IWWK

I Wandejska Wyprawa Krajoznawcza

czwartek, 23 grudnia 2004, 15:50

Początki...
Przygotowania do I Wandystańskiej Wyprawy Krajoznawczej czas zacząć!!!

I WWK ma na celu zbadanie wysp archipelagu wandejskiego, dotychczas eksplorowanych zaledwie pobieżnie. Priorytetem wyprawy jest opłynięcie wszystkich wysp archipelagu (jak również rejs wzdłuż wybrzeży części kontynentalnej), dokumentacja wód przybrzeżnych i strefy brzegowej a także penetracja wnętrza wysp.

W czasie wyprawy postaramy się znaleźć najwyższy szczyt, najgłębszą depresję, najbardziej piaszczystą plażę i najlepsze w całym Wandystanie piwo... Liczymy na wsparcie ze strony władz, tak centralnych jak i lokalnych, a także pomoc ludu pracującego miast i wsi. Zapraszamy wszystkich chętnych do zaokrętowania się na naszym statku który zostanie niebawem zaprezentowany.

Głodnych przygód i sławy, tych którzy tryskają pomysłami i świeżymi ideami zapraszam do zgłaszania się na mój adres: amish małpa gazeta kropka pl!!!

Dowódca Wyprawy
Salwador Salwadori

czwartek, 23 grudnia 2014, 15:58

Okręt
Rejs dookoła wysp wandejskich nie może się obyć bez solidnego i niezawodnego okrętu. Długo poszukiwałem odpowiedniej łajby, aż wreszcie w starym doku w Porta Regni znalazłem tę, która wydała mi się najodpowiedniejszą.

Z pozoru dziurawy wrak, już po kilku dniach prac naprawczych nabrał kolorów. Świeża farba, nowe ożaglowanie, nowoczesne oprzyrządowanie i lodówka na napoje dodały jachtowi blasku. Po dwunastu dniach remontu prace zostały zakończone. Przy kolacji uczestnicy prac jednogłośnie postanowili że najpiękniejszy (a jakże!) jacht Wandystanu otrzyma imię słynnej bojowniczki o prawa klasy robotniczej...

I tak, 23 grudnia 2004 roku świat ujrzał OLW "Izabela Jaruga - Nowacka", jednostka która będzie towarzyszyć wyprawie aż do jej szczęśliwego końca.

yacht

czwartek, 23 grudnia 2014, 20:13

Zaokrętowany!
Witamy na pokładzie "IJ-N" towarzysza buduara Arivio Medyceusza.

Towarzysz buduar otrzymuje tytuł kierownika-koordynatora działań kolektywnych (burż. bosman).

Ahoj!

czwartek, 23 grudnia 2014, 20:16

A może konkursik...
... skoro już wybieramy się na morze, dobrze byłoby żeglować z szantą na ustach. Dlatego ogłaszam konkurs na pieśń (niekoniecznie szantę) sławiącą bohaterskich przodowników pracy eksploracyjnej. Do wygrania:

niedziela, 26 grudnia 2004, 16:44

Jutro ruszamy
W przystani jachtowej w Gennose-Wanda-Stadt trwają ostatnie prace na jachcie "Izabela Jaruga - Nowacka". Na statku zaokrętował się tow. Medyceusz (patrz: wcześniejszy news), swoje przybycie zapowiedział sam tow. Mandragor Socjogramu (dopiero gdy dotrzemy do Winnicy).

Zgromadziliśmy już większą część sprzętu i spore zapasy żywności. Największy problem przedstawia mapa, a raczej jej brak. Z kokpitu zginęła mapa wysp wandejskich, a co najgorsze, w całym G-W-S nie ma ani jednego egzemplarza!!! Szczęśliwego posiadacza takowej mapy prosimy o kontakt.

poniedziałek, 27 grudnia 2004, 16:44

Eksplorację czas zacząć!!!
Nadszedł moment początku wyprawy. Załoga została prawie skompletowana, zapasy zgromadzone, łzy radości i tęsknoty otarte.

Zanim jednak dzielni eksploratorzy zamienią ciepłe, wandystańskie pielesze na trudne, żeglarskie życie stawić się muszą na wyprawionej na ich cześć (:)) uczcie. Co najmniej połowa Gennose stawiła się na nabrzeżu aby świętować początek tej jakże obiecującej wyprawy. Stołeczny port wraz z zapadnięciem zmroku zabrzmiał chóralnym odśpiewaniem szanty autorstwa tow. Medyceusza. Setki beczek piwa zostało odpieczętowanych, tysiące szaszłyków z pieska scholandzkiego zawędrowało do gardeł przodowników pracy.

Zabawa ma trwać do północy, wtedy też załoga "Izabeli Jarugi - Nowackiej" ruszy w morze...

Relacje na żywo - tylko na naszej stronie.

wtorek, 28 grudnia 2004, 10:48

Zespół dnia następnego
Dowódca Wyprawy: Eeee... Aaaałłłł...
Bosman: AAAAAAAAA!!!
Dowódca: Ożesz ku**a!!!
Bosman: Czy my nie mieliśmy wypłynąć o północy!?
Dowódca: No, tego, tak...
Bosman: Za***


Oficjalny komentarz redakcji serwisu: Z przyczyn zdrowotnych (zatrucie pokarmowo - alkoholowe załogantów) start wyprawy opóźnił się w dniu dzisiejszym o ok. 11 godzin. Załoga zapewnia, że opóźnienie zostanie nadrobione na morzu. Plan wyprawy pozostaje bez zmian.

wtorek, 28 grudnia 2004, 18:06

"Iza" defnitywnie opuściła port w G-W-S około godziny 12 i skierowała się na zachód. Całe popołudnie załoga podziwiała piękne wybrzeże Wandei. Okoliczna ludność ochoczo pozdrawiała przepływającą jednostkę.

Do znamiennego wydarzenia doszło w okolicach Zatoki Jutrzenki. Grupa miejscowych aktywistów i przodowników pracy usiłowała na niewielkiej żaglówce klasy Orion dostać się na pokład "IJ-N" aby złożyć załodze gratulacje i przekazać beczułkę miejscowego wina (wybornego!). Niestety, niewielka łódka nie wytrzymała masy i zapału wesołej kompanii i wywróciła się do góry dnem.

Dzielna załoga "Izabeli..." w tej trudnej chwili nie dała jednak du..., znaczy, oznaki słabości i błyskotliwym manewrem otoczyła rozbitków i wydobyła ich na pokład. Po wymianie wzajemnych uprzejmości niespodziewni goście zostali przejęci przez wezwaną jednostkę ratowniczą - OLW "Edward Gierek".

Aktualnie wyprawa straciła z oczu wyspę Wandeę i kieruje się w stronę kontynentalnej części Mandragoratu.

sobota, 01 stycznia 2005, 18:29

Precelkhanda
Maraton imprezowy spowodowany dwiema wielkimi uroczystościami - urodzinami dowódcy i burżuazyjnym sylwestrem doprowadził do tego, że jacht "IJ-N" zagubił się gdzieś w Cieśninie Wandejskiej.

Po licznych perturbacjach osiągneliśmy jednak wybrzeże kontynentu i w godzinach południowych szczęśliwie dotarliśmy do Precelkhandy.

Władze miejskie powitały dzielnych odkrywców chlebem i solą, a precelkhandzki Dom Robotnika zabrzmiał proletariackimi pieśniami. Po południu załoga spotkała się z włodarzami Precelkhandy (niestety, nieobecny był Mandragor Jutrzenki - wyjechał na kilka dni szerzyć idee rewolucji gdzieś na leblandzkich rubieżach v-świata ;)). Zaprezentowano świeżo przygotowany zaczątek systemu gospodarczego - przełomowy system gruntów. Odbyła się również prezentacja projektów architektonicznych (a i dowódca Salwadori machnął szybko kilka projektów osiedli dla klasy robotniczej :)). Na wieczór zaplanowana jest ideo-uczta połączona z okolicznościową akademią, a wczesnym rankiem załoga rusza w morze. Do Winnicy, gdzie podejmiemy na pokład samego Mandragora Socjogramu!

niedziela, 02 grudnia 2005

Winnica
"Izabela Jaruga - Nowacka" w rekordowym czasie pokonała trasę Precelkhanda - Winnica. Piętnaście minut temu załoga postawiła pierwsze kroki na wyspie Engels.

Powitano nas znanym w całym v-świecie Engelseau Nouveau - fantastycznym młodym winem, a zaraz po tym błyskawicznie wrzucono do podstawionych samochodów którymi wyruszyliśmy w głąb wyspy. Będziemy tu zwiedzać słynne engelskie winnice skupione w cztery apelacje: Trocki, Guevara, Mao i Oleksy. Do naszej gospodarskiej wizyty ma dołączyć wkrótce tow. Mandragor Winnicki, aktualnie nie jest niestety znane miejsce jego pobytu.

Dalsze relacje z wizyty na wyspie Engels - już wkrótce.

poniedziałek, 03 stycznia 2005, 16:39

Dobre, bo wandystańskie!!!
Podczas naszej podróży po wyspie Engels trafiliśmy do niewielkie winnicy należącej do apelacji Oleksy. Miejscowy znawca wina i słynny sommelier polecił nam pewien znakomity produkt - wino Lenin Merlot, rocznik 1989. Uczestnicy wyprawy tak się rozsmakowali w tym trunku, że może nastąpić pewne opóźnienie w nadawaniu relacji z ekspedycji. Ep!

niedziela, 09 stycznia 2005, 12:30

Witajcie!

Wreszcie po kilku dniach degustacji wina, a potem kilku kolejnych, odpoczynku po degustacji mogliśmy wyruszyć w dalszą drogę. Zaczęliśmy wędrować w głąb wyspy i okazało się, że znajduje się tam niewielki krater wulkaniczny w formie kaldery (kaldera - rozległe zagłębienie na szczycie wulkanu, powstające zwykle przy końcu wybuchu wulkanu wskutek rozsadzenia lub zapadnięcia się części wulkanu - przyp. red.). Występowanie wulkanu, jak się później okazało nieczynnego, świadczy o bogatej przeszłości geologicznej tego miejsca. Gdy weszliśmy na szczyt krateru zobaczyliśmy, iż wciąż z otworów w zagłębieniach wydobywają się gazy. Wyprawa nasza postanowiła zbadać ich temperaturę oraz skład chemiczny i okazało się, że są to mofety - gazy wulkaniczne o temp. poniżej 100 st C z główną zawartością dwutlenku węgla. Ich występowanie świadczy o tym, że jest to wulkan raczej już wygasły, ale ze względu na brak odpowiedniego sprzętu, który został u mnie w instytucie, nie możemy tego do końca ustalić. Sprzętu niestety nie mamy ze sobą, gdyż do wyprawy dołączyłem dopiero w Winnicy, nie planując tego wcześniej. Z racji tego, że już się ściemnia musimy dzisiejszą wyprawę przerwać i kontynuować ją jutro, odwiedzając wschodnią część wyspy, gdyż ze szczytu krateru wygląda bardzo interesująco...

Paweł Milewski

poniedziałek, 10 stycznia 2005, 16:39

Witam serdecznie!

Jak wczoraj zapowiadałem, w dniu dzisiejszym wyprawa zaczęła badać południowo-wschodnią część wyspy. Początkowe ustalenia badania części wschodniej zmieniliśmy o poranku, gdyż ze szczytu stożka wulkanicznego ujrzeliśmy koniec lądu i doszliśmy do wniosku, że raczej nie znajdziemy tam nic interesującego. Wracając do tematu. Gdy rozpoczęliśmy kolejny etap wędrówki po niezbyt długim czasie, w którym schodziliśmy ze szczytu, natknęliśmy się niewielkie pole. Rośliną rosnącą tam okazała się być herbata. Zastanawialiśmy się, skąd to pole mogło się tam wziąć. Teren ten był zadbany oraz nawadniany. Dalej znaleźliśmy jeszcze jedno pole na którym uprawiano kakao. Teraz byliśmy już prawie pewni, że w tych okolicach mieszka tubylcza ludność. Kilka minut później wiedzieliśmy, że się nie pomyliliśmy - za niewielkim lasem, w którym rosły ananasy oraz inne egzotyczne rośliny, zobaczyliśmy prymitywną wioskę oraz jej mieszkańców. Mieszkańcy tej wioski należeli do rasy żółtej. Początkowo przestraszyli się nas, ale w niedługim czasie przełamali lęk i przyglądali się nam z zaciekawieniem, a co odważniejsi, nawet do nas podchodzili. Próbowaliśmy wytłumaczyć im, że nie chcemy uczynić nic złego, lecz nie rozumieli nas. Za chwilę ujrzeliśmy, jak podchodzi do nas mężczyzna wyróżniający się spośród innych osób. Domyśliliśmy się, że to on włada tą niewielką wioską. Jeden z mieszkańców mówił coś do niego, ostrzegając go chyba przed naszą grupą. Wódz go odepchnął, podszedł do nas i gestem ręki zaprosił do największego i najlepiej wyglądającego namiotu pokrytego trzciną. Nie zastanawiając się zbytnio poszliśmy za nim. Z namiotu uderzał mocny zapach znanej, europejskiej herbaty "Earl Grey" - kto wie, może na tej wyspie rośnie również bergamotka. Wódz zaprosił nas do stołu i podał gliniane naczynie z dziwnym napojem. Podając go powtarzał wciąż słowo "sajsajer". Gdy go spróbowaliśmy stwierdziliśmy, że zawiera alkohol. Zastanawialiśmy się jak mieszkańcy tej wioski go produkują. Ku naszemu zdziwieniu, właśnie w tej chwili, miejscowy przywódca wstał i zaprosił nas wgłąb namiotu. Ujrzeliśmy kilka naczyń oraz świeżo zebrane liście herbaty. Okazało się, że napój nazywany wśród miejscowej ludności sajsajerem produkuje się, poddając fermentacji w wodzie liście herbaty, a potem destylując powstały płyn. W wiosce, nazwanej przez nas Sajsajer, spędziliśmy jeszcze trochę czasu. Potem ruszyliśmy dalej na południe wyspy. Podczas pożegnania wódz tubylców przekazał mi dziwny przedmiot, który zapewne był amuletem. Pomyślałem, że po powrocie umieszczę go w moim gabinecie, w instytucie. Zważywszy na to, że dzień zbliżał się ku końcowi, rozbiliśmy namioty i zjedliśmy kolację, przyrządzoną nad ogniskiem. Jutro dalszy ciąg badań na wyspie Engels.

Paweł Milewski

wtorek, 11 stycznia 2005, 14:27

Witajcie!

Jak zapewne się domyślacie, piszę, aby przekazać relację z kolejnego dnia I Wandystańskiej Wyprawy Krajoznawczej. Rankiem, gdy tylko zjedliśmy śniadanie i zebraliśmy nasze namioty oraz resztę obozowiska, wyruszyliśmy dalej w kierunku południowym. Po około 30 minutach marszu, jak się wcześniej spodziewaliśmy, ujrzeliśmy wybrzeże, ale to zobaczyliśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania - przed nami rozciągało się niesamowicie piękne lustro lazurowej wody. Gdy podeszliśmy do brzegu, ujrzeliśmy pływające nieopodal, liczne, kolorowe ryby. Na plaży leżały czerwone fragmenty koralowców, co świadczyło o tym, że gdzieś pod wodą znajduje się, niewielka jeszcze rafa koralowa, a niewielka z racji tego, że nie widoczna z brzegu. Postanowiliśmy sfotografować to miejsce i iść dalej, teraz na zachód wracając przez las i wybrzeże do Winnicy. Początkowe godziny marszu nie zapowiadały nic nadzwyczajnego, jednak sytuacja zmieniła się, gdy w środku lasu napotkaliśmy dziwnie wyglądający słup, który miał kształt obelisku. Wyryte na nim były interesujące znaki, przypominające pismo klinowe. Pomyśleliśmy, że w tej okolicy może znajdować się jeszcze coś ciekawego i kontynuowaliśmy wędrówkę. Po około dziesięciu minutach marszu, zza drzew i krzewów dżungli wyłonił się budynek. Z daleka przypominał on... Hmmm nic nie przypominał. Po zbliżeniu zobaczyliśmy, że zbudowany jest z niewielkich bloków skalnych, układanych jeden na drugim, bez żadnego spoiwa :).
Kiedy go okrążyliśmy znaleźliśmy niewielkie wejście. Bez wahania postanowiliśmy dostać się do środka. Ku naszemu zdziwieniu w szczelinie pojawił się mężczyzna i gestem dłoni zaprosił nas do środka. Poszliśmy za nim. W środku panował półmrok, lecz wzrok przykuwał mały blok skalny, na którym stała figurka Buddy(!). Zorientowaliśmy się, że budynek ten był świątynią, istniejącą tu zapewne od czasów starożytnych. Mężczyzna, który zaprosił nas do świątyni był jej opiekunek i kapłanem. Teraz, gdy stanął w jaśniejszym miejscu przypominał ludzi spotkanych wczoraj w wiosce. Być może był jednym z nich, oddelegowanym służbie bogu. Gdy my szeptaliśmy między sobą, on zapalił i ustawił na ołtarzu kadzidła, a następnie zaczął się modlić. Po zakończeniu podziękował nam ukłonem ze złożonymi rękami. Postanowiłem, że przed wyjściem sfotografuję posążek Buddy. Zdjęcia przedstawię po powrocie z wyprawy.
Po oddaleniu od świątyni doszliśmy do wniosku, że dzisiejszy dzień był równie niesamowity jak wczorajszy, a kto wie czy nawet nie bardziej. Dokonaliśmy kilku obliczeń na mapie i wywnioskowaliśmy, że do Winnicy powinniśmy dotrzeć jutro wieczorem, jeśli po drodze nie spotka nas jakaś dziwna przygoda. Na dzisiaj to byłoby na tyle, teraz idę już spać, gdyż dzisiejszy dzień, mimo, iż przyjemny był również męczący.

Paweł Milewski

środa, 12 stycznia 2005, 13:20

Witam serdecznie!

Dziś, po kilkudniowej wędrówce udało nam się dotrzeć do Winnicy. Wróciliśmy około dwie godziny temu. Teraz, po zjedzeniu obiadu, Mandragor Socjogramu - Tow. Michaś Winnicki, poprosił, abyśmy chociaż na jedną noc zatrzymali się u niego w pałacu. Oczywiście, zmęczeni długą wędrówką, postanowiliśmy skorzystać z zaproszenia i trochę odpocząć. Kiedy wszyscy rozeszli się do swoich apartamentów postanowiłem, korzystając z chwili spokoju, przekazać relację.
Dzisiejszy poranek, jak większość poranków na tej wyspie, był wspaniały. Kiedy wyszedłem z namiotu ujrzałem piękny wschód słońca. Jego promienie delikatnie drażniły moje oczy, ale była to sama przyjemność. Z racji tego, że obudziłem się pierwszy postanowiłem przejść się trochę po okolicy. Poszedłem na zachód i po około 10 minutach marszu dotarłem do wybrzeża. Ku mojemu zdziwieniu, gdy spojrzałem w prawo, ujrzałem dość niedaleko, statek pływający przy brzegu. Po chwili zobaczyłem, że na żaglu znajdują się litery IJ-N. Ucieszyłem się bardzo, ponieważ wiedziałem, że do Winnicy będzie już niedaleko. Czym prędzej wróciłem do obozu i poinformowałem resztę wyprawy o tym, co zobaczyłem. Oni również nie kryli zarówno zaskoczenia, jak i radości. Zjedliśmy śniadanie i po sprzątnięciu obozu wyruszyliśmy w drogę. Trzy godziny marszu minęły nam bardzo szybko. Idąc wciąż podziwialiśmy piękne krajobrazy wyspy Engels. W tutejszych lasach rośnie mnóstwo różnorakich roślin. Może kilka z nich uda mi się opisać, gdy wrócę z wyprawy i pozałatwiam inne sprawy, takie jak np. kreślenie mapy Wandystanu, co wbrew pozorom nie jest takie łatwe. Dojście do Winnicy zajęło nam jeszcze półtorej godziny. Gdy weszliśmy do miasta byliśmy niezwykle serdecznie witani przez jej mieszkańców. Udaliśmy się do portu i tam spotkaliśmy Towarzysza Mandragora. Dalej historia jest już państwu znana.

Pozdrawiam gorąco!

Paweł Milewski

poniedziałek, 24 stycznia 2005, 10:43

Witam serdecznie!

Dziś po długim okresie nie pisania relacji, udało mi się nadrobić zaległości i napisać jak mija nasza wyprawa. Ostatnie 2 tygodnie spędziliśmy w Winnicy. Zwiedzaliśmy tutejsze zabytki i inne atrakcje turystyczne. Poznaliśmy to miasto dość dobrze i mamy pewność, że kiedyś stanie się kurortem turystycznym, jednakże obawiamy się, iż taka sytuacja, będzie stanowiła zagrożenie dla ludności tubylczej zamieszkującej wyspę Engels. Postaramy się przeciwdziałać takim zagrożeniom i chronić cenną osadę Sajsajer, do której jak narazie, nie znaleźliśmy podobnej w naszym państwie.
Trzy dni zeszłego tygodnia poświęciliśmy na zbadanie pobliskiej wyspy Marks. Podróż naszą łodzią Izabela Jaruga-Nowacka nie trwała zbyt długo (ok 1h). Gdy dotarliśmy na wyspę zaskoczyła nas jej bogata flora. W lesie rosły różnorakie storczyki, a po powierzchni niewielkiego jeziora pływały grążele, które właśnie zaczynały kwitnąć. Zauroczeni tutejszymi widokami udaliśmy się wgłąb tej niewielkiej wyspy, aby móc ją lepiej poznać. Nie spotkaliśmy tu nic nadzwyczajnego - żyją tu zwierzęta i rośliny charakterystyczne dla klimatu śródziemnomorskiego. Największą uwagę przykuwa dzika odmiana herbaty z gatunku "camelia". Kolejne dwa dni obserwowaliśmy tutejszą faunę. Po powrocie do Winnicy spędziliśmy kilka dni na spacerach, zwiedzaniu i cieszeniu się urokami tego pięknego miasta.

Paweł Milewski

sobota, 05 marca 2005, 11:08

Odbici!!!
Dziś w nocy specjalna jednostka KLSWiA odbiła załogę "Izabeli Jarugi-Nowackiej" z rąk porywaczy. Jak ustaliła agencja Wand-Tass, porywacze to zdemobilizowani żołnierze pewnego podupadłego cesarstwa pragnący dorobić w przeżywającym prosperity Wandystanie.

Do porwania doszło 26 stycznia, na wodach na południe od wyspy Marks. Dwunastoosobowa grupa napastników korzystając z kutra rybackiego dostała się na pokład "IJ-N" i sterroryzowała załogę. Po przejęciu kontroli nad jednostką ukryli się w niewielkiej zatoczce na wyspie Marks, skąd wysłali swoje żądania: milion engelsów okupu i ustanowienie w Wandystanie monarchii absolutnej. KLSWiA rozpoczęło tajne pertraktacje z porywaczami. Jednocześnie prowadzono działania śledcze które pozwoliły zlokalizować porwanych. Podczas brawurowej operacji odbicia nie oddano ani jednego strzału; porywacze byli tak zdezorientowani że zaczęli bezładnie uciekać w głąb lądu gdzie czekali już na nich wychowawcy z obozu "Engels III" dokąd przestępcy zostali bezzwłocznie przetransportowani.

Załoga "IJ-N" znajduje się aktualnie na pokładzie krążownika "Wandowice". Dowódca wyprawy wygłosił oświadczenie w którym poinformował o bezterminowym zawieszeniu wyprawy.

Śledztwo mające ustalić tożsamość mocodawców porwania trwa.

z pokładu OLW "Wandowice"
Mariusz Marks Kolanko

metadane
autorzy: Salwador Salwadori, Paweł Milewski, Mariusz Marks Kolanki
opublikowano: 2004-5
link: blog