Khand to kurwa

Co można powiedzieć o Khandzie?

Wszystko, ale nie to że zasłużył na tytuł diuka.

Khand to typowe dziecko sarmackiej transformacji.

Był adwokatem, animatorem sportu, ambarasem, ambasadorem w Scholandii, aplikantem, archiksięciem, biznesmenem, buduarem, dekameronem, dziennikarzem, kanclerzem, kukułmistrzem, libertarianinem, mandragorem, oskarżycielem posiłkowym, politykiem, posłem na Sejm, prezesem sądu, prowadzącym konkurs, Sarmatą, sędzią, trenerem, Tropikańczykiem, Wandejczykiem, wicehrabią, wicemistrzem w cymbergaju, wspólnikiem Precelika, wykładowcą i wyznawcą Wandy,

Khand napisał również opowiadanie o Świeckim Żenadzie, którego niesłychanie frustrującą manierą było wymienianie wirtualnych profesji i zawodów w kolejności alfabetycznej, co stanowiło jakieś pretencjonalne zapożyczenie z prozy Umerto Eco.

Równie żanująca, nomen omen, była skłonność do używania czasu zaprzeszłego. Nomen omen, to tak a"propos stworzonego ad hoc tytułu opowiadania, który to tytuł de facto nie był ad rem lecz nieuzasadnienie ad personam, co mandragor mógł był przewidzieć ex ante. Fakt, że falsa demonstratio non nocet, lecz noblesse oblige a co więcej nil est in homine mente malius, zatem Diuk Mandragor (sic!) powinien wysilić się na coś oryginalnego a tak wyszło typowe nihil novi sub sole.

I w zasadzie olawszy sprawę można byłoby stwierdzić, fiat volumtas Khanda, bo i tak u kresu żywota nie powie on "exegi monumentum", gdyby nie fakt, że nasz ex iure diuk (bo nie de facto, skoro made in Wandystan, to co najwyżej, jak mówiono kiedyś o słońcu Gelloni, diuk z importu) orzekł był ex officio całkowicie sine causa, że zasada nemo iudex in causa sua dotyczy wszystkich ale nie jego samego, choćby ex lege wynikało explicite czy wręcz expressis verbis zupełnie inaczej, tym samym rozpoczął był żenujący, pełen nienawiści atak na nowego, niczym Nowy Rok każdego pierwszego stycznia, zagubionego w realiach sarmackich mieszkańca.

A kim w zasadzie jest Khand, że od nas czuje się taki znowu lepszy? Prawda jest taka, że to zdrajca, który po tym ja spierdolił wszystko w Sarmacji, spierdolił do Wandystanu by osiąść gdzieś na wyspie Erdo li to Wandea i chuj mu w dupę, normalnie shok.

I powiem więcej: to alfons, cipa, chuj, cwel, dupa, dziwka, framug w dupę ruchany, gównojad, idź stąd, imbecyl, jebak leśny, kurwa, lizodup, łytek parzystokopytny, oprawca i oskrażyciel, penis, pierdolony kutas, pizda, misiopompal, wazeliniarz i wzwiś męski.

A piszę to całkowicie poważnie, bo diuk Khand najwyraźniej nie rozumie kwestii zasadniczych. Otóż, nieważny jest blichtr arystokratycznego patosu. Ludzie urodzili się równi i wolni, co gwarantuje Konstytucja, Powszechna Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela, ustawa o obowiązku meldunkowym oraz statuty diuka Kościńskiego. Czy tego diuk chce czy nie, będę go ciągle nazywał alfonsem, cipą, chujem, cwelem, dupą, dziwką, framugiem w dupę ruchananym, gównojadem, idź stąd, imbecylem, jebakiem leśnym, kurwą, lizodupem, łytkiem parzystokopytnym, oprawcą i oskrażycielem, penisem, pierdolonym kutasem, pizdą, misiopompalem, wazeliniarzem i wzwisem męskim.

Będę to powtarzał bo litera prawa i moralność obdarzyły mnie niezbywalną godnością człowieka i wachlarzem praw obywatelskich. A na czele tych praw kroczy, w diamentowej koronie, gronostajowym kubraczku, dzierżąc berło w jednej, a miecz w drugiej dłoni, the one and only Wolność Słowa, a oblicze jej, w blasku chwały, piękniejsze niż kwiat paproci.

To o Wolność Słowa Dawid walczył z Goliatem, Grecy ginęli pod Termopilami, Katon żądał z uporem maniaka zniszczenia fenickiej osady po drugiej stronie rzymskiego morza, Oktawian August pokonał rywala, Kaligula uczynił konia senatorem, trybunem ludowym i czterokrotnym konsulem, Neron spalił Rzym, Konstantyn przyjął chrzest, Justynian zreformował prawa, Karol Młot pokonał islamską nawałnicę, jego potomek wdział cesarską koronę, Otton I obdarzył syna Mieszka diademem monarszym, Bolesław zgładził zbuntowanego biskupa, Łokietek zjednoczył ojczyznę a jego syn postawił sieć obronnych warowni, Jagiełło pokonał najeźdźcę pod Grunwaldem, Kolumb odkrył drogę do Indii, Sobiecki zwyciężył pod Wiedniem, Kościuszko wszczął insurekcje, Napoleon ogłosił się cesarzem nie Francji, lecz Francuzów, Wojska Konfederacji napadły na fort w stanie Georgia, Marszałek wywalczył niepodległość, Chruszczow tupał butem na forum Narodów Zjednoczonych, Wałęsa skakał przez płot a Zbigniew Wodecki oceniał Kasię Tusk w "Tańcu z Gwiazdami".

Ten pochód dziejów zwieńcza nazwanie przeze mnie Diuka Mandragora kim tylko chcę.

Proszę Państwa, Drodzy Sarmaci, Umiłowani Moi Przyjaciele, kiedy nowy mieszkaniec toczył bój o Wolność Naszą i Waszą, ta kurwa (ot wolność!) i oprawca (ot wolność!) Diuk Mandragor Khand ośmielił się nienawistnie, z sercem przepełnionym pogardą, w sposób lekceważąco-deprecjonujący (co zaiste zdradza dysfunkcje mentalno–emocjonalne) zwrócić się do nowego mieszkańca słowami:

„No to powodzenia.

Ale głupio robisz :)”

Temu bezczelnemu i nienawistemu atakowi należy powiedzieć mocne i stanowcze nie. Nie będzie ta jebana kurwa (ot wolność!) nikomu życzyła powodzenia i w sposób bezprawny groziła. Khand to kurwa. Wstyd i hańba!

metadane
autor: Piotr Grzegorz Urban
opublikowano: Wandea Ludu, 20 marca 2007 r.
link: https://wandea.wandystan.eu/634