Ab Ovo 10

nr 10 z dnia 25 kwietnia 2003 roku

Spis treści:


W ramach wstępu

Drodzy czytelnicy, dziesiąty numer „Ab Ovo” jest do waszej dyspozycji, niestety, powoli staje się normą duży poślizg w terminie wydawniczym naszego periodyku, wyciągamy z tego wnioski. Gdy wroga nie da się pokonać, trzeba go pokochać, tę ludową maksymę postanowiliśmy wykorzystać, aby w jakikolwiek sposób wytłumaczyć się przed wami zmianę, szumnie nazywanego „terminem wydawniczym” dnia, w którym nowy numer „Ab Ovo” zostaje oddany do użytku. Kandydatur jest siedem, rezultaty wewnątrzredakcyjnego plebiscytu zostaną ogłoszone wraz z nadejściem odpowiedniej chwili. To jedyna zła (?) wiadomość w numerze, po za tym sama rozkosz, przede wszystkim na pokładzie witamy jedną z najbardziej interesujących postaci życia publicznego w Księstwie Sarmacji, niedoszłego posła ( dwa razy!) Michała Winnickiego, z nadzieją patrzymy na jego, pełne obawy o przyszłość ludu pracującego, oblicze, liczymy na owocną współpracę, nadmienię tylko, ze zawsze chciałem mieć zastępcę - vice redaktora naczelnego, który robiłby mi kawę i przynosił nowy numer Biuletynu. Cóż, rozmarzyłem się, co nie powinno dziwić, wszak mamy numer dziesiąty, jak by na to nie patrzeć jubileuszowy, jeżeli chodzi o jego treść, to nie spodziewajcie się rewolucji, zawiesiłem na tydzień nasz stały cykl „w osiem tygodni”, w ramach rekompensaty możecie poczytać pierwszą część, trwałej, mam nadzieje rubryki, pod wieloznacznym tytułem „Sensacje sarmackiej historii”, jest to absolutne novum, o którym nie wie nawet sam autor. Po za tym tradycyjne Fakty i mity, do końca opanowany przez komików rodem z Monty Pythona Hyde Park, nieco złośliwy Przegląd Prasy oraz jubileuszowe klika słów „O nas”, nie mogę także nie wspomnieć o wywiadzie, tym razem z lekkim przymrużeniem oka. To by było na tyle, czas już zaprosić was do lektury, co niniejszym czynię. Strzeżcie się, kolejny numer jest już bliski, a wraz z nim królestwo nadejdzie.

Mirthandil


Fakty i mity

motto: "Fama crescit eundo" - Wergiliusz

Cytat tygodnia: "Ludzie nie są gorsi niż dawniej, tylko sprawozdawczość na temat ich poczynań jest obecnie dokładniejsza." - John Priestley.


Na okres świąt, zza światów, przybył do Księstwa ideologiczny przywódca Martwych Dusz, kombatant walk narodowowyzwoleńczych, niestrudzony apostoł wolnej myśli - baron Chunk, we własnej, zapomnianej nieco osobie. Niestety, walcząc, tym razem o lepszy byt w realnym życiu, nie jest wstanie wrócić do nas na dłużej. Zawsze jednak pozostanie symbolem buntu przeciwko absurdom wirtualnej rzeczywistości oraz wzorem do naśladowania dla wszystkich bojowników o dystans, dobrą zabawę i poczucie humoru na wysokim poziomie. Idealizacja wizerunku redaktora Balangi sprawia, ze pominiemy jego, raczej mało aktualne wynurzenia kulturalno-polityczne.


W kinie ITIGE dane nam było zobaczyć kolejną część filmu Xiao Xiao, o wieloznacznym podtytule Mutilator II, mimo zawarcia licznych motywów literackich ( wędrówka bohatera – topos sokoła) i filmowych ( motyw pościgu), wielu nawiązań biblijnych ( Upadek Xiao jako alegoria drogi krzyżowej) a także wiele elementów charakterystycznych dla współczesnego amerykańskiego kina moralnego niepokoju ( metaforyczna krytyka tak zwanego wyścigu szczurów, obrazowe ukazanie ciężkiej drogi ludzkiego żywota) druga część nie zachwyciła, przede wszystkim ze względu na swoją długość, film jest zdecydowanie za krótki, co utrudniło reżyserowi dogłębne spenetrowanie poruszanych problemów natury egzystencjalnej, ponadto musimy przyznać że brakuje pewnej świeżości części pierwszej, ileż filmów można nakręcić na podstawie oklepanego motywu walki jednostki z systemem? Naturalnie, jak zwykle pseudointeligentni krytycy zadręczają nas licznymi odwołaniami do współczesnej sytuacji polityczno-gospodarczej, wśród wielu interpretacji największe uznanie zyskuje tak zwana koncepcja „Łaski bis” jej wyznawcy, udowadniają w wielu rozprawach naukowych, ze uciekający Xiao to nic innego jak sarmacka gospodarka, natomiast system jest obrazowym przedstawieniem Ministra Łaskiego, usiłującego na wiele sposobów wpędzić gospodarkę ( Xiao) do grobu. Proponujemy uważną analizę filmu pod tym kątem, wyniki mogą okazać się interesujące.


Nowy poseł Pan Michał Radzki, ma spory talent oratorski, w związku z mocno już nieaktualną sprawą kredytów ( Książe wziął byka za rogi) wystosował do narodu, a raczej do prawdziwych Sarmatów apel, przepełniony duchem szeroko rozumianego sarmatyzmu, ze swojej strony ubolewamy, że jako kandydat Pan Michał Radzki swojego talentu nie wykorzystał... Kampania zyskałaby na atrakcyjności.


Pierwszi akt sarmackiego terroryzmu, odbył się, niestety (?), bez udziału Fundacji Adam, nowoprzybyły mieszkaniec, domorosły haker, tymi słowami poprosił o wypisanie:

(...) „LUDZIE NIE SMIECCIE WIECEJ NA MOJEJ SKRZYNCE !!!!
JAK DO JUTRA NIE WYPISZECIE MNIE Z TEJ LISTY DO ZASYPIE WAS MILIONEM WIADOMOSCI I NIKT NIE RUSZY JUZ SIE N ATEJ LISCIE !!!!
MOWIE POWAZNIE... OTO przykladowy fragment kodu jaki moge wykorzystac” (...)

Następnie kulturalnie poprosił:

(...) „Jezeli nie jestesci w stanie spelnic tego zadania to niech nikt nic nie pisze do czasu az administrator nie usunie mojego maila z tej gownianej listy!!!!” (...)

Działania rządu były szybkie i zdecydowane, w ramach kary (?), mieszkaniec został wykreślony z listy! To go z całą pewnością nauczy, żeby nigdy więcej nas nie straszyć.


Jaśnie Oświecony, despotycznie nam panujący Książe Piotr Mikołaj ogłosił w ramach czynu kwietniowego powszechną zbiórkę środków na naszą nową domenę, zgodnie z życzeniem samych darczyńców będzie to „.org”, popieramy z całej zaprzedanej diabłu duszy i śpieszymy do banku wspomóc inwestycję skromną kwotą. A Ty czytelniku, czy już wpłaciłeś?


Nowi mieszkańcy, mimo, nie będziemy tutaj ukrywać, pewnych braków, ostro zabrali się do roboty, szkoda ze zapał nie idzie w parze ani ze zrozumieniem pewnych reguł, które w Sarmacji istnieją ani tym bardziej zdroworozsądkowymi poglądami. Owocami takiego stanu rzeczy są dziesiątki bezwartościowych listów, w kiepskim stylu, a także, co ciekawe partie polityczne.


Pierwszą z nowych partii, przez nas opisanych będzie Venom Team. Strony www całkiem niezłe, to tyle jeżeli chodzi o plusy. Niestety, mimo iż tak jak wszystkim Sarmatom zależy nam na świeżej krwi, musimy przejść do strony merytorycznej, statut rozbawił nas do tego stopnia ze opublikujemy go na łamach:

  1. Przewodniczącym partii jest Vitaly "Avistak" Pietrakovskiy, a swój urząd pełni do czasu najbliższych wyborów, czyli do momentu gdy Venom Team liczyć będzie dziesięć osob.
  2. Venom Team nie jest partią prawicową ani też lewicową, choć jeśli statut taki byłby konieczny opowiedzielibyśmy się za stroną lewicową.
  3. Partia uznaje Księcia Sarmacji, choć jeśli będzie miała inne zdanie niż on, na pewno zawiadomi go o tym.
  4. Decyzje podejmowane są wspólne, jednak przewodniczący może każdą z nich zawetować.
  5. W niedalekiej przyszłości VT ma zamiar brać udział w dalszym tworzeniu prawa Sarmacji.
  6. Członkiem Venom Team może zostać każdy mieszkaniec Księstwa Sarmacji, byleby nie należał do żadnej innej partii lub instytucji rządowej.
  7. Wszelkie kłótnie i "podkopy" wśród członków partii karane będą natychmiastowo. Losy tych delikwentów należeć będą do Rady Nadzorczej, która składać się będzie z trzech, wyznaczonych przez przewodniczącego osób najbardziej zaangażowanych w dalszy rozwój partii.

Wbrew pozorom mamy dobre serce i dlatego oszczędzimy komentarza.


Partia Zjednoczonych Sarmatów (sic!) wszystkie swoje dążenia opiera na jednej idei, związanej zresztą bezpośrednio z flagą stronnictwa. Trzeba przyznać, że jak na wirtualne warunki dość oryginalnej, jak czytamy w statucie celem PSZ jest „stworzenie Unii Mikronacji Polskich za pośrednictwem Księcia Piotra Mikołaja; miałaby ona skupiać polskie państwa wirtualne.” Tutaj także poskąpimy komentarza, niech chłopcy pracują, może coś się z tego urodzi ( nowy oszołom? Poseł Łaski dwa? Następca tronu? ).


Hyde Park

motto: non in solo pane vivit homo

Prezentujemy kolejny skecz z cyklu "Latający Cyrk Monty Pythona" ( oraz akcent wielkanocny, jak na sarmacką gazete przystało) wychodząc z założenia, ze skoro, Wy, znaczy się, Sarmaci, nie chcecie się realizować artystycznie, to przynajmniej damy wam możliwość lektury humoru na najwyższym światowym poziomie

Występują:
Chętny do kłótni - Michael Palin
Urzędnik 1 od obraz - Graham Chapman
Urzednik 2 od kłótni - John Cleese
Urzędnik 3 od narzekania - Eric Idle
Urzędnik 4 od walenia młotkiem - Terry Jones
Inspektor Lis - Graham Chapman
Inspektor Gazela - Eric Idle

SEKRETARKA : Słucham pana?
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Chciałbym się pokłócić.
SEKRETARKA : Doskonale. Był pan już u nas?
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Nie, jestem tu pierwszy raz.
SEKRETARKA : Interesuje pana jedna pełna kłótnia, czy cały kurs?
CHĘTNY DO KŁÓTNI : A ile by to kosztowało?
SEKRETARKA : Pięciominutowa kłótnia kosztuje jednego funta, a kurs dziesięciu kłótni - tylko 8 funtów.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Na początek spróbuję i zobaczę co z tego wyniknie.
SEKRETARKA : Świetnie. Zobaczę kto jest wolny. Na przykład pan Bakey, ale on bywa zbyt pojednawczy. Proszę spróbować z panem Barnardem - pokój 12.
(Chętny do kłótni idzie pod wskazany pokój i wchodzi. W środku za biurkiem siedzi Urzędnik 1)
URZĘDNIK 1 : Czego pan chce?!
CHĘTNY DO KŁÓTNI : (Nieco zdezorientowany.) Powiedziano mi...
URZĘDNIK 1 : Nie pieprz głupot ty zasmarkana kupo papuzich odchodów!
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Co?!
URZĘDNIK 1 : Zamknij ten świński ryj ćwoku jeden. Rzygam na twój widok ty tępy, parchaty, zasyfiony pedale!
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Przyszedłem tu na kłótnię!
URZĘDNIK 1 : Przepraszam! Tu Wydział Obrazy.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : (Uspokaja się.) Rozumiem, to wszystko tłumaczy.
URZĘDNIK 1 : Pan do pokoju 12A, tuż obok.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Rozumiem, dziękuję.
URZĘDNIK 1 : Nie ma za co. (Chętny do kłótni wychodzi.) Głupi buc...
CHĘTNY DO KŁÓTNI : (Wchodzi do pokoju 12A.) Czy to właściwy pokój na kłótnię?
URZĘDNIK 2 : Już panu mówiłem.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Wcale nie.
URZĘDNIK 2 : Ależ tak.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Kiedy?
URZĘDNIK 2 : Właśnie teraz.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Wcale nie!
URZĘDNIK 2 : Ależ tak. (Chwilkę jeszcze trwa taka wymiana zdań.) Chce się pan kłócić przez pięć minut, czy pół godziny?
CHĘTNY DO KŁÓTNI : (Uspokojony.) Tylko przez pięć minut.
URZĘDNIK 2 : Świetnie. (Chętny do kłótni siada.) Jednak mówiłem.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Na pewno nie.
URZĘDNIK 2 : Wyjaśnijmy to sobie. Absolutnie na pewno mówiłem.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Nie.
URZĘDNIK 2 : Ależ tak.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Ależ to żadna kłótnia!
URZĘDNIK 2 : Właśnie że tak.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Nie! To tylko zaprzeczanie!
URZĘDNIK 2 : Wcale nie.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Ależ tak! Pan mi właśnie zaprzeczył!
URZĘDNIK 2 : Wcale nie.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Zaprzeczył pan! Zrobił pan to!
URZĘDNIK 2 : Nonsens.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Bez sensu.
URZĘDNIK 2 : Wcale nie.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Przyszedłem tu na kłótnię!
URZĘDNIK 2 : Otóż nie. Przyszedł się pan kłócić.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Kłótnia to nie tylko zaprzeczanie.
URZĘDNIK 2 : Ale może być.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Wcale nie. Kłótnia to powiązana sekwencja stwierdzeń prowadząca do konkretnej propozycji.
URZĘDNIK 2 : Wcale nie.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Ależ tak! A nie samo zaprzeczanie.
URZĘDNIK 2 : Jeśli się z panem kłócę, muszę zająć przeciwne stanowisko.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Nie może pan tylko powtarzać "wcale nie".
URZĘDNIK 2 : Ależ tak.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : (Nieco już podekscytowany.) Kłótnia to proces intelektualny, a zaprzeczanie to automatyczne przeciwstawianie się temu, co powie druga osoba.
URZĘDNIK 2 : Otóż nie.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Właśnie, że tak.
URZĘDNIK 2 : (Dzwoni dzwonkiem leżącym na biurku.) Dziękuję, do widzenia.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Co?
URZĘDNIK 2 : To wszystko, do widzenia.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Właśnie zaczęło być interesująco!
URZĘDNIK 2 : Czas minął.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Nie upłynęło jeszcze pięć minut!
URZĘDNIK 2 : Niestety.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : (Tchnięty nagłą myślą i dziwną nadzieją.) Wcale nie!
URZĘDNIK 2 : Przykro mi, ale nie mogę się dalej kłócić.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Co?
URZĘDNIK 2 : Jeśli chce się pan dalej kłócić, musi pan zapłacić za następne pięć minut.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Nie upłynęło jeszcze pięć minut.
(Urzędnik 2 milczy.)
CHĘTNY DO KŁÓTNI : To absurdalne.
URZĘDNIK 2 : Przykro mi, ale nie będę się kłócił, póki pan nie zapłaci.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : No dobra. (Daje funta.) No więc?
URZĘDNIK 2 : Co "no więc?".
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Nie upłynęło jeszcze pięć minut.
URZĘDNIK 2 : Nie będę się kłócił, póki pan nie zapłaci.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Właśnie zapłaciłem!
URZĘDNIK 2 : Wcale nie.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Ależ tak, nie będziemy się o to kłócić!
URZĘDNIK 2 : Przykro, ale nie zapłacił pan.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Skoro nie zapłaciłem, czemu się pan kłóci? Mam pana!
URZĘDNIK 2 : Wcale nie.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Ależ tak, skoro się pan kłóci, musiałem zapłacić.
URZĘDNIK 2 : Niekoniecznie. Mogę się kłócić w wolnych chwilach.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Mam już tego dosyć. (Wstaje i idzie w kierunku drzwi.)
URZĘDNIK 2 : Jeszcze nie.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Zamknij się. (Wychodzi i wchodzi do kolejnego pokoju.) Chcę się poskarżyć.
URZĘDNIK 3 : Pan chce mi tu narzekać? Spójrz pan na moje buty! Noszę je zaledwie trzy tygodnie, a obcasy już odpadają. To i tak nic nie da, więc daj se pan siana. Mnie krzyże bolą, ale... (Chętny do kłótni wychodzi i wchodzi do następnego pokoju.)
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Chcę się poskarżyć. (Zostaje uderzony młotkiem w głowę.) Aaa!
URZĘDNIK 4 : Źle. Złap się pan za łeb, a potem krzycz.
(Pokazuje.) Spróbujmy... (Uderza Chętnego do kłótni młotkiem w głowę.)
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Aaauu!
URZĘDNIK 4 : Znacznie lepiej, ręce tutaj. (Uderza.)
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Aaauuu!!
URZĘDNIK 4 : O to właśnie chodzi! Doskonale! (Znów zamierza uderzyć.)
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Przestań mnie bić!
URZĘDNIK 4 : Co?
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Dość tego bicia!
URZĘDNIK 4 : (Wyraźnie zdziwiony.) Mam pan nie bić? To po co pan przyszedł?
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Poskarżyć się.
URZĘDNIK 4 : Drzwi obok. Ja tu udzielam lekcji bicia po głowie.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Co za kretyństwo.
INSPEKTOR LIS : Dość tego. Panowie pozwolą, że się przedstawię. Inspektor Lis z Policji Rozrywkowej, Wydział Komedii, specjalna lotna brygada.
CHĘTNY DO KŁÓTNI i URZĘDNIK 4 : Latający Lis z Yardu?
INSPEKTOR LIS : Zamknij się. (Wali pałką po głowie Chętnego do kłótni.) Teraz ty. (Teraz Inspektor Lis wali Urzędnika 4. Ten w odpowiedzi na cios chwyta się za głowę i krzyczy wniebogłosy.) Jest dobry! Mógłby się pan od niego uczyć. No kochaniutcy, wpadliście.
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Jak to?
INSPEKTOR LIS : Wykroczenie z paragrafu 21 - "Popełnienie dziwacznego skeczu".
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Czego?
INSPEKTOR LIS : Obydwaj rozmyślnie wzięliście udział w dziwacznym skeczu, to jest wicu, numerze albo humorystycznym wygłupie natury niekonwencjonalnej z zamiarem wywołania totalnego wodogłowia u telewidzów. (Obraca się do kamery.) Dobry wieczór państwu.
URZĘDNIK 4 : (Bawi się wciąż trzymanym w ręku młotkiem.) Ma rację...
INSPEKTOR LIS : Teraz ty. (Wali pałką Chętnego do kłótni.)
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Aaaa! (Chwyta się jednocześnie za głowę.)
INSPEKTOR LIS : Fantastycznie. Idziemy na posterunek.
INSPEKTOR GAZELA : (Wchodzi do pokoju.) Wolnego. Teraz ja się przedstawię. Inspektor Gazela z Programu Policyjnego. Dział Lekkiej Rozrywki, specjalna lotna brygada.
INSPEKTOR LIS : Latająca Gazela z Yardu?
INSPEKTOR GAZELA : Zamknij się. (Uderza pałką Inspektora Lisa w głowę.)
INSPEKTOR LIS : Aaaaa! (Łapie się za głowę.)
URZĘDNIK 4 : Jest dobry!
INSPEKTOR GAZELA : Zamknij się. (Uderza pałką Urzędnika 4, któremu nie udaje się jednak dobrze wrzasnąć.)
CHĘTNY DO KŁÓTNI : Fatalnie! (Sam zostaje uderzony.) Aaauuu!
INSPEKTOR GAZELA : Dobrze! Aresztuję cały program pod trzema zarzutami. Raz: Okazywanie zażenowania, to jest pogwałcenie zasady "Nie na oczach dzieci", Dwa: powtarzanie "taki lub owaki z Yardu" ilekroć pojawia się gliniarz, Trzy: największe przewinienie, czyli pogwałcenie zasady "Nie wolno kończyć skeczu bez prawidłowej pointy". Ponadto każdy cholerny skecz kończy się wejściem policjanta, który... chwileczkę...
URZĘDNIK 2 : (Wchodzi do pokoju.) Stać!
INSPEKTOR GAZELA : Całkiem słusznie... (Wchodzi kolejny policjant.)


Sensacje sarmackiej historii*

* Tytuł roboczy, z cyklu "o ile autor nie zadecyduje inaczej w następnej odsłonie"

NIECH ZABŁYŚNIE TYSIĄC INTELEKTÓW!

Czym byłby sarmacki komunizm bez Zenona „Wandy” Przopszeżechowicza?

Niczym.

Historia Komunistycznej Partii Sarmacji rozpoczęła się w czerwcowy poranek w 1919 roku,na małej wioseczce w pobliżu Grodziska. Baron Włodzimierz Wieńsko,członek sławetnego klanu Wieńsków ,zasobnego w ministrów, baronów i innych wyzyskiwaczy ludu pracy,kalnu,w którym mężczyzna musi mieć imię zaczynające się na ‘W’ zaspał. Robił to zresztą prawie zawsze. W końcu na jego majątek pracowali fornale, chłopi i last but not least podczaszy Zenio. Nagle zadzwonił telefon.

Podczaszy Zenio,który wszedł właśnie do salonu Pana,by uzupełnić braki w zakresie alkoholu w karafkach na stole, zawahał się,czy odebrać.Ale Pan spał nadal, Zenio postanowił więc odebrać. „W końcu to może być Sędzia, Premier,albo ktoś równie ważny,a jeśli nie odbierzemy tak istotnej wiadomości,Pan przegoni nas po okolicznych polach chlastając pejczem,jak zazwyczaj”. Zatem Zenio odebrał. Ta decyzja zaważyła na dalszej historii Sarmacji.

Dzwoniącym był bowiem nie kto inny jak Włodzimierz Iljicz Lenin. Twórca pierwszej ojczyzny światowego proletariatu był już słabego zdrowia,a że w swej daczy pod Wiaźmą miał telefon,często wydzwaniał pod losowo wybrany numer i podawał się za węgierską pensjonareczkę. Tym razem jednak,po wybraniu numeru ,poczuł,że ten telefon może być ważny. Naprawdę ważny.

Zenio okazał się być osobą niezwykle pojętną. Wykład ‘Krótkiego kursu Historii WKP(b)’ trwał zaledwie około 10 minut. W ciągu tych przełomowych dla Sarmacji minut przyszły tow. „Wanda” zyskał swą świadomość klasową. Wkrótce po tej rozmowie zdał zresztą po raz pierwszy do następnej klasy.

Pierwsze ogniwa KPS powstały w ciągu najbliższych dni. Do września 1919 roku w każdym sarmackim mieście istniały już organizacje partyjne,choć tajna policja krwawego księcia Mikołaja Mikołaja Kozaneckiego dawała się spiskowcom we znaki.

Dziś z tej tradycji czerpiemy pełną garścią- my,patrioci ,zrzeszeni w Komunistycznej Partii Sarmacji. Wielkie osiągnięcia towarzysza „Wandy” są nam drogowskazem do szczęśliwszej i lepszej przyszłości. Każdy ideowy kierunek potrzebuje jednak nowych wyzwań.Dziś musimy zabezpieczyć czystość sarmackiej polityki od złowrogiego demona ponuractwa i braku dystansu. Jak z tym walczyć? To proste. Niech w każdej sarmackiej fabryce znajdzie się Instruktor Kulturalno-Oświatowy,które zajmie się rozrywką robotniczą w czasie przerw w pracy. Niech powstanie Urząd Nadzoru nad Humorem w Polityce, który piętnował będzie odstępstwa od zasady autoironii i antyponuractwa. Niech zabłyśnie tysiąc intelektów!

Michas ‘Janek Krasicki’ Winnicki


Wywiad

Z Cyklu ‘Sławni o Sarmacji’ - David Bowie

MW: (z estymą) Cześć, David.
DB: Cześć, Michaś. Można się jeszcze zapisać do KPS?
MW: Pewnie. Ale porozmawiajmy szerzej o Sarmacji.
DB: (ożywia się) No właśnie śledzę listę od jakiegoś miesiąca, zwłaszcza po tym,jak zostaliście domeną tygodnia prv.pl....To wielki sukces!
MW: To w Londynie było o tym słychać?
DB: No ba, siedziałem właśnie u Anki Lennoxowej,znasz Ankę? No, więc siedziałem u niej na kawce i małym nargilku opium, kiedy nagle oglądając naszą ulubioną stronę o tuningu Polonezów znaleźliśmy informację o zwycięstwie Sarmacji!
MW: To fantastycznie! Jesteś mieszkańcem?
DB: No jasne, oczywiście inkoguto. Znaczy inkognito. Bardzo mi się u was podoba tylko za mało muzyki. Może przydałby się wam jakiś soundtrack?
MW: Pogadaj z Księciem może dałoby się to zrobić?
DB: Pogadam. I powiedzcie Czekańskiemu, że SarPower mnie oszwabił!

Rozmawiał w willi na Ibizie, Michaś Winnicki


Przegląd prasy

I tym razem naszej kochanej konkurencji nie udało się uciec przed ostrzem krytyki ( Moje konto w Banku Sarmacji to – "Mirthandil")

Sarmacja

Biuletyn – Egotyzm, który biorąc pod uwagę nasze liczne, personalne zalety nie zaskakuje, nie pozwolił nam przeoczyć artykułu Pani Magdy Hasse dotyczącego naszego skromnego periodyku. Urocza redaktor Trybuny Ludu rzuciła „ostrym okiem” w kierunku „Ab Ovo”, rezultaty tego nieokrzesanego spojrzenia są wyjątkowo radosne. Na wstępie wytknięto nam błędy językowe i ortograficzne zawarte we wstępniaku, tutaj zdecydowanie się z Panią redaktor zgadzamy, co do pozostałej części artykułu, jednoznacznie wynika z niej, co potwierdzają badania czytelnictwa prowadzone za pomocą stat4u, że Pani Hasse naszej gazety nie czyta, nie da się ukryć, komplementem to dla nas nie jest, aczkolwiek pozwala wyjaśnić pewne niezrozumiałe tezy przez nią postawione. Ponadto w Biuletynie, co staje się normą, o Sarmacji nic nie napisano, uwzględniając, że w Księstwie wieje nudą, nie dziwi nas to ani odrobinę.

Obiektyw – Aktualizacji nie stwierdzono, czyżby planowanie budżetu na rok 2010 zupełnie naszego ulubionego posła pochłonęło?

Scholandia

Spectator – Numer wielkanocny, przesiąknięty świąteczną atmosferą, niestety, redaktor zdaje się zapominać o chrześcijańskim duchu pojednania i praktykowanym nawet przez ludy prymitywne okolicznościowym zawieszeniu broni. Zapewne posilając się jajkiem na twardo, redaktor Bartkiewicz napisał:

„Królestwo Dreamlandu opublikowało swój budżet rządowy przy okazji określenia konkretnych zadań ministerstw. Są w tym budżecie potężne sumy (od 5 tys. do 25 tys. dreamów) i liczne etaty (po ok. 5) dla każdego ministerstwa. Czytając rozporządzenie Premiera Dreamlandu można się zastanowić nad dwoma zupełnie różnymi podejściami do gospodarki i waluty, jakie przyjęły trzy poważne kraje wirtualne: Dreamland, nie posiadający podatków, a wydający tak ogromne masy pieniędzy wlewa pusty pieniądz do systemu, nie troszcząc się o dalsze jego losy, generując inflację i - ostatecznie - odbierając sens wszelkiej gospodarczej inicjatywie. To samo czyni Sarmacja, ustalająca nagrody i pensje, ale pieniądze biorąca z księżyca. Na ich tle decyzja Scholandii odnośnie waluty jest bardzo trudna, choć niesłychanie ambitna : postanowiliśmy bowiem do 1 . maja całkowicie zrównoważyć nasz budżet - patrz Wydarzenia krajowe.”

Naturalnie zwracamy uwagę na fragment zaczynający się od słów „To samo czyni Sarmacja”. Czyżby poświęcone jajko na twardo pozwalało uzyskać zdolności profetyczne? Prawdopodobnie tak, bowiem innego źródła rewelacji na temat naszego systemu monetarnego redaktor Bartkiewicz uzyskać nie mógł, a raczej, co by prawdzie stało się za dość, nie próbował. Na przyszłość polecamy mniej wróżenia z okruchów babki wielkanocnej, a więcej dziennikarskiej dociekliwości.

Cyberia

Trybuna – Nihil novi sub sole, redaktor naczelna korzystając z chwilowego powrotu Superchunka, znalazła wprawdzie dla siebie nieco pożywki w postaci polemiki na temat wartości artystycznych zawartych w Trybunie zdjęć, niestety, nic po za tym. To smutne, biorąc pod uwagę możliwości Pani Magdy.


O nas

Powiedzieli

Czyli, świętowania część pierwsza

Nie bez wysiłku oraz wyrzeczeń z naszej strony, przeminęło z wiatrem dziesięć numerów „Ab Ovo”. Cóż, o mniejszym jubileuszu myśleć nawet nie wypada, a i ten może służyć za powód do drwin, my jednak nie mogliśmy sobie odmówić małego podsumowania, jako że nikt nie jest sędzią we własnej sprawie, o wypowiedź na temat „Ab Ovo” poprosiliśmy osoby, których zdanie jest dla nas, z różnych powodów ( Inteligencja, kontrowersyjność, zidiocenie) ważne, a jednocześnie mieliśmy śmiałość sądzić, iż napiszą coś interesującego, zobaczmy co z tego wynikło:

Łukasz Nowicki ( prezes (?) fundacji „Adam”) -

„Nie wiem, za bardzo, czy występuję w charakterze postaci ciekawej, czy ważnej, a to może nieco spaczyć sens i sposób mojej wypowiedzi. Właśnie tak bym odpowiedział, gdybym czuł się ważną. Ciekawą też się nie czuję, ale ważny nie jestem wcale, a moja żona coś tam we mnie widzi. Ciekawego. Tak, czy inaczej, wzruszyłem się. Pytanie o "Ab Ovo" jest bardzo szerokie, niestety, i nie wiem co odpowiedzieć. Owszem, czytam, choć nie można nazwać tego czytaniem dokładnym, czy też wnikliwym. Od deski, do deski. Ogólnie (jakie to wygodne słowo), jak najbardziej podoba mi się. Podobają mi się teksty, które stoją na całkiem niezłym poziomie, z górnej półki, rzekłbym. Drobinę brakuje mi polotu wizualnego, jakiegoś ciekawego zdjęcia, prześmiewczego rysunku. Czegoś, co widać w "B"iuletynie. I, to jest komplement, brakuje mi objętości. Więcej, więcej, więcej... To oznacza, że jest dobrze. Obecnie na pierwszym miejscu mam "B"iuletyn, "Ab Ovo" zajmuje drugie miejsce. Zaszczytne, rzecz jasna.”

Magda Hasse ( red. Nacz. Trybuny) -

„Ab Ovo jest niezłą gazetą, która stara się udzielać rzetelnych informacji, widzianych (niestety) okiem jego Redaktora Naczelnego. Piszę "niestety", ponieważ oko to bije lekkim zezem w zależności od sympatii ale mogę to zrozumieć, ba sama robię podobnie. Myślę, że po wykrystalizowaniu się jakiegoś stylu Ab Ovo zyska większą liczbę czytelników - zapał jest tu potrzebny jak świeża jucha wampirowi a zapału Mirthandilowi nie brakuje. Juchy zresztą też nie.”

Michał Winnicki ( Ojciec Narodu) -

„O AbOvo sadze dobrze, jak na jednoosobowa robote wprost rewelacja.Uwazam,ze to najlepsza we v-swiecie gazeta,tak pod wzgledem formy (uklony dla posla Zielinskiego) jak i merytorycznej zawartosci.”

Michał Łaski ( Ulubiony poseł ) –

„Uważam że Ab Ovo jest jedną z najlepszych gazet w Sarmacji. Redaktor naczelny śmiało wypowiada swoje opinie, krytykując rzeczy które w jego przkonaniu sa złe(nie podobają mu się). Jest to jeden z dowodów na to że mamy wolną prase w Sarmacji. Gazeta ma ciekawą szate graficzną. Interesujące są przeróżne tytuły nadawane przez gazete, jeden z nich mam przyjemność posiadać. Uważam za największy moj błąd w Sarmacji grożenie gazecie sądem co było karygodne, bo w końcu mamy wolność słowa. Nie zmienia to faktu że jako jeden z czytelnikow gazety poczułem się urażony tym tytułem. Jednak jest już po sprawie i nie chce do niej powracać. Chciłbym zyczyć gazecie dalszych sukcesow, a redaktorowi przede wszystkim zdrowia, a na drugim miejscu rzesz czytelników. I chciałbym zakończyć moją wypowiedź krotka opinią "prasa i radio powinny byc motorem Sarmackiej Gospodarki" i ja jako minister uczyniem wszystko by kazde nowe medium otrzymywało potrzebną mu pomoc.”

We wszystkich wypowiedziach zachowano oryginalną pisownię. Dlaczego opublikowaliśmy właśnie te opinie? Hmm, na pewno nie dlatego, że w pozostałych nie było konstruktywnych wniosków, ba, zaryzykowałbym stwierdzenie jakoby w niektórych było ich znacznie więcej niż w powyższych zdaniach, naturalnie wszystkie zostały przeanalizowane, a konkluzje będą służyć nam za wzór przy pracy nad kolejnymi numerami Ab Ovo, pragnę z tego miejsca podziękować wszystkim, którzy poświęcili dla nas kilka minut i przysłali odpowiedź na zadane pytanie. Staraliśmy się wybrać te opinie, w których, biorąc pod uwagę kolejność napływania, pojawiały się nowe myśli, naturalnie kierowaliśmy się także osobistymi preferencjami, oraz nie da się ukryć, skromnymi sumami pieniędzy od żądnych sławy czytelników. Nie ma tutaj wypowiedzi Księcia Piotra Mikołaja, nad czym bardzo ubolewamy, niestety jego list zawieruszył nam się w trakcie przeprowadzki, co nie zmienia faktu, że za wazelinę w nim zawartą jesteśmy wdzięczni.

Redaktor Naczelny ( to brzmi, nie?)

metadane
autor: Damian Konieczny
opublikowano: 25 kwietnia 2003 r.
link: http://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/ao/archiv.php