę w słuchawce zapadła cisza. „Przyjadę” - odpowiedział Konieczny i rzucił słuchawką. „Zrobię to dla Niego” - pomyślał. „To będzie najlepsza relacja z katastrofy, jaka kiedykolwiek powstała”.

* * *

Telewizyjny van w pośpiechu opuścił Wandowice o godzinie dziewiątej trzydzieści. Kilkadziesiąt minut później zbliżył się do granicy Mirii. Wielopasmowa autostrada rozdzieliła się na trzy odnogi oznaczone tablicami świetlnymi „Sarmaci”, „Scholandczycy” i „Gellończycy”. Szosa przeznaczona dla Sarmatów, ograniczona z obu stron równo przystrzyżonym trawnikiem, na którym rosły różnokolorowe kwiaty silnie kontrastowała z pozostałymi dojazdami do granicy, wyłożonymi kocimi łbami i otoczonymi rowami melioracyjnymi. Pojazd wkrótce dotarł do terminalu granicznego. Nad nowoczesnym budynkiem ze szkła i stali powiewały opuszczone do połowy masztu flagi Sarmacji i Mirii. Nad bramą wyjazdową wisiała gigantyczna podobizna namiestnika Kowalczykowskiego dumnie owiniętego flagą sarmacką rozmyślającego nad sprawami państwowymi. Po lewej stronie stał billboard informujący podróżujących do Gellonii o możliwości darmowego zaszczepienia się przeciwko chorobom zakaźnym. Billboard umieszczony symetrycznie po prawej stronie zachęcał do wstępowania w szeregi Ruchu Wszechsarmackiego.
Podczas kilkuminutowego oczekiwania na odprawę graniczną redaktor Konieczny przyjrzał się osobnikom czekającym po drugiej stronie granicy na początku wielokilometrowych kolejek. Zabawne, że w tym momencie przypomniały mu się spiżowe słowa Namiestnika: Jak będzie im zależeć - poczekają! Z zainteresowaniem oglądał przez lewą szybę vana brodatych Gellończyków siedzących w zdezelowanych samochodach produkcji teutońskiej. Jego uwagę przykuła rodzina pochodząca - jak wolno było przypuszczać po rejestracji - z Krezu. Wbrew miryjskim przepisom imigracyjnym kierowca próbował przemycić do prowincji chomika należącego do jego córki. Na nic zdawały się klarowne wyjaśnienia oficera miryjskiej straży granicznej, iż edykt stanowi jasno: „lub inne zwierzęta”. Z rozrzewnieniem, dającym chwilę wytchnienia od cholernej rzeczywistości, obserwował oficera wbijającego do gellońskiego paszportu barwy zgniłozielonej pieczątkę z napisem „COFNIĘTO WIZĘ”.
Widok z prawej szyby wyglądał inaczej. W rządku równym jak dostęp przedsiębiorców zagranicznych do rynku scholandzkiego stały samochody należące do obywateli Królestwa Scholandii. W związku z rozporządzeniem scholandzkiego Ministra Finansów i Gospodarki wydanym dwa lata temu dla uczczenia rocznicy powstania państwa samochody produkowane w Scholandii mogły mieć kolory wyłącznie żółty i czarny. Rozporządzenie przewidywało wysokie opłaty za posiadanie samochodu w innych, niż wymienione, barwach, więc w niedługim czasie od jego wprowadzenia wszystkie samochody spełniały surowe scholandzkie normy estetyczne. Nie inaczej przedstawiała się kolorystyka samochodów czekających w kolejce do granicy. Odczekawszy w kolejce do granicy, Scholandczycy posłusznie prezentowali swoje wizy oficerom miryjskiej służby granicznej oraz udawali się czwórkami do pokojów kontroli intymnej.
Po sprawnej odprawie paszportowej pojazd Telewizji Wandejskiej wjechał na terytorium Nowicji. Niebo nad Nowicją było mniej błękitne, trawa mniej zielona, a powietrze mniej przejrzyste. Redaktor Konieczny odwrócił odruchowo głowę w kierunku posterunku granicznego. Jego wzrok spoczął na dwujęzycznych billboardach witających ciepło Scholandczyków i Gellończyków wjeżdżających do Mirii: „UNIVERSALSTEUERUNG IST DIE GRUNDLAGE DES SOZIALVERTRAUENS”. „POWSZECHNA KONTROLA PODSTAWĄ SPOŁECZNEGO ZAUFANIA”.

Ciąg dalszy nastąpi.


Rozmowy niekontrolowane

Redakcja arbitralnie stwierdziła, że nie ma sensu publikacja oficjalnych, tajnych i cholernie nudnych rozmów pomiędzy grubymi rybami polskiego v-światka, skoro najciekawsze dialogi prowadzimy między sobą my, elita intelektualna Księstwa, zespół Ab Ovo. I tak, miast ujawniać żenujące przekręty i pożałowania godne afery, karmimy Was arcydziełami komunikacji interpersonalnej:

Rozmowa pierwsza

Winnicki-Konieczny (29-02-2004 22:54)
piękne
Winnicki-Konieczny (29-02-2004 22:55)
ten tekst po scholandzku
Winnicki-Konieczny (29-02-2004 22:55)
wychodzimy naprzeciw
Winnicki-Konieczny (29-02-2004 22:55)
scholandzkiemu czytelnikowi?
Konieczny-Winnicki (29-02-2004 22:55)
Tak
Konieczny-Winnicki (29-02-2004 22:55)
Oczywiscie!
Konieczny-Winnicki (29-02-2004 22:55)
Będziemy dla nich jak Wolna Europa
Winnicki-Konieczny (29-02-2004 22:55)
Zagadywal Cie przywódca eselów?
Konieczny-Winnicki (29-02-2004 22:56)
\<śmiech>
Konieczny-Winnicki (29-02-2004 22:56)
Nie.
Winnicki-Konieczny (29-02-2004 22:56)
\<śmiech>
Winnicki-Konieczny (29-02-2004 22:56)
to arkadius tak musiał
Winnicki-Konieczny (29-02-2004 22:56)
odpowiadać z historii.
Winnicki-Konieczny (29-02-2004 22:56)
w 1917 loku walkę o władzę tocyli
Winnicki-Konieczny (29-02-2004 22:56)
eselowcy
Konieczny-Winnicki (29-02-2004 22:56)
\<śmiech>
Winnicki-Konieczny (29-02-2004 22:56)
\<śmiech>

Rozmowa druga

Konieczny-Winnicki (29-02-2004 22:57)
spierdolił się engin AbOvo.
Winnicki-Konieczny (29-02-2004 22:57)
Oj.
Konieczny-Winnicki (29-02-2004 22:58)
to jest problem na skale katastrofy w Czarnobylu
Konieczny-Winnicki (29-02-2004 22:58)
Spierdolić się musiał dużo wcześniej
Konieczny-Winnicki (29-02-2004 22:58)
Ty maczałeś w tym palce!
Konieczny-Winnicki (29-02-2004 22:58)
Bo numeru 17 nie da się edytować
Konieczny-Winnicki (29-02-2004 22:58)
skasować
Konieczny-Winnicki (29-02-2004 22:58)
ani nic z nim robić
Winnicki-Konieczny (29-02-2004 22:58)
srać!
Konieczny-Winnicki (29-02-2004 22:58)
i nie da się też dodać nowego numeru
Winnicki-Konieczny (29-02-2004 22:58)
nic nie zrobiłem złego!
Winnicki-Konieczny (29-02-2004 22:58)
co ja mogłem zrobić?
Konieczny-Winnicki (29-02-2004 22:58)
\<śmiech>
Konieczny-Winnicki (29-02-2004 22:59)
Jesteś żydem.
Winnicki-Konieczny (29-02-2004 22:59)
\<śmiech>
Winnicki-Konieczny (29-02-2004 22:59)
A Ty chujem. To i tak gorzej.
Winnicki-Konieczny (29-02-2004 22:59)
\<śmiech>
Konieczny-Winnicki (29-02-2004 22:59)
\<śmiech>

Rozmowa trzecia

Konieczny-Winnicki (27-02-2004 23:21)
Rocznik 89
Konieczny-Winnicki (27-02-2004 23:21)
\< liczy na palcach >
Winnicki-Konieczny (27-02-2004 23:21)
\<śmiech>
Winnicki-Konieczny (27-02-2004 23:21)
89 plus 15
Winnicki-Konieczny (27-02-2004 23:21)
równa się 04
Konieczny-Winnicki (27-02-2004 23:21)
Tak.
Konieczny-Winnicki (27-02-2004 23:21)
15
Winnicki-Konieczny (27-02-2004 23:21)
\<śmiech>
Konieczny-Winnicki (27-02-2004 23:21)
ale nie skończone
Konieczny-Winnicki (27-02-2004 23:22)
Także, gdyby coś to
Konieczny-Winnicki (27-02-2004 23:22)
dzień dobry, panie prokuratorze
Konieczny-Winnicki (27-02-2004 23:22)
\<śmiech>
Winnicki-Konieczny (27-02-2004 23:22)
\<śmiech>
Winnicki-Konieczny (27-02-2004 23:22)
\< zwija sie na podlodze >
Winnicki-Konieczny (27-02-2004 23:22)
LOL
Winnicki-Konieczny (27-02-2004 23:23)
Dobry wieczór, Panie Wojtku
Winnicki-Konieczny (27-02-2004 23:23)
Mogę spać na górze?
Konieczny-Winnicki (27-02-2004 23:23)
\<śmiech>

CDN


Sensacje sarmackiej historii

KREW, POT I ŁZY część piąta, ostatnia

Padał deszcz. Żaby kumkały w kałużach. Głazy nad rzeką były śliskie.

Towarzysz „Wanda” i Piotr Kozanecki, niegdyś zwany Czarneckim stali po kostki w błocie, dzierżąc w dłoniach szable, patrząc sobie w oczy z najwyższą czujnością.

– Przyszedł na ciebie czas, tyranie!!! – zagrzmiał „Wanda” unosząc groźnie broń i łypiąc okiem w stylu komunistycznym.
– To się okaże – warknął Kozanecki, czając się do ataku niczym ryś kociogórski.
– Nie okaże! – odpowiedział Wanda – Już wczoraj, oglądając „Sprawę Kramerów”, zastanawiałem się w jaki sposób pokroję Cię w plasterki!
– Na którym programie? – wycharczał Kozanecki z nienawiścią.
– Na dwójce – Wanda przysiadł na mokrym głazie lustrując przeciwnika uważnie.
– Ja oglądałem w tym czasie mecz Wszechsarmaty Kotwicz.
– Jaki wynik? – spytał Wanda.
– Dwa zero – odparł tyran – A mógł być remis, w ostatnich dwóch minutach strzelili.
– Cholera, całe szczęście. Gdyby nie wygrali, mistrza zdobyłaby Zjednoczona i Niepodzielna, Potężna Federacja Piłkarska o Wielu Oddziałach i Miażdżącej Sile im. Wiktora Szpunar, Superstrzelca i Przewodnika.
– Tak. Całe szczęście. Ale poziom telewizji sarmackiej niestety spada.

Wanda podrapał się po wydatnej potylicy i wyciągnął z kieszeni drugie śniadanie.

– Zjesz kanapkę? – spytał.
– Chętnie – odpowiedział Kozanecki. – Moi kucharze ostatnio się obijają.
– Pokłój ich na płastełki – wybełkotał Wódz Rewolucji przeżuwając bułkę, którą z metafizycznym chrzęstem przegryzał rzodkiewkami.
– Nieeeee, bez sensu. Pokroiłem już ostatnio pokojówki, przez co z trudem mogę wydostać się z Sali Tronowej. Do tego, pościele pierze Kanclerz. Nie wychodzi mu to najlepiej.
– A co u niego słychać? Słyszałem, że amatorsko zajmuje się wyrobem staników.
– A tak, to prawda. Ostatnio całą partię kupił od niego sam Król….. – tu Tyran nachylił się Wandzie do ucha i wyszeptał coś, w wyniku czego Wanda zakwiczał ze śmiechu niczym ranny łoś, na co patrzyły knieje.
– Ktoś robi, by nosić mógł ktoś – zachichotał Wanda.
– To niezwyczajne dzieje – przytaknął Piotr Kozanecki, z wyrazem lekkiego niesmaku na twarzy.

Deszcz padał coraz złośliwiej. Zauważywszy na głazie dwie pogrążone w rozmowie ofiary wzmógł siłę swych kropel, jak również ich objętość.

– Miło się rozmawiało – oznajmił „Wanda” – Ale muszę już spadać. Rozumiesz, czas nagli.
– Rozumiem – odparł Książę – Właściwie to ja też powinienem iść, trzeba posprzątac komnaty.

Podali sobie ręce i omijając co większe krople rozeszli się, każdy w swoją stronę. Deszcz był zirytowany, a historia szczerze zawiedziona. Miała nadzieję na kolejny efektowny rozdział, niestety, zakończenie okazało się być banalne.

POSŁOWIE

Heinrich V poślubił Szymona Niemca i razem utworzyli Cesarstwo Teutonii.

Towarzysz „Wanda” poległ śmiercią bohatera, ale później.

Piotr Kozanecki z czasem zmarł, a następnie powrócił w drodze reinkarnacji.

Krystyna Hasse zmieniła płeć i jako Roman otworzyła pod Poznaniem Centrum Szkolenia Drag Queens.

Adolf Hitler zamieszkał w Argentynie. Podobno jeszcze w latach 60-tych spotykał się na kawie z Witoldem Gombrowiczem.

THE END

Cast of characters:

SEAN PENN – Piotr Kozanecki (Czarniecki)

SIR ALEC GUINESS – Towarzysz „Wanda”

EWAN MC GREGOR – młody Towarzysz „Wanda”

ANTHONY HOPKINS – Książę Mikołaj Mikołaj

KRYSTYNA JANDA – Krystyna Hasse

KLAUS MARIA BRANDAUER – Heinrich V

CEZARY PAZURA – Adolf Hitler

KRYSTYNA FELDMAN – Premier Józef Bartkiewicz

BOHDAN STUPKA – hrabia Włodzimierz Wiensko

Special guest stars:

SIR ELTON JOHN as Szymon Niemiec

DOROTA MASŁOWSKA as Witold Gombrowicz


Tam, gdzie glon rośnie

Wędrówka pierwsza: południowa Gellonia.

Targnięty napadem poriomanii pognałem do najbliższego biura podróży i nabyłem bilet lotniczy do Krezu. Samolot spoczął statecznie na płycie lotniska, a ja jąłem przedzierać się przez gloniastą roślinność do odprawy bagażowej. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to skromne umundurowanie gellońskich służb. Mundury pochodzić musiały sprzed wielu lat, gdzieniegdzie widniały dziury oraz wyraźne ślady cerowania.

Miasto ma swój specyficzny urok. Spod odrapanych elewacji wyłania się chwała przeszłości tego dumnego, nadmorskiego miasta. W spacerach uliczkami Krezu przeszkadzały nieco watahy ciemnoskórych, obdartych dzieci żebrzących o drobne. Socjalistyczna polityka „Soc-utopii” zaczęła niestety odciskać swoje piętno na gospodarce prowincji.

W jednym z biur wynająłem starego Land Rovera i ruszyłem na prowincję. Drogi utrzymane były nienajgorzej, w porównaniu choćby do tych, które widziałem w Morvanie. Piękne pejzaże rekompensowały zresztą ten lekki dyskomfort. Gellonia pokryta jest dziewiczymi lasami , a miejscami pampą. Stada saren, łosi, czy piesków scholandzkich pasą się nieskrępowanie i biegają tu i ówdzie.

Na szczególną uwagę zasługuje ten ostatni gatunek. Piesek Scholandzki przez wieki występował tylko w bratnim kraju zza kanału, ale kilkadziesiąt lat temu kilka egzemplarzy przywiezionych przez gelońskich proscholandystów rozmnożyło się i zadomowiło na miejscowej pampie.

Przez długie godziny obserwowałem baraszkujące gryzonie wielkości bobra, jak kopią zawzięcie podłużne nory, połyskując krzywymi zębami w kształcie szpadla. Ich potargane, kakaowe futro odbijało refleksy popołudniowego słońca.

Innym występującym na tych terenach gatunkiem jest Kukuł Inkaski. Ptaki te występują masowo w Peru, w Sarmacji zaś zamieszkują południową Gellonię i okolice Jeziora Błękitnego. Kukuł ma na głowie wielki, błękitny czub, wokół którego kłębią się kłaczki przypominające ludzki zarost łonowy. Ptaki te są samotnikami, charakteryzuje je specyficzny głos przypominający krzyk zarzynanej świni. Krzyki te były powodem znacznego przetrzebienia tego gatunku przez myśliwych, oraz – w czasie II wojny światowej- przez oddziały scholandzkie i niemieckie.

U źródeł rzek i potoków występuje Pstrągorz Złocisty. Ryba ta jest specyficzną lokalną mutacją pstrąga i węgorza, wykształconą najprawdopodobniej po sławetnej awarii jednego z kolektorów ściekowych w latach 70-tych. Od tego czasu pstrągorze rozpowszechniły się w gelońskich akwenach, stanowiąc jeden z głównych składników rybnej części menu mieszkańców prowincji. Wielkim poważaniem miejscowych smakoszy cieszy się także ikra pstrągorza oraz zupa z jego oczek.

Na południowym skraju prowincji napotkałem osadę uchodźców ze Scholandii. Żyją sobie w skromnych chatynkach z pruskiego muru. Uprawiają rzodkiew, kalarepę i bratwursty. Gospodyni, Helga, powitała mnie ciepło i poczęstowała świeżo zerwanym bratwurstem. Owoc ten, produkt Krzewu Parówkowego rozpowszechniony jest na płaskowyżach Scholandii. Imigranci z tego kraju zaczęli uprawiać Krzew w Gellonii. Owoce pachną specyficznie, mają chrupiącą skórkę i dobrze smakują z musztardą. Córka gospodarzy, Helga, macha przyjaźnie dłonią. Na sobie ma suknię tkaną z gestych glonów oraz małą czapeczkę ze wzmocnionym kloszem. Jej siostra , Helga, uśmiecha się do nas.

W tym miłym domu kończymy naszą wędrówkę po południowej Gellonii. W kolejnym odcinku opiszemy wam kolejne zakątki naszej wspaniałej Ojczyzny.

Wasz,

Ziutek Poriomaniak


Pamflety Ciotki Grety

Czytelniku! Trafiłeś na łamy najbardziej brukowej rubryki literackiej w polskim v-świecie. To tutaj będziemy publikować żenujące, grafomańskie, najczęściej anonimowe owoce tak zwanej twórczości, którymi częstują nas domorośli artyści z różnych stron Księstwa. W tym numerze, przedstawiamy pierwsze liryczne próby miryjskiej młodzieży. Poezja patriotyczna, fraszki i panegiryki z których aż bije po oczach wyzwanie rzucone artystom z innych sarmackich prowincji. Czy Gellończycy staną w poetyckie szranki? Redakcyjne łamy czekają z utęsknieniem.

Wdzięczny naród - namiestnikowi

"Jak orzeł w przestworzach,
Jak delfin w zatoce,
Jak ryś w najdzikszej kniei.
Z klasztoru na wyspie
Do Mirii przybieżył
Przynosząc nam promyk nadziei.

On czuwa nad ziemią,
On czuwa nad morzem,
Nie obce mu nasze troski.
My cześć mu składamy,
Gdyż światłem on naszym:
Namiestnik Kowalczykowski."

Fraszki i nie tylko

"Ojciec nasz Acjo mawiał do ludu:
kiedyś polecisz w przestworza.
Nie stanie się to jednak dopóty
Morvanu nie zepchniesz do morza"

"Niech ryczy głupi Gellon-łoś,
Celt znów przebiega knieje.
Miria graniczyć z Ferem chce,
To są zwyczajne dzieje."

"Wielka jest przyszłość naszej ojczyzny,
sławą się wielką kraj nasz okryje,
oczyścim wyspę z gellońskiej zgilizny,
bo jeszcze serce w nas bije"

"Miria nie jest duża,
Acjo nie dla Morvy.
Jeśli ruszą Acjo,
Obijem im mordy."

"Morvana obraz zawsze pamiętaj
póki krew w żyłach twych płynie
Nie będzie kanalia - sił nam wystarczy! -
smrodzić w miryjskiej krainie"

"Brodaty Gelon próżno się stara
miryjską granicę przekroczyć pokątnie
Chwała dziś naszej miryjskiej straży
- niechybnie szybko go sprzątnie"

"Dzikiego Celta straże prowadzą
przed namiestnika światłe oblicze
On rzecze: na pal wbić szpiega!
Już ja się z wami wszystkimi policzę!"

"Scholand, Glon, Morvan - rozne imiona
nadaja sobie podle te rody
Kolejno wszystkie Mirian pokona
A wtedy: klękajcie narody!"

Pieśń Miryjczyków mieszkających poza granicami prowincji

Szeroki jest świat , towarzysze!
Czerwony od krwi i złocisty od zórz.
Wicher nasz sztandar kołysze
w blasku piorunów i burz.
Pod sztandar niebiesko-zielony,
pod nieba jasny strop
już idą miliony:
robotnik i chłop.
Idziemy przez świat, towarzysze!
Idzie wiosna za nami trop w trop.

Już wstaje nasz dzień , towarzysze!
Już wstaje nasz dzień poprzez ogień i krew.
Nędzę, niewolę i ciszę
zwalczy potężny nasz gniew.
Dość - żeśmy czekali,
głód cierpiąc i chłód,
aż świat się zapali
z zachodu na wschód -
już wstaje nasz dzień towarzysze!
Nie na darmo nam walka i trud.

Gdy lud się do walki poderwie
zwycięstwo da nam wszystkim wolność i chleb,
świat zamienimy w Mirię,
scholandyzm weźmiemy za łeb.
Jak bracia w Kotwiczu
o własny los swój
o śmierć i o życie
pójdziemy na bój.


GRYF: Magazyn Sztuki Wczesnej

PROBLEMATYKA LOGO

Dobry wieczór Państwu.

W dzisiejszym Magazynie Sztuki Wczesnej poruszymy temat nie odstępujący poetów na krok od wielu wieków. Temat bytu.

Czym jest Byt? Czy ludzkość stac na długofalową jego analizę w perspektywie odleglejszej niż szczoteczka do zębów polerująca siekacze?

Czołowi ideolodzy neosarmatosemantyzmu zaoferowali czytelnikom radykalny rozbrat z praktykowanym dotąd mesjanistycznym podejściem do twórczości. Odtąd poezja miała być drogowskazem, wielkim światełkiem promieniejącym na kręte drogi życia. Pragmatyzm i wyraźnie formułowane sugestie służyć miały kształtowaniu nowego, doskonałego społeczeństwa.

Mischa von Weinberg żartuje w swej „Żółtej rewolucji” na temat kolizji Bytu i Powinności :

Mischa von Weinberg
„Żółta rewolucja”

Dlaczego Życie przemija?
Tak pyta się Red Nacz srogo

Nie powiem, gdyż u mnie stara,
Żółte i dawne logo

Baczki truzimów mnie gonią
U podstaw bytu aksamit
Zbyt miękki by iść przed siebie
By życie swoje dać za nic

A mnie to wszystko powiewa
I wcale mnie to nie jara

Nie jara bo u mnie stara,
Żółte i dawne logo

Rymkiewicz jedzie pociągiem
Czekański w drugim przedziale
Na grobie Mirona balet
Ktoś krzyczy „Ty stary pedale”

A ja tradycyjnie mam w dupie
I czuję się dziwnie błogo

Tak błogo, bo u mnie stara,
Żółte i dawne logo

Gdy będziesz, przechodniu, odchodził
I pralkę ze sobą zabierał
Poproszę Cię mój kochany
Obejrzyj z bliska mój zwieracz

A akt ten ja snadnie oleję
Nie ruszę nawet raz nogą.

Nie ruszę, bo u mnie stara
Żółte i dawne logo.

Drażniąca, wszechogarniająca fraza „żółte i dawne logo” jest wyraźnym odniesieniem do nieuchwytnych ideałów przyszłości. Do kolizji pomiędzy tym, co oczekiwane, a tym , co przemija. Poeta zdecydowanie pomija teraźniejszość. Wiersz uznano swego czasu za manifest neodandyzmu. Czy słusznie?

Od innej strony tematykę współczesnej niepewności dziejowej podejmuje Teresa Darek-Korytarz :

Teresa Darek-Korytarz
„Upiorne westchnienie”

Prześwietnych bławatków jołnienie
I tłustość Ottona Pierwszego
Na logo pręt się nakłada
I czarci lok wokół niego

Coś miał poeto na myśli
Brodząc wśród kałuż bursztynu
Czy krowa Ci się dziś przyśni?
Czy wiersz Twój znów będzie do rymu?

Na wieczór jutrzejszy mam bilet
Jelita me lecą do Togo
Wnętrzności swych pijąc tequilę
Rysować będę twe logo

Na płaskiej karcie pamięci
Graficzna papka i kiła
Choć otchłań mnie czarna nęci
W żołądku wciąż kwasów siła

Gwałcąc upiory przyszłości
Dekonstruując abstrakty
Prześwietny władca tłustości
Wyciera kotem dwutakty.

Bezapelacyjność Darek-Korytarz stawia pod znakiem zapytania cały mit zaangażowanego konstruktora światów. „Nie” mówi poetka i stawia trudne, nurtujące pytania. Odnosząc się , podobnie jak Weinberg, do problematyki logo, podważa obowiązujące aksjomaty, agresywnie obnażając ułomności dziurawego systemu społecznego, przepuszczającego barbarzyńców, a odsiewającego rycerzy.

Oboje poeci cytowani w dzisiejszym odcinku mieli jednak na myśli przede wszystkim dobro Narodu.

Mischa von Weinberg
(1960-1983)
Urodzony w Acjo, czołowy przedstawiciel Młodych Gniewnych Sangii.
W 1978 roku debiutował tomikiem „Wągry w kisielu”. 12 XII 1979 obrzucony tortami na dorocznym Zjeździe Literatów Sarmacji. ‘Cholerny Gówniarz’ mówił o nim Cronenberg Leone kilka dni po premierze drugiego tomiku Weinberga „Laska skocz mi”. Pisywał również krótkie formy prozatorskie.
Zdobywca Złotego Czekana na Festiwalu Sztuk Wszelakich w Inselburgu. Ostatni rok życia spędził na stypendium w Scholandii. Zmarł po zażyciu zanieczyszczonej amfetaminy 22 V 1983 roku w Scholopolis.

Teresa Darek-Korytarz
(ur. 1907)
Urodzona w Grodzisku. Pisarka, malarka, śpiewaczka, autorytetka moralna. Autorka 68 Dzieł. Wykłada na Uniwersytecie Heinricha V w Porta Regni, na Uniwersytecie Stanford i Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Jej ulubiona potrawą jest szpinak Au naturel, przepada za meczami hokeja na trawie.


BEZ KOMENTARZA czyli PERNAMENTNA KONFABULACJA

Scholopolis (Reuters)

Sarmacki Minister Finansów Rafał S. został przyłapany na poboczu jednej z dróg dojazdowych do stolicy Scholandii na uprawianiu seksu oralnego z pieskiem scholandzkim. Według dziennikarzy „Scholopolis Digest” Egzemplarz ten wabi się Fiorella i jest jednym z najznakomitszych scholandzkich artystów progresywnych. „Obrazy Fiorelli sprzedają się znakomicie” – mówi dyrektor Muzeum Sztuki Współczesnej Fritz Wundermaler. Rzecznik Ministerstwa odmówił komentarza.

Grodzisk (TASS)

Koniec spekulacji na temat spektakularnego zakończenia romansu byłego hetmana Sebastiana kawalera Zielińskiego z byłym kanclerzem Robertem diukiem Czekańskim. „To prawda, że Robert bił mnie skórzanym paskiem podczas koncertu Gorgorota w Trzyczaszkowie, sam go o to prosiłem” – bez zażenowania opowiada senator z Baraniego Pola, „Tego mi brakowało w naszym związku, już od przedszkola” – dodaje po chwili zastanowienia. Diuk Czekański wciąż się czerwieni i odmawia komentarza.

Krez (KAI)

Kanclerz Księstwa Sarmacji diuk Piotr Kościński został oskarżony o molestowanie seksualne przez dwie pracownice fabryki cygar. „Trzymał w dłoni jeden z naszych produktów”- mówiły pracownice – „I wykonywał znaczące ruchy przy ustach, co jakiś czas wkładając do nich na chwilę zapalone cygaro a następnie wyjmując!” Zagadnięty przez naszego reportera diuk puknął się znacząco w czoło i odmówił komentarza.

Kotwicz (DNB)

Namiestnik Kowalczykowski (Oby żył wiecznie!) w swoim codziennym, porannym przemówieniu do Narodu zasugerował, że miasta Scholopolis, Kanikograd i Alexiopolis są etnicznie sarmackie. Dowodem mają być prastare nazwy tych ośrodków miejskich, odnalezione w miryjskich dokumentach pochodzących jeszcze sprzed scholandzkiej inwazji na kontynent. „Szkolin, Kanikogród i Aleksandrów winny zostać włączone do Prawdziwie Sarmackiej Prowincji Miria na drodze pokojowego dialogu” – apelowało Słońce Kotwicza i Okolic. Rzecznik Ambasady Królestwa Scholandii (Dotychczasowego suwerena tych ziem) odmówił komentarza, na scholandzką modłę czyli bez cienia uśmiechu.

Internetia (PAP)

Wysoki oficer Scholandzkich Służb Bezpieczeństwa Andreas Bruner oficjalnie zdementował pogłoski o zwerbowaniu prominentnego mieszkańca prowincji Morvan Sebastiana Inkaskiego do scholandzkiego wywiadu wojskowego. Interesującym aspektem całej sprawy jest całkowity brak tego typu insynuacji w sarmackich mediach. Pan Inkaski zdecydowanie odmawia komentarzy, pakując jednocześnie walizki

Złote Wybrzeże (AFP)

Na dorocznym rozdaniu nagród przemysłu muzycznego Sarmy wielką sensację sprawiła piosenkarka Krysja. Wokalistka pojawiła się na bankiecie w towarzystwie hr. Tomasza „Marcuslera” Golińskiego. Gwiazda ubrana była w awangardową kreację z muszej wełny, zaś jej partner miał na sobie elegancki kubrak ze śpiwora ortalionowego projektu Arkadiusa. Rzecznik gwiazdy odmówił komentarza w sprawie ewentualnego romansu.

Fer (VIVA)

Popularny heteroseksualny premier Gellonii Maciej P. ma romans z hrabią W.! Nasi fotoreporterzy sfotografowali "pokój widzeń intymnych" w więzieniu w Ferze. Na zdjęciach wyraźnie widać Premiera P. w trakcie pasywnego seksu analnego. "Lubię jak rozdzierasz mnie swoją masywną pałą" - jęczał Premier P.. Rzecznik gellońskich władz odmówił komentarza.

(Redakcja zrezygnowała z publikacji zdjęć, „Mogą nas czytać Scholandczycy, albo dzieci” – stwierdził Naczelny. Redaktor Winnicki-Konieczny odmówił komentarza)


Ośrodek Badania Opinii Czytelników Ab Ovo

motto: Opinia publiczna to zdanie ludzi, których normalnie nikt o zdanie nie pyta.

Przez redakcję przeszedł huragan rewolucji, kontrowersyjna szata graficzna, awangardowa treść artystyczna i obrzezana publicystyka to symbole nowych czasów. Zmiany nie dotykają jednak OBOCAO, który w zreformowanym brukowcu dalej pełni funkcję niezależnego centrum statystycznego - jedynego w Księstwie - w tym sensie, że tylko u nas głosuje się zupełnie dobrowolnie.


Smakowało? Zapłać!

A kiedy już przeczytali Ab Ovo
I przyszło zapłacić im za nie
Prosto do urny czwórkami szli
Na głosowanie.

My artyści, książęta bez ziemi, nie będziemy kupczyć swoim talentem. Nie każemy Wam płacić za kota w worku. Dajemy Wam jednak możliwość wsparcia sztuki, na zasadach nie uwłaczających żadnej ze stron. Oto przed vami możliwość oceny bieżącego numeru AO w skali od 1 do 6. Każdej ocenie przypisana jest odpowiednia wartość w libertach. I tak, oceniając numer na:

1 – nie zapłacicie ani pina.

2 – zapłacicie jednego liberta

3 – wspomożecie nas skromną sumą dwóch libertów

4 – ucieszycie nasze serca trzema libertami

5 – poprawicie nam humor inwestując mądrze cztery liberty

6 – będziemy czcić wasze imię dopóki nie wydamy Waszych pięciu libertów.

Tylko od Ciebie zależy, ile zapłacisz za przeczytaną przed chwilą gazetę. Wydaje nam się to uczciwym rozwiązaniem, jakże innym od tego stosowanego przez scholadzkich skąpców. Czytelniku, decyduj!

metadane
autor: Damian Konieczny
opublikowano: 21 marca 2004 r.
link: http://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/ao/archiv.php