Ab Ovo 9

nr 9 z dnia 17 kwietnia 2003 roku.

Spis treści:


W ramach wstępu

Drodzy czytelnicy, także Wy, którzy jesteście na mnie źli z powodu poślizgu w terminie wydawniczym naszego periodyku. Mógłbym napisać, że te cztery dni, bez lektury „Ab Ovo” to niewielki problem, że jest wiele przyjemniejszych rzeczy, które mogłyście w tym czasie robić, ale nie chce was oszukiwać, wiem, że to nie prawda. Mógłbym także zwalić wszystko na nowych mieszkańców, to ostatnio bardzo modne, lubię być trendy, ale niestety i to było by kłamstwo. Prawda jest prozaiczna i smutna zarazem, pewien techniczny chochlik pozbawił mnie we wtorek wszystkich tekstów do numeru dziewiątego i zmusił do napisania ich ponownie, kto musiał z pamięci przepisywać kilka artykułów, ten zrozumie, że wartość literacka numeru sporo na tym straciła, ale cóż, takie życie. W bieżącym wydaniu "Ab Ovo" to, co zwykle, a więc plotkarskie „Fakty i mity”, dobiegający powoli końca cykl „w osiem tygodni dokoła v-świata” (WKRP i KRP), tym razem publicystyczny „Hyde Park”, standardowy „Przegląd prasy” oraz wyniki naszego nieustającego plebiscytu na Sarmatę i Oszołoma miesiąca. Zwycięzcom gratulujemy, a czytelników zapraszamy do lektury, w oczekiwaniu na specjalny numer ateistyczno-świąteczny.

Mirthandil


Fakty i mity

motto: "Fama crescit eundo" - Wergiliusz

Cytat tygodnia: "Z historią to jak z pasztetem mięsnym: nie należy się przyglądać, jak się go przyrządza."-Aldous Huxley.


Nie ma to jak świeże wiadomości, śpieszymy, więc donieść, że zakończyły się wybory do sejmu. Wygrał Michał Radzki, co naturalnie nie miało żadnego wpływu na życie w Księstwie, sytuacja związana z wyborami jednoznacznie dowodzi, iż sejmowa Izba z dziewicy młodej i apetycznej zmienia się w starą i nużącą.


Witryna Księstwa Sarmacji została wyróżniona przez prv.pl tytułem domeny tygodnia. Zaprocentowało to całym stadem wszelkiej maści internetowego chłamu, do naszych bram zapukali idioci, szaleńcy, dewianci, osoby moralnie niepewne, histerycy, paranoicy i wielbiciele przecierowych soków marchwiowo-owocowych. Przybyli, zobaczyli i masowo się wypisywali, przy czym część z dużą gracją oraz polotem. Jeden z internetowych wędrowców wyjątkowo nas wzruszył oceną sytuacji: „chciałbym zgłosić nieudolność systemu rządzenia i administracji w Sarmacji...” Sami byśmy tego lepiej nie ujęli.


Nowy minister gospodarki, a na zawsze nasz ulubiony poseł rozpoczął swoją krucjatę przeciwko wolności gospodarczej i zdrowemu rozsądkowi. Na pierwszy ogień poszły kredyty, Pana Łaskiego ogarnął szał umarzania. Dobre serce naszego ulubionego posła, przesłoniło jednak tak potrzebną na stanowisku ministra finansów silną wolę, o jakimkolwiek pojęciu na kwestie ekonomiczne nie wspominając. Umorzenie kredytów na taką skalę, zdrową konkurencję czyni fatamorganą, na zarzuty, jakoby, de facto, Ci mieszkańcy, którzy kredytów nie zaciągnęli byli, w zaistniałej sytuacji zwykłymi jeleniami, Nasz ulubiony poseł, z dobrotliwym uśmiechem na ustach, napisał, że brać kredytów nikomu nie zabrania, a umarzał będzie jeszcze nie raz. Jeżeli któryś z naszych drogich czytelników obawia się o korupcję przy powszechnym umarzaniu, redakcja Ab Ovo uspokaja, nasz ulubiony poseł stwierdził publicznie, że pieniędzy ma dużo i nie bardzo mu na nich zależy. Ręce opadają. Nie wiemy, czy śmiać się czy też płakać ( w takich przypadkach śmiejemy się dla zasady).


O zgrozo! To nie jest koniec działalności byłego Hetmana w sferze gospodarki centralnie planowanej, następnym krokiem naszego ulubionego posła była kwestia opłat za rejestracje firm, ten quasi-podatek w wysokości początkowo 1 lt miał by na celu walkę z „pustymi wpisami” w rejestrze firm. Obowiązkowa strona www, zdaniem Pana Łaskiego nie wystarcza. Po co to wszystko? Zapytasz wierny czytelniku, cóż, naszym zdaniem nasz ulubiony poseł, za wszelką cenę chce się wykazać, potrzeba artystycznego wyrazu tkwi w nim głęboko, utylitaryzm pręży się pod skórą, na stanowisku hetmana się nie udało, posłowanie także nie przyniosło ulgi, teraz Pan Łaski próbuje coś wycisnąć z konającej gospodarki, niestety i ona nie może dać mu ukojenia. Armia za czasów Hetmana Łaskiego upadła, czy gospodarka wytrzyma?


Jeżeli chodzi o rozmowy nie związane z Księstwem, to takowych nie stwierdzono, a szkoda. Porozmawiać nie było, o czym, a i duchowo się pożywić dane nam nie było. Sporów personalnych także jak na lekarstwo, procesów sądowych brak, słowem brakuje nam skandalisty na wysokim poziomie.


Ogólnie rzecz biorąc tydzień do bólu przesiąknięty adaptacją nowych mieszkańców, gdyby nie nasz ulubiony poseł i jego „Plan dla Sarmacji” to musielibyśmy pisać o prywatnych problemach redaktora naczelnego, albo o łóżkowych sprawach Księcia Piotra Mikołaja, a tego robić, z oczywistych względów, nie chcemy.


Felieton

W osiem tygodni dokoła v-świata

Etap piąty - KRP i WKRP

Wędrując po wirtualnych ostępach nie mogłem zaniechać odwiedzin w moich rodzinnych stronach, a trzeba wiedzieć ze to właśnie w WKRP zaczynałem moją przygodę z v-państwowścią. Dlaczego opisuje te dwa państwa w jednym artykule? Powodów jest kilka, pierwszy dotyczy historii, WKRP powstał w wyniku sporów wewnątrz KRP i przez jakiś czas uważał się nawet za jego kontynuację, w pewnych etapach istnienia tych mikronacji pojawiały się koncepcje zjednoczeniowe. Ta nietypowa sytuacja jest integralną częścią wirtualnej rzeczywistości, a związany z tym klimat, unikatowy na skalę całego uniwersum. Drugim powodem są ludzie, większość mieszkańców ma obywatelstwo zarówno WKRP jak i KRP, trzecim, zbliżona idea v-państwowości, a także jej realizacja w praktyce.

Tradycyjnie zaczynam od stron www, jest to zresztą kolejna łącząca oba państwa cecha, strony są atrakcyjne wizualnie, ale w obu przypadkach nie aktualizowane od wieków. Sytuacja ta ma się zmienić, w WKRP nad nowymi stronami pracuje sarmacka firma Sarmasoft. Oba państwa opierają się na liście dyskusyjnej, na której toczą się wartkie polemiki, przede wszystkim o zabarwieniu politycznym, w tym wypadku trzeba zdecydowanie zaznaczyć hegemonię KRP, na polu dyskusji WKRP ostatnimi czasy wypada bardzo blado. Wynika to z podziału światopoglądowego obu klubów, w KRP występuje bardzo silna, prawdziwie ideologiczna lewica ( AGJ, Embryo, Fied) która zawadiacko rozprawia z zatwardziałą prawicą (Mario, Madreus, Carlossanchez), prawica jest także licznie reprezentowana w WKRP, gdzie brak jednak, niestety, reprezentacji lewicy, co powoduje niedosyt interesujących dla potencjalnego czytelnika polemik. W obu państwach nie występuje gospodarka, tak, więc na tym polu nie ma co opisywać. W zasadzie tym, co w teorii odróżnia KRP i WKRP od list dyskusyjnych są władze. Jeżeli chodzi o KRP, to tutaj już od dawna panuje zupełna stagnacja, która skutecznie zredukowała Klub do rangi grupy dyskusyjnej, ostatnimi czasy wybrano wprawdzie prezydenta (został nim Exec), ale mimo to nic nie zapowiada politycznego ożywienia. Jeżeli chodzi o WKRP, to tutaj sprawa jest bardziej skomplikowana, bowiem Tomasz Stala, dwukrotnie wybierany na prezydenta, w spontanicznym rewolucyjnym geście przejął pełnie władzy, ustanowił konstytucję i przeistoczył WKRP z demokratycznej republiki w jednoosobową tyranię. Co z tego wyniknie? Czas pokaże, choć w chwili obecnej nic nie zapowiada zmian na lepsze. Nie ma co ukrywać oba kluby to w zasadzie listy dyskusyjne, wirtualnej państwowości znajdziecie w nich jak na lekarstwo, nie ma żadnych organizacji kulturalnych, partie polityczne istnieją tylko nominalnie, jedyną istniejącą gazetą jest tuba propagandowa stalowego wodza – Herold Klubowy (WKRP), brakuje podstawowych instytucji.

Mimo wszystko odwiedziny w WKRP mogą mieszkańcowi Księstwa sprawić przyjemność, Wolny Klub jest niczym Europa dla Amerykanina, to stamtąd wywodzą się nasze korzenie, to tam Piotr Kozanecki napisał swój „pakiet ustaw gospodarczch”, który stał się zalążkiem sarmackiej państwowości, swoją drogą gdyby sejm WKRP ustawy te przyjął, historia mogłaby się potoczyć zupełnie inaczej... Zapraszamy do starego świata.

WKRP i KRP nie oceniamy, trudno zastosować tutaj kryteria oceny v-państw.


Hyde Park

Motto: non in solo pane vivit homo

Publikujemy list przesłany przez Terry'ego Jonesa (ze słynnej grupy komików – Monty Python) 26 lutego do gazety "London Observer":

"Naprawdę podoba mi się najnowszy powód George'a Busha do zbombardowania Iraku: traci cierpliwość. Zresztą ja też! Od jakiegoś czasu wkurza mnie pan Johnson, który mieszka kilka domów ode mnie na tej samej ulicy, on i jeszcze pan Patel, ten od sklepu ze zdrową żywnością. Dziwnie na mnie patrzą. Mam podstawy, by myśleć, że pan Johnson knuje coś okropnego względem mnie, choć jak dotąd nie udało mi się tego odkryć. Byłem kilka razy u niego, żeby zobaczyć, co zamierza, ale wszystko dobrze ukrył. Taki jest przewrotny!

Jeśli zaś chodzi o Patela, nie pytajcie, skąd wiem, po prostu wiem - z potwierdzonych źródeł - że w rzeczywistości jest masowym mordercą. Oplakatowałem całą ulicę ostrzegając ludzi, że jeśli my pierwsi nie zadziałamy, dopadnie nas jednego po drugim. Niektórzy z sąsiadów mówią, że jeśli mam dowody, to dlaczego nie idę na policję. Ale to przecież śmieszne! Policja zażąda dodowów zbrodni, które by obciążyły moich sąsiadów. Zaczną się rozwodzić nad zaletami i wadami uderzenia prewencyjnego, a wszystko to w chwili, gdy Johnson będzie już finalizował swoje wrogie zamiary względem mojej osoby, a pan Patel sekretnie mordował kolejne osoby.

Ponieważ jestem jedyną osobą na ulicy, która posiada całkiem pokaźny arsenalik broni automatycznej, sądzę, że to ode mnie zależy utrzymanie pokoju. Do dzisiaj było to jednak nieco trudne. Jednak teraz oświecił mnie George Bush mówiąc, że wystarczy tylko stracić cierpliwość i mogę przeprowadzić wszystko, co tylko zechcę.

Zastanówmy się: precyzyjnie przemyślane i dopracowane stanowisko Busha względem Iraku jest jedyną drogą, która zapewni światu pokój i bezpieczeństwo. Jedynym pewnym sposobem na powstrzymanie muzułmańskich fundamentalistycznych zamachowców-samobójców atakujących USA lub Wielką Brytanię jest zbombardowanie kilku krajów muzułmańskich, które nam nigdy nie zagrażały.

Właśnie dlatego chcę wysadzić garaż pana Johnsona oraz zabić jego żonę i dzieci. Uderzyć prewencyjnie! To mu da nauczkę. Wtedy zostawi nas w spokoju i przestanie się na nas gapić w sposób całkowicie nie do przyjęcia. Przykład Busha pokazuje, że to co musi wiedzieć, żeby zbombardować Irak, to jedynie to, że Saddam jest wyjątkowo nieprzyjemnym typem i że posiada broń masowego rażenia, nawet jeśli nikt jej nie znalazł. Jestem pewien, że to tak samo wystarczające usprawiedliwienie dla zabicia żony pana Johnsona, jak dla Busha zbombardowanie Iraku.

Długoterminowym celem jest uczynienie świata bezpieczniejszym miejscem przez eliminację "państw zbójeckich" i "terroryzmu". To bardzo rozsądne długoterminowe zamierzenie, bo czy można kiedykolwiek wiedzieć, kiedy zostanie w pełni zrealizowane? Kiedy Bush będzie wiedział, że pozbył się już wszystkich terrorystów? Kiedy już każdy pojedynczy terrorysta będzie martwy? Ale przecież terrorysta jest terrorystą, kiedy już popełni akt terroru? A co z tymi, którzy dopiero zostaną terrorystami? Przecież to są właśnie ci, których tak naprawdę chciałoby się wyeliminować, choć większość znanych terrorystów, czyli zamachowców-samobójców, eliminuje się samodzielnie.

Możliwe, że Bush planuje pozbyć się wszystkich tych, którzy mogliby w przyszłości zostać terrorystami. Prawdopodobnie nie będzie pewny, czy osiągnął ten cel, dopóki każdy fundamentalista muzułmański nie zejdzie z tego padołu. Ale przecież niektórzy pokorni muzułmanie mogą nagle stać się fundamentalistami? Może w takim wypadku bezpieczniej byłoby dla Busha pozbyć się w ogóle wszystkich muzułmanów?

To samo dzieje się na mojej ulicy. Johnson i Patel są tylko wierzchołkiem góry lodowej. Jest cała masa ludzi na tej ulicy, których nie znoszę i którzy - prawdę mówiąc - też patrzą na mnie dziwnym wzrokiem. Nikt nie będzie całkowicie bezpieczny, dopóki ich wszystkich nie zgładzę. Moja żona mówi, że za daleko się posuwam, a ja jej na to, że kieruję się tą samą logiką, co prezydent Stanów Zjednoczonych. Wtedy się zamyka.

Tak jak Bush tracę cierpliwość, a jeśli dla prezydenta Busha to wystarczający powód, to tym bardziej dla mnie. Dam ulicy dwa tygodnie, nie, powiedzmy dziesięć dni, żeby wszyscy się ujawnili i wydali wszystkich swoich sprzymierzeńców i międzyplanetarnych porywaczy, wyrzutków galaktycznych, podgwiezdnych geniuszy terroryzmu. Jeżeli nie wydadzą ich szybko i nie powiedzą "Dziękuję", zbombarduję całą ulicę i królestwo nadejdzie. To tak samo rozsądne jak to, co proponuje George. W. Bush - tylko, że w przeciwieństwie do tego, co on proponuje, moja polityka zniszczy tylko jedną uliczkę".


Przegląd Prasy

Kolejny raz przyglądamy się v-światowej międzynarodówce prasowej:

Sarmacja

Biuletyn – O nowopowstałym „Czymś” na polskim rynku państw wirtualnych, a także kilka artykułów o realnej konferencji państw wirtualnych, redaktor Leo poświęca temu zagadnieniu ilość miejsca na łamach, wartą lepszej sprawy. Temtyki sarmackiej brak, ponadto, co ciekawe, w miejscu kolejnych wynurzeń Magdy Hasse na temat seksu, mamy przedruk z Obiektywu, współpraca dziennikarska?

Obiektyw – Nudy straszliwe, periodyk ten w zatrważającym tempie zmienia się w biuletyn informacyjny ministerstwa KiS, sytuacje ratują wywiady z wybitnymi mieszkańcami Księstwa ;-).

Scholandia

Spectator – red. Bartkiewicz opisuje dyplomatyczne posunięcia Premiera Kościńskiego: „Wreszcie zaproponował otwarcie stosunków dyplomatycznych z każdym państwem, które nie jest wrogie wobec jego kraju. Ta ostatnia propozycja uchodzi za zawoalowana ofertę wobec Królestwa Scholandii, jedynego z liczących się państw wirtualnych, które nie posiada żadnych stosunków dyplomatycznych z Cyberią. Zwłaszcza ostatnie dwie propozycje księcia-premiera warte są jednak głębszej analizy: czy np. cały pomysł centrum wolności prasy nie ma służyć pani Magdzie Hasse, która, jak wiadomo, zakulisowa trzęsie całą Cyberią, z jej królową i jej premierem na czele do wywierania wpływu na rządy państw wirtualnych i z kolei zmuszania ich do tolerowania jej ekscesów na swoim terenie? Każdy odruch obronny władz takiego państwa, zmierzający np. do usunięcia pornograficznych obrazków i tekstów p. Hasse miałby teraz zostać potępiony jako prześladowanie wolności słowa. Z kolei propozycja podpisania traktatu uznaniowego pomiędzy, na przykład, Scholandią a Cyberią nie jest na dzień dzisiejszy zbyt atrakcyjna: bowiem Cyberia nie ma nic, co mogłaby nam w ewentualnej współpracy zaoferować, natomiast w jej władzach uczestniczy oficjalnie (a nieoficjalnie JEST jej władzą) osoba, która właśnie została skazana na najwyższy wymiar kary za próbę zamachu stanu w naszym państwie. Rzecz jasna, w dyplomacji nie należy używać słowa: nigdy, dlatego może kiedyś... ale do tego musiałaby się jednak trochę zmienić Cyberia, będąca tak naprawdę lista dyskusyjną pani Hasse z doczepioną do niej mapką-plamą i obrazkami domków” Skąd u redaktora Bartkiewicza taka pewność w interpretacji poczynań znanego nam, z dobrych intencji, premiera Kościńskiego? Nie wiemy. Widać Scholandzkie specsłużby działają na najwyższych obrotach.

Scholander – Zaskoczyło nas bardzo, że w Scholandii istnieje jakakolwiek prasa opozycyjna i choć Scholandrer jest czasopismem bardzo nieregularnym, to jednak prezentuje sobą na tyle dużo, ze jego obecność wypada nam zaznaczyć. Ostatni numer datowany jest 15 marca 2003 roku, znajdujemy tam bardzo dobry artykuł, który, de facto, stawia scholandzką koronę i ludzi z nią związanych, w troszkę ciemniejszym świetle. http://scholandia.xo.pl/media/scholander/scholander.htm

Cyberia

Trybuna – Wskrzeszona przez redaktor Hasse najbardziej popularna gazeta v-państw od czasów niezapomnianej Balangi jest tylko cieniem dawnej świetności. Bijąca po oczach propaganda gloryfikująca Cyberie oraz prezentowane na łamach personalne porachunki redaktor naczelnej, mogą przyprawić o mdłości, zaciekawił nas za to jeden bezsensowny artykuł: „Kumpel księcia PM Kozaneckiego ze Scholandii przez jakiś czas skutecznie udawał kobietę. Dopiero dyskusja z przebiegłym AgJ-otem naruszyła opanowanie i pewność siebie tego Zorro w czarnej masce. Przyznaję, że dopiero reakcja Pandory - niezrozumiała jak u kobiety - na moje artykuły o seksie obudziła moja czujność ale potem analiza używanych powiedzonek ostatecznie upewniły mnie co do zasadności podejrzeń. Cóż - każdy ma prawo przybrać sobie postać, jaka chce, więc i ja nie zdradzę prawdziwego imienia "Pandory". Dla znających całą sprawę mieszkańców v-świata idiotyzm tej wiadomości jest oczywisty. Humor absurdalny?


Laureaci

"Prasa musi mieć swobodę mówienia wszystkiego, by niektórzy ludzie nie mieli swobody robienia wszystkiego." Louis Terrenoire.

W poprzednim numerze "Ab Ovo" przedstawiliśmy wam, drodzy czytelnicy nominacje do dwóch nagród, nie zawiedliście nas, licznie uczestnicząc w plebiscycie, mamy głęboką nadzieję, że nie tylko w związku z atrakcyjnymi nagrodami. Panie i Panowie oto wyniki:

Laureatem nagrody imienia Andrzeja Kmicica, Sarmatą miesiąca, decyzją czytelników zostaje...

Sz. P. Wojciech Zieliński

Zwycięstwo Pana Zielińskiego jest bezsporne, aczkolwiek sporą ilość głosów uzyskał także minister Krzysztof Szymański oraz standardowo sędzia Hagakure. Pan Zieliński z całą pewnością na takie wyróżnienie zasługuję, jego praca w ministerstwie infrastruktury, aktywność w życiu społeczno-politycznym oraz inne działania wskazujące na ogromne zaangażowanie w pracy na rzecz lepszej przyszłości wszystkich Sarmatów sprawia, że z decyzji naszych czytelników jesteśmy dumni.

"Sarmata miesiąca" otrzymał 50 lt w gotówce oraz luksusowy apartament w STC.

Laureatem nagrody imienia Krzysztofa Pacyńskiego, Oszołomem miesiąca, decyzją czytelników zostaje...

Sz. P. Przemysław Rogowski

Niestety tutaj nie było zaciętej walki, Pan Rogowski zdobył wszystkie wasze głosy, co ani dziwi ani martwi, wszak Rogallo to klasa sama w sobie. Jeden z najbardziej znanych oszołomów w polskim v-świecie, jego indolencja umysłowa, poziom zdolności w kierunku logicznego rozumowania oraz wyjątkowo debilny sposób konstruowania wypowiedzi stał się wręcz przysłowiowy. Jednym słowem – klasyka. Bez takich osobników nasz półświatek był by szary i smutny.

"Oszołom miesiąca" otrzymał cegłe i porcję pysznej kaszanki z "Kaszana Forever".

metadane
autor: Damian Konieczny
opublikowano: 17 kwietnia 2003 r.
link: http://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/ao/archiv.php