Ab Ovo 19
nr 19 z dnia 12 stycznia 2006 roku
Spis treści:
Rozkładówka
Tytułem wstępu:
Myśleliście, że nie żyjemy?
Żyjemy.
I mamy się dobrze.
Co prawda nie mamy czasu- dlatego ten numer ukazuje się półtorej roku po poprzednim- ale pełni jestesmy energii. Kilka dni temu odrobinę czasu zyskaliśmy, i tak narodził się pomysł wydania nowej odsłony Ab Ovo. Nie będzie wielkich eksperymentów; bazowaliśmy na rubrykach dobrze znanych, z dodaniem kilku niepublikowanych tekstów prozatorskich. Numer jest też uboższy treściowo od poprzednich, a to z powodu niedoborów czasowych właśnie.
Przez lata naszej pracy zdobyliśmy liczne grono wiernych Czytelników (i równie sporą grupę nienawistnych przeciwników), pomyśleliśmy zatem, że warto wydać nowe 'Ab Ovo', choćby po to, żeby kilku osobom zrobić przyjemność. Nadto od półtorej roku pojawiło się w Sarmacji mnóstwo nowych osób, które Ab Ovo znają tylko z legend, rzadziej z archiwum. Powstało też nowe państwo, Wandystan, które redakcja skądinąd współtworzyła. Nowi czytelnicy, nowy rynek- jak w tej sytuacji pozostać biernym?
Ponieważ ukazanie się tego numeru jest wynikiem bardziej kaprysu niż planu regularnej pracy, nie należy liczyć na szybkie pojawienie się jubileuszowego, dwudziestego numeru. Ale z pewnością, prędzej czy później, się on pojawi. Pisanie tekstów do tego pisma, składanie ich, wreszcie oznajmianie na liście dyskusyjnej o ich ukazaniu się sprawia mi bowiem ogromną przyjemność.
Życzę miłej lektury.
Wasz
Redaktor chwilowo Naczelny
pplk Michas Winnicki-Konieczny
Ap-Dałn
APERS
rabbi Elijahu Rosenkrantz
Za practicalne objęcie władzy nad v-światem. Redakcja “AO” usiłuje tego dokonać od v-wieków, skromnemu rabinowi z Sarmacji wystarczyło kilka miesięcy, by włączyć w skład swej gminy najważniejsze persony Sarmacji. Czekamy na symboliczne obrzezanie Księcia Piotra Mikołaja, jednocześnie zalecając użycie środków znieczulających. Książę przywykł bowiem do katolicyzmu, który w swych praktykach jest od czasu zniesienia Inkwizycji bardziej humanitarny.
Jacek i Ada Nowakowie
Za sianie zdrowego ziarna heteroseksualizmu na spedalonej ziemi wandejskiej. Młodej Parze życzymy szczęścia, pomyślności i (w służbie Narodu) często pękających prezerwatyw.
Dekameron Michał Sobczak
Za ciężką, organiczną pracę na rzecz Wandystanu. W trudnych czasach braków towarowych na rynku mandragorów dekameron wziął na siebie obowiązki sądownicze oraz mandragorskie, w pocie czoła budując pomyślność swojej Ojczyzny. Oby więcej takich cichych pozytywistów w nowym roku 2006!
DAŁNERS
Diuk Piotr Kościński
Za zdumiewającą eksplozję dziecinady, którą mogliśmy zaobserwować po przyznaniu pod koniec ubiegłego roku nagród dla najbardziej zasłużonych. Dojrzały mężczyzna, realizujący się w życiu realnym, o ponadprzeciętnym intelekcie, doświadczeniu i zdolnościach, obraził się na komisję za pominięcie Go pośród nagrodzonych i w dramatycznym tonie ogłosił swoją rezygnację ze wszystkich funkcji publicznych oraz odejście z LDKS. Zgodnie z przewidywaniami, chwilę później swoją decyzję odwołał.
Komisja w składzie: Markiz Kowalczykowski, vicehrabia Szcześniewski i Pan Juliusz Cezar
Za pominięcie Diuka Kościńskiego pośród nagrodzonych, zdaniem redakcji noszące wszelkie znamiona perfidii, czego dowodzić mogą złośliwe posty Markiza Kowalczykowskiego, oraz przyznanie nagrody “za znaczący wkład w życie społeczne” Panu Magnuszewskiemu, o którym wiadomo tylko tyle, że istnieje. Niestety.
Avistak
Za prezentowaną na łamach “BS” wyjątkowo irytującą manierę pisarską, przejawiającą się w pseudoarchaizacji brzmienia tekstów. Permanentne umieszczanie czasowników na końcu zdania może co najwyżej doprowadzić Czytelnika do rozpaczy, choćby był fanem dzienników Mieszka I i biegle posługiwał się starocerkiewnosłowiańskim.
Kim
pplk Michas Winnicki-Konieczny
WSKAZÓWKA NA MIEJSCU
Ukochany Przywódca Towarzysz Kim Dzong Il był od rana w nienajlepszym humorze.
Oto bowiem jego najlepszy przyjaciel, Kim Rik Soo, sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, wypowiedział się krytycznie o pryncypiach narodowego rolnictwa i sadownictwa. "Nie smakowały mi jabłka z tegorocznego zbioru"- mówił - "Myślę,że zawiodła organizacja pracy rolników, nie zachowano też właściwych proporcji nawozu sztucznego do naturalnego, co negatywnie zaciążyło na smaku owoców".
Ukochany Przywódca spróbował jednego z jabłek, jego smak wydał mu się calkiem dobry. Nie mógł jednak pozwolić na tak daleko idące podejrzenia względem pracy wysoko wyedukowanych pracowników rolnych. Postanowił w przebraniu udać się do właściwego kolektywu wiejskiego i przekonać się, czy wszystkie procedury są prawidłowe.
Gdy jechał pociągiem relacji Phenian-Sinyidzu, siedząc w przedziale drugiej klasy obok zmęczonej, lecz zadowolonej z pracy robotnicy i schludnie odzianego ,szczupłego człowieka , o wyraźnych cechach profesora Uniwersytetu, myślał o wielkich i wspaniałych czynach swego Ojca, Wielkiego Wodza Kim Ir Sena. Pamiętał opowieści Ojca o bohaterskich towarzyszach broni ,którzy uratowali Mu życie pod Poczonbo, przewidując ,że Wielki Wódz Marszałek Kim Ir Sen narodził się po to ,by prowadzić Naród Koreański do wielkich zwycięstw militarnych, gospodarczych i moralnych.
W małej wiosce Hinsan, do której dojechał po wygodnej podróży w przestronnym wagonie, przywitał go uprzejmy pracownik stacji kolejowej. Nie rozpoznał on w skromnym przybyszu Ukochanego Przywódcy. Towarzysz Kim Dzong Il posiadł bowiem wielkie umiejętności w zakresie charakteryzacji, którymi dzielił się z filmowcami koreańskimi, wskazując im kierunki właściwego postępowania na planie filmowym, dla uzyskania optymalnego efektu dramaturgicznego.
-Towarzyszu Zawiadowco, gdzie mogę znaleźć sady w tej pięknej wiosce?- spytał Ukochany Przywódca.
-Na końcu tej alei, Towarzyszu. Musicie koniecznie spróbować naszych wspaniałych jabłek, sławnych w całym okręgu!- odrzekł uprzejmie zawiadowca.
Ukochany Przywódca ruszył więc piękną aleją. Wokół niej co kilkanaście metrów stały domostwa, wiele z nich udekorowanych było pięknymi kwiatami. Aleja nosiła imię Wielkiego Wodza, Towarzysza Kim Ir Sena. Pomnik Wodza stał u zwieńczenia alei, okolony rozłożystymi jabłoniami. Ukochany Przywódca ze wzruszeniem przypomniał sobie, jak Ojciec prowadzał go na spacery we wczesnej młodości, ukazując piękno koreańskiej przyrody, nie mającej sobie równych w świecie.
W sadzie pachniało owocami, a pracowite pszczoły przenosiły składniki na miód w idealnej symbiozie z robotnikami rolnymi. Szczęśliwi, uśmiechnięci sadownicy zbierali z drzew czerwone jabłka i ostrożnie układali w skrzynkach, by ich nie potłuc.
-Kim jesteś ,przybyszu?- spytał koordynator pracy, odziany w zielone spodnie-ogrodniczki i czapeczkę, chroniącą od słońca jego szlachetną twarz.
-Jestem konsumentem waszych wyrobów- odrzekł Ukochany Przywódca -Chcę sprawdzić, czy pogłoski rozpowszechniane w Phenianie o złej jakości waszych wyrobów są prawdą.
-Spróbuj jakiegokolwiek jabłka, przybyszu- odrzekł koordynator - A przekonasz się, że nie mają one równych sobie w całym okręgu!
Ukochany Przywódca spróbował jabłka. Jego smak przypomniał Mu najszczęśliwsze chwile, dzieciństwo, zabawy z rówieśnikami, studia na Uniwersytecie im. Kim Ir Sena, odpowiedzialną pracę partyjną w służbie Idei Dżucze i Narodu Koreańskiego. Był to smak pieśni i chwały, smak zwycięstwa i niebywałej radości, jaka osiągnąć może tylko Obywatel KRLD, państwa ludu pracującego. Smak ten był nieomal doskonały.
Na twarzy Ukochanego Przywódcy pojawił się uśmiech. W tym momencie rozpoznał go koordynator, który wiedział, że taka dobroć, ciepło i szlachetność może być tylko udziałem Ukochanego Przywódcy Towarzysza Kim Dzong Ila. Natychmiast upadł zatem na kolana.
-Powstań, Towarzyszu- rzekł Ukochany Przywódca- Nie godzi się padać na kolana przed sługą ludu pracującego. Przybyłem ,by pomóc wam chronić efekty waszej ciężkiej pracy przed dezinformacją.
Słysząc te słowa zbiegli się wszyscy pracownicy kolektywu, gromadząc się wokół Ukochanego Przywódcy by słuchać co ma im do powiedzenia. Towarzysz Kim Dzong Il przekazał im najnowszą wiedzę w dziedzinie sadownictwa, będącą wynikiem wnikliwych badań naukowców z Uniwersytetu Imienia Towarzysza Kim Ir Sena. Jego wskazówki ukazały sadownikom, jak można w szybki i nieskomplikowany sposób uzyskać wzrost plonów o co najmniej 25 procent w skali rocznej. Udzielał też indywidualnych porad, by jabłka z Hinsan były jeszcze smaczniejsze i by cieszyły swym niezrównanym smakiem wszystkich Koreańczyków. Mieszkańcy byli bardzo wzruszeni wizytą Ukochanego Przywódcy i cieszyli się, że ich Wódz nie izoluje się od Narodu, jak to czynią przywódcy świata imperialistycznego i bandyci, którzy realizują interesy zbrodniczych Stanów Zjednoczonych w południowej części rozdartej Ojczyzny. Cieszyli się tym, że Ukochany Przywódca Towarzysz Kim Dzong Il kontynuuje tradycje swego wspaniałego Ojca, Wielkiego Wodza Towarzysza Kim Ir Sena i spotyka się z mieszkańcami miast i wsi by na codzień służyć im swą pomocą.
Po powrocie Ukochany Przywódca upomniał swego przyjaciela, Towarzysza Kim Rik Soo, by nie rozpowszechniał więcej kłamliwych informacji o pracy Ludu, bedących najpewniej efektem wrogiej działalności agresywnych imperialistów z Południa, ciemiężących Naród Koreański z Seulu, Pusan i innych miast. Towarzysz Kim Rik Soo musiał osobiście udać się do Hinsan i przeprosić mieszkańców wioski za swe niesprawiedliwe sądy. Ci jednak wybaczyli mu niezwłocznie, by niepotrzebnymi sporami nie spowalniać procesu udoskonalania Raju na Ziemi ,jakim jest Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna pod przewodnictwem Ukochanego Przywódcy, Towarzysza Kim Dzong Ila.
Superłotry
Superłotry – telenowela romantyczna o zbrodni
Odcinek 1
POZNAJEMY SARMĘ
Nauczyciel Holocaustu świata wirtualnego i żyjących na nim istot, Doktor Sarma, wpada jak wicher do mieszkania, które dzieli z matką. Matka lubi nazywać Sarmę swoim małym wicherkiem, ponieważ często tak bywa, że synek wiruje jak fryga. Dzieje się tak zwłaszcza w czasie jego mrocznych akcji wymierzonych w naszą cywilizację, a także cywilizacje sąsiednie. "To niemożliwe"- mawia Pani Zosia z sąsiedniego kiosku- "To niewiarygodne, co mówią o naszym Sarmie. Kwiecińska spod trójki powiedziała, że to on spowodował katastrofę nad Lockerbie! Oczywiście w porozumieniu z Kaddafim. Ale ja w to nie wierzę! Taki uprzejmy chłopiec".
Doktor Sarma ma swój pokój na poddaszu. Mieszkanie jest dwupoziomowe. Kiedy matka była jeszcze w pełni sił, suszyła tam bieliznę. Teraz po majtki i prześcieradła przyjeżdża jeden z Akolitów Śmierci. Potem pranie jest przewożone strzeżonym transportem do Centralnego Ośrodka Czystości Zbrodni w Broumove pod Ostrawą w Republice Czeskiej. Do niedawna pojawiał się problem z przerzucaniem brudów przez granicę, jednak od przystąpienia Polski i Czech do Unii Europejskiej kontrole zelżały.
Pokoik Sarmy wypełniają składniki do produkcji broni masowego rażenia. Kotka Mortzi wyleguje się na starych probówkach, z których Doktor wytrząsał prątki gruźlicy. Kilka prątków połączonych w kępkę wala się pod ścianą. Mortzi lubi bawić się prątkami. Sarma wymienia jej żwirek w kuwetce. Już kilka lat temu odkrył, że dobrze wywietrzony Cyklon B sprawia się lepiej niż SuperBenek. "Kryształki Cyklonu nie przylepiają się jej do pupy i noska"- tłumaczy matce. Teraz Sarma siedzi przy biurku i zastanawia się nad nową akcją. Na ekranie jego komputera pojawia się nowy e-mail od Magistra Brzozy.
Pyde Hark
Pyde Hark jest awangardową wersją znanej i lubianej rubryki Hyde Park, ze starego, żydoliberalnego Ab Ovo. Jej żeglarzem, sterem i okrętem jest postać nietuzinkowa, trudna do opisania za pomocą standardowych środków artystycznego wyrazu. Kontrowersyjny artysta (autor między innymi słynnych fraszek, publikowanych w szmatławym Krezusiku), a jednocześnie wybitny mąż stanu (Namiestnik Mirii, antyscholandczyk). Co stawia go w jednym rzędzie z takimi indywidualnościami jak Neron, Adolf Hitler, czy Franciszek Stefaniuk. Hrabia Troy (Oby żył wiecznie!) przygotował specjalnie dla naszych czytelników porcję lekkiej intelektualnie rozrywki. Zapraszamy do konsumpcji.
Pewnego dnia Kanclerz Poleszczyk wybrał sie pobiegac w okolicy Wandowic, ale tak nieszczesliwie sie zlozylo, ze poslizgnal sie i spadl ze zbocza do zimnej rzeki. Trzech chlopców bawiacych sie w poblizu widzialo wypadek. Bez namyslu wskoczyli do wody i wyciagneli tonacego Kanclerza.
Po doprowadzeniu sie do porzadku Kanclerz powiedzial: "Chlopcy, ocaliliscie Kanclerza Sarmacji. Zasluzyliscie na nagrode. Zastanówcie sie. Cokolwiek chcecie - bedzie wasze!"
Pierwszy chlopiec powiedzial: "Ja bym chcial rower!"
"Osobiscie ci go wrecze," zapewnil hrabia Poleszczyk.
"Ja bym chcial dostac komputer," powiedzial drugi chlopiec.
"Kupie go sam i przywioze ci do domu," powiedzial Kanclerz.
"A ja bym chcial wózek inwalidzki z przyjemnym stereo na wyposazeniu," poprosil trzeci chlopiec.
"Oczywiscie, dostaniesz go... Moment, przeciez ty nie jestes niepelnosprawny!"
Nie jestem, ale bede jak tylko ojciec sie dowie kogo dzisiaj uratowalem od utoniecia..."
Zeby zwiekszyc frekwencje na sali podczas obrad Churalu, zaczeto na korytarz wypuszczac tygrysy. Jednak po pewnym czasie zdarzyl sie smiertelny wypadek i tygrysy usunieto.
Tygrys robi wyrzuty drugiemu tygrysowi:
- Na co ci byla ta sprzataczka? Ja miesiac temu zjadlem dwóch poslów i do tej pory tego nikt nie zauwazyl.
Obok uczestników wiecu wyborczego KPS (w) przechodzi Poleszczyk z Koscinskim. W pewnej chwili Poleszczyk podnosi reke i wola:
- Gorace pozdrowienia! Gorace pozdrowienia!
- Dziekujemy - odpowiada tlum.
Po chwili Koscinski pyta:
- Maciej, od kiedy ty ich tak polubiles?
- Piotrek, przeciez nie bede krzyczal: "A zebyscie sie wszyscy w piekle smazyli!".
Na lekcji Pani w dreamlandzkiej szkole pyta dzieci :
- Jak spedzilyscie rocznice wkroczenia wojsk scholandzkich do Sarmacji?
Dzieci:
- U mnie na obiad byl piesek scholandzki.
- A ja wywiesilem w oknie zólto-czarna flage.
Pytanie dochodzi do Jasia: Ty jak?
- Prosze Pani... wraz z moim Tata bawilismy sie w scholandzkich zolnierzy!
Pani:
- Wspaniale Jasiu! Na czym ta zabawa polegala?
- Poszlismy do sasiadki , ojciec ja zgwalcil, a ja jej zegarek ukradlem!
Oredzie noworoczne JKM Piotra I dreamlandzkiego:
Obywatele, to nie prawda, ze moje przemówienia przychodza nagrane ze Scholandii na plytach... na plytach... na plytach... na plytach...
wybór: Diuk Kowalczykowski
Rozmowy
ROZMOWY NIEKONTROLOWANE
Redakcja arbitralnie stwierdziła, że nie ma sensu publikacja oficjalnych, tajnych i cholernie nudnych rozmów pomiędzy grubymi rybami polskiego v-światka, skoro najciekawsze dialogi prowadzimy między sobą my, elita intelektualna Księstwa, zespół Ab Ovo. I tak, miast ujawniać żenujące przekręty i pożałowania godne afery, karmimy Was arcydziełami komunikacji interpersonalnej:
Rozmowa pierwsza
Mirthandil:(2.12.2005 00:04)
Ptysiu, chciałbym Cię prosić o szybkie błogosławieństwo świeckie. Jutro zaręczam się.
Winnicki:(2.12.2005 00:04)
O kurwa!
Winnicki:(2.12.2005 00:05)
ŻARTUJESZ! Tak na poważnie???
Mirthandil:(2.12.2005 00:05)
Tak. Kupiłem pierścionek za 800 zł. Chociaż nie wiem, czy to wyznacznik poważności :D:D:D
Winnicki:(2.12.2005 00:05)
O Jezu Nazareński :D:D:D
Winnicki:(2.12.2005 00:05)
W tej sytuacji błogosławię <ruchy ręką, krzyż na drogę>
Mirthandil:(2.12.2005 00:06)
Padam do chudziutkich nóżek.
Winnicki:(2.12.2005 00:06)
Może też powinienem przestać się kurwić :D:D:D
Mirthandil:(2.12.2005 00:06)
Nie widzę związku :D:D:D
Mirthandil:(2.12.2005 00:09)
Myslę, że spędzę z tą kobietą resztę życia. Jest dla mnie tolerancyjna do granic możliwosci.
Winnicki:(2.12.2005 00:11)
Winszuję. A do mnie przyjedzie jutro piękny Adaś i będziemy się bzykać cały weekend.
Mirthandil:(2.12.2005 00:11)
To ten, co czeka na rycerza na białym koniu?
Winnicki:(2.12.2005 00:12)
(wygląda za okno, nie widzi żadnego konia)
Winnicki:(2.12.2005 00:12)
To nie ten. :D:D:D
Mirthandil:(2.12.2005 00:12)
:D:D:D
Winnicki:(2.12.2005 00:12)
To ten piękny. Z Lubina.
Mirthandil:(2.12.2005 00:12)
Piekny, czy nie piękny, uważaj żeby Cię nie okradł.
Mirthandil:(2.12.2005 00:13)
Ściana wschodnia to ściana wschodnia.
Winnicki:(2.12.2005 00:13)
LUBIN nie Lublin! Ściana zachodnia:D:D:D
Mirthandil:(2.12.2005 00:13)
A to co innego
Winnicki:(2.12.2005 00:14)
Nie sypiam z Azjatami :D:D:D
Mirthandil:(2.12.2005 00:14)
:D:D:D
Rozmowa druga
Mirthandil: (6.12.2005 02:33)
Mam wrażenie że on nie akceptuje swego pedalstwa. Wstydzi się. Wyraźnie.
Winnicki: (6.12.2005 02:33)
Odkad pierwszy raz na niego spojrzałem doszedłem do wniosku, że też nie akceptuję jego pedalstwa :D:D:D
Mirthandil: (6.12.2005 02:35)
Ty masz po prostu zaburzenia zmysłu estetycznego. TO się leczy.
Winnicki: (6.12.2005 02:35)
Odezwał się miłośnik urody NEDVEDA :D:D:D
Mirthandil:(6.12.2005 02:36)
Uroda PAVLA NEDVEDA jest OBIEKTYWNIE niepodważalna!
Winnicki:(6.12.2005 02:36)
Sralna!
Mirthandil:(6.12.2005 02:37)
Naturalnie z długimi włosami.
Mirthandil:(6.12.2005 02:37)
Poza tym Tobie podobają się wyłącznie typy androgyniczne, więc Twoje wypowiedzi na temat męskiej urody powinno się cenzurować.
Mirthandil:(6.12.2005 02:38)
Możesz mieć szkodliwy wpływ na młodzież :D:D:D
Rozmowa trzecia
Winnicki:(8.12.2005 23:41)
Rzeźbię to CV, wygląda ohydnie
Winnicki:(8.12.2005 23:42)
Przepisałbym do wzoru Kefasa, ale trochę psuje mi to szyki, przez te kolumienki i przez niepasujący mi układ
Mirthandil:(8.12.2005 23:43)
Mogłeś pojechać edytorem z Worda, styl nowoczesny.
Winnicki:(8.12.2005 23:43)
No co Ty, używam Openoffice.
Mirthandil:(8.12.2005 23:44)
Bez sensu
Mirthandil: (8.12.2005 23:44)
Ja walczę z systemem, używam pirackiej wersji majkrosoftowego
Mirthandil:(8.12.2005 23:44)
To mój wkład w walkę z feudalnym prawem autorskim :D:D:D
Winnicki:(8.12.2005 23:45)
:D:D:D:D:D
Trendgenerator
MIKE NICHOLS – „ANIOŁY W AMERYCE”
Rok: 2003
Gatunek: Dramat obyczajowy
Dane techniczne: Kolor, 352 min.
Scenariusz: Tony Kushner
Zdjęcia: Stephen Goldblatt
Muzyka: Thomas Newman
Produkcja: HBO Films
W rolach głównych: Al Pacino, Meryl Streep, Emma Thompson
Ronald Reagan jest w naszym zapyziałym kraju bohaterem narodowym, jego imieniem nazywane są ulice i ronda, a rozmaici kretyni z partii prawicowych palą się do wznoszenia mu pomników. W USA tymczasem, którym to krajem w/w polityk zarządzał, dobrze wspomina go tylko republikańska ekstrema, w oczach zaś intelektualistów uchodzi on za jednego z najgorszych prezydentów w dziejach. Trudno, żeby było inaczej; można pokusić się o porównanie Reagana do Lecha Kaczyńskiego. Może trochę naciągane, bo Kaczyński ma przynajmniej wykształcenie, a Reagan urodę, ale poziom umysłowego zacofania i zwykłej bufonady jest u obu polityków podobny.
„Anioły w Ameryce” są historią, którą można czytać dwutorowo. Po pierwsze, jako opowieść o stanie amerykańskiego społeczeństwa w okresie rodzącej się pandemii AIDS. Po drugie, jest to portret USA czasów Reagana; powszechnej hipokryzji, podskórnej agresji, przekonania o absolutnej słuszności głoszonych racji i pragnieniu narzucenia wszystkim ultrakonserwatywnego modelu światowej agresji i tłamszenia wolnej myśli. Dobrze jest obejrzeć ten film w czasie, kiedy władzę nad nami objęła grupa polityków umysłowo skarlałych, którym jednak to skarlenie nie tylko nie przeszkadza, ale przekształcają je w swój atut. Dobrze jest też obejrzeć wizję czasów reaganowskich taką, jak widzą ją amerykańscy artyści, dla których lata 80-te były czasem frustracji, która jednak- co pięknie obrazuje ten film- potrafiła się przerodzić w konstruktywny artystyczny bunt.
Poza wszystkim jest to znakomicie zrealizowany film. Genialne role Pacino czy Streep (rzadko zdarza się, by tego formatu gwiazdy zagrały w serialu), dobre rozwiązania formalne (serial powstał na podstawie sztuki teatralnej, do czego wyraźnie nawiązuje reżyser) i naprawdę poruszająca historia sprawiają, że należy go zalecić bezapelacyjnie. Jeśli ktoś nie widział na HBO, to biegiem do wypozyczalni. I wyciągać wnioski, proszę. Koniecznie.
MICHAŁ WITKOWSKI – „LUBIEWO”
Wyd. Korporacja Ha!Art
Kraków 2005
Nie wiem, czy jest sens pisać o książce, która była absolutnym bestsellerem ubiegłego roku, za którą autor został nominowany do „Paszportu Polityki”, bo zapewne wszyscy już o niej słyszeli. Ale o fajnych rzeczach posać zawsze warto. A „Lubiewo” jest cudowną książką dla każdego, zabawną, łotrzykowską, miejscami smutną i nostalgiczną, ale zawsze na najwyższym poziomie literackim. Jest to swego rodzaju rewolucja na polskim rynku księgarskim- do tej pory nagradzano i wyróżniano głównie autorów śmiertelnie poważnych i nadętych, których nie dawało się czytać, bowiem wskaźnik nudy przekraczał wszystkie dopuszczalne normy. Opowieść Witkowskiego o peerelowskich ciotach z marginesu społecznego nie nudzi nawet na chwilę, za to bawi non stop. Na dodatek książka zyskała znakomity odbiór krytyczny; poświęcono jej nawet cały numer prestiżowego kwartalnika akademickiego „Pogranicza”.
Lada chwila na rynku pojawi się ekskluzywna edycja powieści, w której powstaniu udział miał autor tej recenzji (w zdjęciach ilustrujących książke zagrały m.in. moje sztuczne róże, oraz nogi w spodniach typu brązowego sztruks). Gorąco polecam. Rzadko spotyka się tak błyskotliwie napisane książki, w których sztuka w idealnych proporcjach zmieszana jest z rozrywką.
pplk Michas Winnicki-Konieczny
Gryf
GRYF: Magazyn Sztuki Wczesnej
Oko Ewy Lipfenberg
Ewa Lipfenberg jest postacią szczególnie ciekawą z dwóch przyczyn.
Po pierwsze, zdradziła Scholandię.
Po drugie, była bezdennie głupia, a jednak wkroczyła na Panteon największych postaci w historii literatury v-światowej, i ni cholery nie dała się z niego strącić.
Urodzona w bogatej rodzinie mieszczańskiej w Scholopolis, od pierwszych lat życia kontestowała system monarchiczny oraz relatywizowała moralność mieszczańską. W wieku 5 lat obrzygała panią przedszkolankę w proteście przeciw narzucaniu grupie sztywnego menu; ten akt ostatecznie ukształtował jej kręgosłup ideowy, a także artystyczny. Pierwsze wiersze napisała w wieku lat 12. Jak wspomina jej ówczesna nauczycielka scholandzkiego „Nie przypuszczałam, że taka kretynka jest w stanie sklecić chociaż dwa zdania. Wiersze Lipfenbergowej wstrząsnęły mną jednak i zdecydowałam się je przekazać do redakcji „Spectatora” celem publikacji”.
Publikacja w „Spectatorze” zwróciła na dziewczynkę uwagę v-świata. Mając lat 16 Lipfenberg publikuje swój pierwszy tomik, a następnie na dyplomatycnzym przyjęciu poznaje Janusza Żenadę, z którym niezwłocznie wyjeżdża do Wandystanu, by tam brać udział w budowie nowego społeczeństwa. Nie stroni od zaszczytów, przemawia na zjazdach KPS(w), stara się jednak unikać publicznych wystąpień, gdyż nie umie przemawiać. Właściwie to nic nie umie, poza pisaniem wierszy, będących natchnieniem wieszczy. W roku 1961 publikuje swoje najgłośniejsze dzieło „Oko”.
Oko, oko, kakaowe oko –
ileż w Tobie prawdy życia,
ileż w Tobie milości radości –
wsadzam w Ciebie paluszek
i nim miętolę.
Wiersz wzbudza zachwyt intelektualnych kręgów v-światowych, Lipfenberg trafia jako visiting proffesor do Instytutu Edukacji Sarmackiej, skąd wkrótce zostaje wyrzucona za umysłową niezborność. Na ten okres datuje się także jej przyjaźń z Urszulą Matoł, poetką sarmacką, intensywnie eksplorującą wątki safickie oraz zoofilne. Po aresztowaniu Matoł przez Służbę Racji Stanu za szpiegostwo na rzecz Leblandii Lipfenberg rozlicza się z burzliwą przeszłością w wierszu „Skandale”:
Jąkam się, jąkam, jąkam,
przez skandale-urszulale,
nie byłam w SSB, mam swoją teczkę,
sram w toalecie Polonistyki IES.
Niedługo po opuszczeniu Sarmacji Lipfenberg zapada na ptasią ospę, która przekształca jej ciało na podobieństwo kaczki. Zrozpaczona poetka rzuca się pod pociąg podmiejski do Gagarinów Wielkich, jednak z powodu wielkiej tuszy odbija się odeń jak piłka nie odnosząc żadnych ran. Trzy dni później umiera ze zgryzoty, załamana faktem, że nawet samobójstwo jej się nie udaje.
Ewa Lipfenberg (1940-1969)
Poetka, idiotka. Zrewolucjonizowała gramatykę scholandzką, sarmacką i wandejską. Pochowana w wielkiej marmurowej tombie „żeby kurwiszcze nie wylazło”, jak mawiał szef Związku Wirtualnych Literatów, Sambor Srambor.
prof. Franciszek Modrzew
metadane
autorzy: Michaś red. Winnicki i inni
opublikowano: 12 stycznia 2006 r.
link: http://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/ao/archiv.php