Ab Ovo 11
nr 11 z dnia 2 maja 2003 roku
Spis treści:
W ramach wstępu
Niech się święci pierwszy maj! Dzień ten upłynął, oddanej wam redakcji „Ab Ovo”, pod znakiem pracy nad numerem jedenastym, oraz leczeniem środowego kaca. Oba fakty są ze sobą bardzo silnie powiązane, gdyż jakość tekstów bezpośrednio zależy od stanu umysłu redaktora naczelnego. Jeżeli ten mechanizm zacznie działać w drugą stronę, to będzie poważny problem, bo tak trzeba nazwać utratę dystansu do siebie samego. Człowiek z każdym dniem coraz bardziej zdaje sobie sprawę, że autoironia jest w życiu niezwykle przydatna. Szczególnie, gdy patrzymy na tych, którzy jej nie posiadają. Jest ich, w naszym życiu publicznym, także tym wirtualnym, całkiem sporo. Z takimi ludźmi walczy KPS, w tym szczytnym celu wspiera ją SKL, a także nasza redakcja ( niestety nie mamy takiego medialnego skrótu), jest to cel ponad ideowy, internacjonalny i z całą pewnością przyjemny w realizacji. Wyśmiewać i krytykować jest bowiem łatwo, natomiast tworzyć trudno, właśnie, dlatego my wyśmiewamy i krytykujemy zamiast pracować, tak jak nasz ulubiony poseł. Czy to dobrze? Raczej tak, niech każdy robi to co lubi, a co ważniejsze niech robi to dobrze, wtedy świat będzie wyglądał jak Scholandia. I Królestwo nadejdzie. Co znajdziesz czytelniku w numerze jedenastym? Cóż, na pewno kilka ciekawych artykułów, polecam „Sensacje” - tym razem z nutką dekadencji, tradycyjne „Fakty i Mity” oraz personalny „Felieton”, w zasadzie rekomenduje także wszystkie inne teksty w „Ab Ovo” jednocześnie zapraszając do majowej lektury.
Mirthandil
Fakty i mity
motto: "Fama crescit eundo" - Wergiliusz
Cytat tygodnia: "Optymista ogłasza, że żyjemy w najlepszym ze wszystkich możliwych światów, a pesymista obawia się, że to może być prawda." - Erich Mende.
Grube ryby naszego życia publicznego rozprawiały na temat sarmackiej legislatywy. Ta pierwsza, od niepamiętnych czasów, poważna rozmowa w Księstwie, została zapoczątkowana spotkaniem redaktora naczelnego wpływowej gazety Leoparda oraz utalentowanego graficznie posła Michała Radzkiego. Panowie doszli do wniosku, jakoby przepisywanie aktów prawnych z „reala” było, ogólnie rzecz biorąc, pójściem na łatwiznę i dowodziło mizernej pomysłowości autorów naszego prawodawstwa. Nożyce odezwały się jak zwykle szybko i z dużą dawką młodzieńczej werwy, ministrowie Łaski i Czekański, poniekąd autorzy kilku ustaw, obrali dwie różne linie obrony. Nasz ulubiony poseł zastosował metodę „na św. Piotra” i wyparł się wszystkich zarzutów, natomiast baron Czekański z rozbrajającą szczerością stwierdził, że prawnikiem nie jest, a takie ściąganie jest dużym ułatwieniem. Cóż, uczącej się jeszcze części czytelników, proponujemy przetestować rozwiązanie barona przy najbliższej klasówce lub egzaminie.
Drętwota osiągnęła apogeum. Wypadałoby napisać, że może być już tylko lepiej, ale v-życiowe doświadczenie mówi nam, że będzie jeszcze gorzej, w takich momentach przypomina się „Okiem Balangi” gdzie niemal co numer redaktor Chunk roztkliwiał się nad koszmarnymi nudami w WKRP. Chunk ponoć demonizował. Obecnie WKRP jest żądzonym twardą ręką Stalowego Wodza reliktem przeszłości. Quo vadis Sarmatia?
O czym by tutaj napisać? Hmm... Bezkrwawy Tyran Książe Piotr Mikołaj w najbliższym tygodniu rozpoczyna nowy etap w swoim życiu. Zdaje maturę. Cały naród trzyma kciuki, wszak mieć tyrana bez matury to straszny obciach, taki scholandzki Król jest już profesorem, za to jak donosi Sven Hannavald nasz Jaśnie Oświecony lepiej wygląda w koronie.
Nie mamy serca – większość nowych mieszkańców działa nam na nerwy. Tęsknimy nawet do spółki Hasse&AgJ, że o śp. redaktorze Pietrasiewczu nie wspomnę. Nasza sarmacka „młodzież” nie dość, że w gruncie rzeczy bezwartościowa ( z chlubnymi wyjątkami) to jeszcze żadnego skandalu nie jest w stanie wywołać. Tym bardziej zaskoczył nas fakt, zapodany przez samego Najbardziej Oświeconego Zaraz Po Stalowym Wodzu Maturzystę 2003 (NOZPSWM2003) - jeden z nowych mieszkańców ( Cześć jego zapomnianemu przez nas imieniu) samotnie, w pocie czoła, od podstaw zbudował miasto! Redaktor naczelny miał przyjemność oglądać strony owej turystycznej perełki, trzymają naprawdę wysoki poziom, nowy mieszkańcu, którego imienia zapomniałem – trzymaj tak dalej, a zajdziesz na sam szczyt, do Książęcego pałacu znaczy się. W charakterze gościa, żeby nie było niedomówień.
Przepowiadaliśmy!!! Zjazd Polskich Mikronacji, o którym swego czasu rozpisywała się międzynarodowa prasa, okazał się nie wart okazanego mu zainteresowania, wierząc ludowemu przysłowiu powinniśmy teraz śmiać się ostatni, nie zrobimy tego, ponieważ zwyczajnie żal nam organizatorów, każdemu może się kiedyś zdarzyć spieprzyć coś w zupełności, do końca.
Minister Łaski jak zwykle duby smalone bredził... Drogi nasz ulubiony pośle! Jako że znamy się nie od dzisiaj, mamy cichą prośbę, przed opublikowaniem swoich pomysłów wyślij je na adres redakcji, my sporządzimy z nich, w ramach dziennikarskiego ćwiczenia, notatki do najbliższych dziesięciu numerów i będziemy tylko systematycznie kopiować, okaż odrobinę serca, to bardzo ułatwi nam pracę.
W związku z nadzieją na współprace, nadmienimy tylko, że aktualne androny lansowane przez posła tysiąclecia dotyczą przymusowego oznakowania wszystkich członków partii odpowiednimi tabliczkami, natomiast osobom, które do żadnych stowarzyszeń nie należą, minister ma zamiar przypiąć łatkę „bezpartyjny” w profilu mieszkańca ( pojawił się nawet projekt graficznego symbolu bezpartyjności). Po co? Zapytasz po raz n-ty czytelniku, otóż jest to jeden z elementów pakietu gospodarczego ministra Łaskiego, oznakowanie ma ożywić gospodarkę! Śmiem twierdzić, że Pan Kołodko by tego nie wymyślił.
Być może powstanie kolejny fan klub w v-świecie tym razem na piedestał zostanie podniesiony baron Wieniek Obywatel Filip Jurzyk w swojej krótkiej charakterystyce Pani Hasse napisał – „Obrażała ( Magda Hasse – przyp. red.) najważniejszych Sarmatów w tym samego Wienka. " Na co jeden z nowych mieszkańców rzekł z zachwytem „traktuje Wienka z takim samym respektem jak Księcia i uważam wszystkie jego słowa za niemal pewne, wiec mimo woli moje zdanie na temat MH pogorszyło się znacznie.” Panowie, nie ma na co czekać, trzech to już komitet, w centrum Grodziska zbudujecie pomnik, a pod Acjo mauzoleum. Świat panegiryzmu stoi przed wami otworem...
Felieton
Michas ‘Janek Krasicki’ Winnicki
DEMASKUJĄC WROGA KLASOWEGO
W ostatnich dniach zatrzęsły się fundamenty życia każdego sarmackiego komunisty. W ostatnich dniach jeden z najbardziej wpływowych przedstawicieli sarmackiej burżuazji, Robert Czekański, postanowił zaatakować naszą Partię od środka.
Obecny Minister Kancelarii i Sprawiedliwości to postać mroczna i tajemnicza. Oficjalne statystyki rządowe podają, że jest właścicielem 9-ciu przedsiębiorstw, samolotu i ekskluzywnego samochodu. Możemy mniemać, że jest osobą niezwykle dobrze sytuowaną. Ludu pracy! Wyobraź sobie te setki likworów, wypracowanych ciężką Twą pracą, spływające na konto tego kapitalisty. Wyobraź sobie, jak podróżuje swoją awionetką rozparty w wygodnym fotelu firmy Groclin, paląc oryginalne kubańskie cygaro, utoczone pełnym udem hawańskiej robotnicy, jak patrzy na szary i zmęczony świat za oknem, samemu ciesząc się na myśl o swym dobrobycie.
Minister Czekański ma także znaczące ‘sukcesy’ na polu dekompozycji sarmackiej lewicy. Wielu z nas pamięta Socjaldemokratyczną Partię Sarmacji. Byłem i ja jej członkiem, wiedziony wskazaniami tow. Zenona „Wandy” Przepżechowicza, który zawsze powtarzał „walcz o prawa ludu tam, gdzie to możliwe”. Niestety, czas działalności w SdKS pokazał jednoznacznie, że Czekański przy wydatnym wsparciu innego przedstawiciela reżimowej burżuazji –Michała Łaskiego potrafi tylko rozmywać interesy ludowe w morzu geszefciarskich interesów. SdKS prezentowała książkowe wręcz odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne, popierając czynnie zniewolenie monarchistyczne, powstrzymując swój potencjał od prawdziwie rewolucyjnych zmian społeczno-gospodarczych i skupiając się na drobnych partykularyzmach i walkach wewnątrz rządowych, które pozostawały bez znaczenia dla sytuacji ludu pracującego. Oczywiście- został Czekański wyrzucony z rządu decyzją Księcia- ale czyż właśnie do niego nie powrócił? Czyż ten fakt- powrotu na najważniejsze obecnie stanowisko ministerialne- nie pokazuje, że jest on osobą w pełni wpasowaną w zgniły, antyspołeczny establishment?
My, członkowie i sympatycy KPS, pamiętamy także jego liczne, bezprzykładne ataki na naszą Partię. Na Partię, która każdemu z jej członków droższa jest niźli matka. Jose Saramago mawiał, że gdyby nie Portugalska Partia Komunistyczna nigdy nie wykształciłby się i nie mógłby zostać pisarzem. Taką też rolę pragnie pełnić KPS. Ale nie- dla Ministra Czekańskiego nie ma to znaczenia!!! Rząd sam się przecież wyżywi- a już właściciel 9 firm na pewno! Nie obchodzi go los bezrobotnych, głodujących, chorych! Ale czy możemy się tego spodziewać po kimś, kto z dumą nosi tytuł ‘barona’ ?
Przypomnijmy więc:
-
Słońce Narodu,Wielki Przewodnik,Wnikliwy Interpretator Towarzysz Winnicki ogłasza powstanie KPS. Pierwszą reakcją Ministra Czekańskiego jest wniosek o delegalizację. Jako podstawę wniosku przytacza on haniebne przepisy Kontstytucji RP zakazujące ludowi tworzenia partii walczących o jego interesy. Żąda zastosowania tych przepisów do realiów sarmackich. Lud Sarmacji oburzony. Potem Minister przeprasza co prawda Kniazia Pieczeni W Sosie, ale niesmak społeczny pozostaje.
Był to pierwszy moment, w którym Minister Czekański ujawnił swoje zdolności profetyczne, próbując antycypować metody i practical działania naszej Partii. -
Minister Czekański pogardliwie i ostentacyjnie pomija KPS, twierdząc, że po upadku SdKS „ w Sarmacji nie ma już żadnej partii lewicowej” . Uwagę Ukochanego Lewego Obrońcy Towarzysza Winnickiego o istnieniu i działaniu KPS skwitował krótkim „trudno przyjąć, że KPS istnieje”.
Tymczasem w dniu wczorajszym na stronach Obiektywu Sarmackiego, reżimowej gadzinówki prowadzonej przez Ministra przy wsparciu innego łżelewicowca i byłego członka junty, Michała Łaskiego, ukazała się adnotacja ‘Obiektyw-czyli jak KPS widzi świat’ wraz z wyjaśnieniem, że oto redakcja pragnie dołączyć do Rewolucji!!!
Ten fakt wywołał burzę. Przez całą noc obradował Komitet Centralny. Około godziny 4-ej sprowadzone specjalnie na tę okazję medium zasięgnęło porady Towarzyszy Mao i Lenina. Wnioski były jasne- próba sabotażu i prowokacja! W tej sytuacji decyzja mogła być tylko jedna. Komitet Centralny, mimo nacisku swego konserwatywnego skrzydła zdecydował o nie przyjmowaniu Ministra ,z powodu jego przynależności do burżuazji, zakorzenienia w strukturach monarchistycznych, wrogiej postawy w stosunku do KPS oraz stosowania prowokacji jako metody walki politycznej.
Ta decyzja wywołała nagły atak frustracji Ministra, który na łamach Obiektywu rozpowszechnia kłamstwa o rzekomym ‘wyrzuceniu’ go z partii, gdy tymczasem nigdy nie był on jej członkiem! Co więcej- po raz kolejny Minister wykazuje swój profetyzm, próbując przewidzieć stan członkowski KPS!
Towarzyszki! Towarzysze! Teraz wiecie już, jak ważna jest rewolucyjna czujność! Nie zagubmy jej!
Hyde Park
Motto: non in solo pane vivit homo
W ramach wiosennej akcji „Więcej, mocniej, Alleluja” prezentujemy aż trzy skecze legendarnej grupy komików Monty Python i ostrzegam - tak będzie, dopóki sami nie zaczniecie tworzyć! Bo jak głosi nasze motto, nie samym chlebem żyje człowiek.
MICHAŁ ANIOŁ
Michał Anioł: Dobry wieczór, Wasza Swiętobliwość.
Papież: Dobry wieczór, Michale Aniele. Chciałbym z tobą pogadać o tym twoim nowym obrazie Ostatnia Wieczerza. Nie jestem nim zachwycony.
Michał Anioł: O rany, kosztował mnie tyle pracy.
Papież: Wcale nie jestem nim zachwycony.
Michał Anioł: Nie podoba ci się galaretka. Dodaje troche koloru. Aha, chodzi o kangura?
Papież: Jakiego kangura?
Michał Anioł: Żaden problem, zamaluję go.
Papież: Nie widziałem tam żadnego kangura.
Michał Anioł: Jest z tyłu. Nie ma sprawy, zamaluję go, zrobię z niego apostoła. Zgoda?
Papież: Właśnie w tym problem.
Michał Anioł: Jaki?
Papież: Apostołowie;
Michał Anioł: Są za bardzo żydowscy? Judasza robiłem najbardziej zydowskiego.
Papież: Nie o to chodzi. Jest ich tam dwudziestu ośmiu.
Michał Anioł: No to jeszcze jeden nie zaszkodzi, zrobię go z kangura.
Papież: Nie w tym rzecz.
Michał Anioł: No to zamaluję kangura. Mowiąc szczerze, nie byłem z niego zadowolony.
Papież: Nie o to chodzi. Tam jest dwudziestu ośmiu apostołów!
Michał Anioł: Za wielu?
Papież: No jasne, że zbyt wielu!
Michał Anioł: Chciałem oddać nastrój prawdziwej ostatniej wieczerzy, nie jakiejś tam ostatniej kolacyjki, ostatniego posiłku czy finałowej przekąski. Chciałem, żeby to było, kurcze, z wykopem...
Papież: Tylko dwunastu apostołów uczestniczyło w ostatniej wieczerzy.
Michał Anioł: Może niektórzy przyszli z...
Papież: Tylko dwunastu w sumie.
Michał Anioł: Może wpadli ich przyjaciele?
Papież: Posłuchaj. Tylko dwunastu apostołów i Pan uczestniczyło w Ostatniej Wieczerzy. W Biblii wyraźnie jest to napisane.
Michał Anioł: Żadnych przyjaciół?
Papież: Żadnych
Michał Anioł: Kelnerzy?
Papież: Nie.
Michał Anioł: Kabaret!
Papiez: Nie!
Michal Aniol: Lubię sceny z dużym rozmachem. Mogę kilku zamalować, ale...
Papiez: Było tylko dwunastu apostołów.
Michal Aniol: Mam! Mam. Nazwiemy obraz Przedostatnia Wieczerza.
Papiez: Co?
Michal Aniol: Musiała być i taka. Skoro była ostatnia, musiała być i przedostatnia. Tak więc to będzie ta przednajwiększa wieczerza. Biblia chyba nic nie mówi, ilu ludzi tam było, prawda?
Papiez: Nie, ale...
Michal Aniol: Właśnie!
Papiez: Słuchaj, Ostatnia Wieczerza to ważne wydarzenie w historii naszego Pana, a przednajwiększa taka nie była. Nawet jeśli był na niej zaklinacz węży i zespół rockandrollowy. Zamówiłem u ciebie Ostatnią Wieczerzę. Z dwunastoma apostołami i jednym Chrystusem.
Michal Aniol: Jednym???
Papiez: Tak. Jednym. Co cię opetało, że namalowałeś tam aż trzech Chrystusów?
Michal Aniol: Robi wrażenie, koleś.
Papiez: Wrażenie?
Michal Aniol: Jasne! Wspaniale wygląda! Jeden gruby idealnie równoważy dwóch szczupłych.
Papiez: Był tylko jeden Odkupiciel!
Michal Aniol: Wiem o tym. Wszyscy wiemy, ale co z moją licencją artysty ?
Papiez: Chcę jednego Mesjasza!
Michal Aniol: Powiem ci, czego ty chcesz, koleś. Chcesz jakiegoś cholernego fotografa, ot co! Ja jestem artystą, do ciężkiej cholery!
Papiez: Zaraz ci powiem, czego chcę. Chcę Ostatniej Wieczerzy z jednym Chrystusem, dwunastoma apostołami, bez kangurów, bez numerów na trampolinie, do południa w czwartek, albo ci nie zapłacę!
Michal Aniol: Cholerny faszysta!
Papiez: Jestem cholernym Papieżem. I może nie znam się na sztuce, ale wiem co lubię!
HITLER
Pensjonat w Polnocnym Minehead. Do pokoju, gdzie siedza w mundurach Hitler, Himmler i Ribbentrop, Gospodyni wprowadza panstwa Johnsonow. Niemcy udaja angielskich turystow. Na stole lezy mapa.
HITLER (John Cleese): Dzien ladny... dzien dobry.
GOSPODYNI (Terry Jones): Szykuje sie pan do wycieczki, panie Hilter?
HITLER: Ja! Ja! Przygotowujemy mala... Was ist ruckweise bewegen?
RIBBENTROP (Graham Chapman): Wyprawka.
HIMMLER (Michael Palin): Wedrowka.
HITLER: Przygotowujemy mala wedrowke do Bideford.
JOHNSON (Eric Idle): (pochyla sie nad mapa) Najlepiej trasa A-39... Ma pan zla mape. To Stalingrad. Lepsza bylaby mapa okolic Barnsaple.
HITLER: Ach, Hein... Reginald, masz zla mape, ty glupi krykieciarski Angolu.
HIMMLER: Przepraszam, mein Furher... mein Dickie, stary druhu.
GOSPODYNI: Dobrze, ze pan Johnson to zauwazyl. Marny ubaw mielibyscie panowie w Stalingradzie, prawda?
(zapada kamienna cisza)
Powiedzialam, ze marny ubaw mielibyscie w Stalingradzie, prawda?
HITLER: Marny ubaw, owszem.
GOSPODYNI: Przepraszam, nie przedstawilam panow. To Ron Vibbentrop.
JOHNSON: (zartem) Chyba nie Von Ribbentrop?
RIBBENTROP: Nein! Nein! To jakis inny facio. Ja w Somerset sie urodzil. Ribbentrop urodzil sie przy Gotterammerstrasse 46 w Dusseldorfie... Tak mowia.
GOSPODYNI: Ten cichy pan to pan Bimmler. Henrich Bimmler.
HIMMLER: Jak sie masz szefie. Nie pochodze z Minehead. Ja sie urodzilem w Petersborough w Lincolnshire i spedzilem tam cala wojne, bo mialem paskudne, ropiejace wrzody i nie moglem wychodzic, grac w pilke ani pojechac do Norymbergi. Jestem emerytowanym czyscicielem okien i pacyfista, nie popelnilem zadnych zbrodni wojennych... (Hitler patrzy z aprobata na Himmlera i kiwa glowa) Ciesze sie, ze Anglia zdobyla Puchar, jem duzo frytek z rybami i ciasteczek z Piccadilly. Wiesz, stary, bylem szefem gestapo przez dziesiec lat!
(Hitler traca go w bok) Piec lat! (Hitler traca go znowu, mocniej) Nein, nein, ja wcale nie bylem szefem gestapo. Zartowalem.
GOSPODYNI: Jaki pan zabawny, panie Bimmler. (dzwoni telefon) Przepraszam, musze odebrac.
JOHNSON: Na jak dlugo zatrzymal sie pan tutaj, panie Hilter? Na dwa tygodnie?
HITLER: (wstaje ) Po co pan pyta? Jest pan szpiegiem?! (wyciaga pistolet) Pod sciane, brytyjska swinio, zaraz umrzesz!
(Himmler i Ribbentrop uspokajaja go.)
HIMMLER: Spokojnie, Dickie, stary druhu.
RIBBENTROP: Prosze mu wybaczyc, jest troche nerwowy. Nie zmruzyl oka od 1945.
GOSPODYNI: Telefon do pana, panie Hilter, dzwoni ten mily pan McGoering. Podobno wie, gdzie mozna wynajmowac bombowce na godziny.
RIBBENTROP: Wynajmowac bombowce na godziny! Lubi zarty, ten Szkot. Stary, poczciwy Norman.
GOSPODYNI: Calymi dnami wisi na telefonie.
JOHNSON: Prowadzi interes?
HIMMLER: Juz wkrotce.
GOSPODYNI: Czwartek to jego wielki dzień. Planowali to od miesięcy.
JOHNSON: Co?
GOSPODYNI: Wybory uzupelniajace w Polnocnym Minehead. Pan Hilter jest kandydatem Narodowych Szambolistow, ma dla Minehead wspaniale plany.
JOHNSON: Jakie?
GOSPODYNI: Na poczatek chce zając Polske.
JOHNSON: To konserwatywna partia, jak sądze?
ZAKŁAD POGRZEBOWY
Facet wchodzi do zakladu pogrzebowego.
Facet: Dzien dobry.
Trumniarz: Czym moge sluzyc ?
Facet: Moglby mi pan pomoc? Moja matka wlasnie umarla.
Trumniarz: Oczywiscie, przeciez zajmujemy sie sztywniakami.
Facet: Co?
Trumniarz: Mozemy zrobic trzy rzeczy: spalic ja, pogrzebac albo wyrzucic.
Facet: Wyrzucic?
Trumniarz: Do Tamizy.
Facet: Co?
Trumniarz: Lubil ja pan?
Facet: Tak.
Trumniarz: W takim razie jej nie wyrzucimy. Co pan woli- pogrzebac ja czy spalic?
Facet: A co pan poleca?
Trumniarz: Oba sposoby sa paskudne. Jesli ja spalimy, ogarna ja plomienie i zacznie skwierczec, co moze ja troche przerazic, jesli nie jest calkiem martwa. Ale to szybki sposob. Dostanie pan garsc popiolu i bedzie udawal, ze to jej prochy. A jesli ja pogrzebiemy, zaczna ja zjadac paskudne robaki. I jak powiedzialem, moze ja to przerazic, jesli nie jest calkiem martwa.
Facet: Rozumiem. Ale ona ma pewno nie zyje.
Trumniarz: Gdzie ja pan ma?
Facet: W worku.
Trumniarz: Moge zerknac? (zaglada) Mlodo wyglada.
Facet: Tak, umarla mlodo.
Trumniarz: (do pomocnika) Fred!
Fred: Tak?
Trumniarz: Chyba mamy cos do zarcia!
Facet: Co takiego? Proponuje pan zjesc moja matke?
Trumniarz: Tak. Ale nie na surowo.
Facet: Co?
Trumniarz: Zrobimy z niej pieczen ze frytkami, brokulami i sosem chrzanowym.
Facet: Wlasciwie to jestem troche glodny.
Trumniarz: Swietnie!
Facet: Z pasternakiem?
Trumniarz: Fred, skocz po pasternak!
Facet: Wie pan, mam jednak opory.
Trumniarz: Cos panu powiem. Zjemy ja, a jesli pan potem bedzie mial poczucie winy, wykopiemy grob, a pan do niego zwymiotuje.
Skecze z cyklu "Latający Cyrk Monty Pythona"
Sensacje
Sensacje Dreamlandzkiej Historii
W OBJĘCIACH MORFEUSZA
Sven Hannawald przeciągnął się w śnieżnobiałej pościeli. Był ranek, a zapach świeżej kawy roznosił się po Bertechsgaden jak SARS po Hongkongu. Za oknami promienie kwietniowego słońca oświetlały willę, w której Heinrich Himmler zwykł mieszkać w czasie swych wakacyjnych pobytów w tej uroczej miejscowości. Ale to było dawno temu.
Sven był tu kilkukrotnie- za każdym razem ze swoim aktualnym kochankiem i mimo, że związki te rozpadały się jeden za drugim wciąż wierzył, że tym razem będzie inaczej. Że któryś kolejny partner zabrany do Bertechsgaden zostanie z nim już na zawsze.
Morfeusza poznał w czasie pobytu w Scholandii w związku z pokazowymi zawodami. Pamiętał, że było to na przyjęciu u króla Armina. Król był znakomitym partnerem do dyskusji o Nietschem, którego Sven podziwiał, gawędzili także o muzyce Wagnera i bajecznej technice Olivera Bierhoffa. Morfeusz w skromnym, niepozornym, inkrustowanym brylantami płaszczu z przedniego jedwabiu stał z rogu salonu z kolorowym drinkiem i nieśmiałym spojrzeniem omiatał salę.
Kiedy zaczęli rozmawiać już po dwóch minutach Sven wiedział, że spotkał miłość swego życia. Jeszcze tego wieczoru kochali się namiętnie i zapamiętale na wielkim łożu w Hotelu „Jeździec” w Scholopolis.
Jednak teraz coś było nie tak. Morfeusz zniknął poprzedniego wieczora i nie dawał znaku życia. Jego telefon komórkowy milczał. Sven zaczął się niepokoić.
Nagle zobaczył kartkę. Leżała niewinnie na skraju kuchennego stołu. Niewielki, złożony wpół kawałek zadrukowanego w kratkę papieru.
Sven podszedł i wziął bilecik do rąk. Czuł, że być może nie powinien tego robić, ale niepokój o losy ukochanego był silniejszy. Kiedy przeczytał tekst w oczach stanęły mu łzy, a świat zakończył się dlań w jednej chwili.
ODCHODZĘ. LASKI MI NIE ROBISZ. NIEGDYŚ TWÓJ- MORFI
Michas ‘Janek Krasicki’ Winnicki
Przegląd prasy
Przegląd Prasy nikogo już nie dziwi, gdy nic się w v-świecie nie dzieje, my, redaktorzy prasy zależnej i niezależnej lubimy taplać się we własnym błotku.
Sarmacja
Biuletyn – Jest o Sarmacji! To pierwszy, radosny, okrzyk jaki ciśnie się na usta po lekturze nowej odsłony Biuletynu, redaktor Leo zwraca uwagę na bezrobocie, jest mu najwyraźniej przykro, że lud (nie)pracujący olał jego prośby dotyczące artykułu na ten temat, jako że wielokrotnie zdarzyło nam się namawiać Sarmatów do wyrażenia swoich uczuć poprzez słowo pisane, nie dziwi nas brak odzewu. Inna sprawa, że i dla nas problem bezrobocia jest, jak to określił red. nacz. Biuletynu „wydumany”. W zasadzie do bieżącego numeru miał powstać felieton na ten temat, ale autor zawalił termin, w związku z czym, sam coś napiszę, prawdopodobnie będzie to forma beletrystyczna, w okolicach numeru dwunastego możecie spodziewać się moich wypocin.
Obiektyw – Prawie nic nowego, o prawie możecie próbować przeczytać w felietonie, nic macie napisane tutaj.
Scholandia
Spectator – Być może niektórych to zdziwi, ale pisanie o tym, co tym razem redaktor Bartkiewicz spłodził na temat Sarmacji, na dłuższą metę staje się nudne, aby odwlec ten moment jak najdalej w przyszłość, w tym tygodniu robimy sobie przerwę. Co nie znaczy, że w Spectatorze nie ma nieuzasadnionej krytyki pod adresem Księstwa. Panu Bartkiewiczowi natomiast proponujemy kolejne tematy do działu zagranicznego:
- Poseł Łaski i jego radosna twórczość.
- Protesty bezrobotnych w Grodzisku
- Sarmacka Partia Komunistyczna, czyli o totalitarnych metodach działania słów kilka.
- Książe jest nagi! Rozprawka na temat tytułów naukowych monarchów państw zaprzyjaźnionych.
Scholander – Ładna szata graficzna i ucieczki do kultury smutne efekty.
Zaświaty
Pomyśleliśmy, że można by przedstawić szerszemu gronu czytelników, zapomniane i martwe tytuły prasowe, jest to także dobre miejsce do umieszczania wrogo do nas nastawionej, żyjącej jeszcze, konkurencji.
Balanga – Na pierwszy ogień, prawdziwy hit, gazeta, której niepowtarzalny styl, bogactwo formy oraz treści stały się wyznacznikiem jakości periodyku o tematyce v-państwowej. Lekturę archiwum polecamy każdemu żądnemu rozrywki i wiedzy historycznej mieszkańcowi Księstwa, a także przyszłym redaktorom, ku nauce i przestrodze. Mocne wrażenia gwarantowane.
http://www.balanga.gazeta.prv.pl
metadane
autor: Damian Konieczny
opublikowano: 2 maja 2003 r.
link: http://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/ao/archiv.php