Ab Ovo 8

nr 8 z dnia 7 kwietnia 2003 roku.

Spis treści:


W ramach wstępu

Drodzy czytelnicy, nie wiem czy wiecie, ale pisanie wstępniaków, to najgorsze zadanie redaktora naczelnego, nie chodzi o to, że to jest nudne jak flaki z olejem, choć to prawda, nie chodzi o to, że robi się to na samym końcu męczącego procesu twórczego, choć to też jest prawda i nie chodzi także o to, że nikt nie czyta wstępniaków, choć, w zasadzie i to jest prawdziwe stwierdzenie. Cały problem polega na tym, że wstępniak musi być miły, lekki, przyjemny i zachęcający do czytania gazety, a to przekracza w większości wypadków moje literackie zdolności. Jeżeli w powyższej tezie dostrzegłeś, czytelniku, kilka sprzeczności, to bardzo dobrze, niewątpliwie jesteś osobą o wysokim poziomie intelektualnym, cieszę się razem z Tobą, jeżeli natomiast, ta sztuka Ci się nie udała, nie martw się! Z pewnością masz po prostu gorszy dzień, odpoczni troszkę, odejdź od komputera, wyjdź na spacer, a potem wróć do nas ponownie, zawsze jesteś tutaj mile widziany. „Ab Ovo” to gazeta dla wszystkich. Szczerze wątpię, aby z tego wstępniaka ktoś czerpał informację na temat zawartości bieżącego numeru, ale z obowiązku napiszę, że ósmy numer „Ab Ovo” zawiera to, co zwykle, czyli pseudointeligenckie „Fakty i mity”, kolejną część ciągnącego się jak telenowela cyklu „W osiem tygodni dokoła v-świata” ( tym razem zwiedzamy Dreamland) wypełniony po brzegi „Hyde Park” i straszący kryzysem w branży "Przegląd prasy” ponadto, zgodnie z obietnicami z poprzedniego numeru, serwujemy wam coś więcej, czyli „Nominacje” do naszych sztampowych nagród oraz smakowity kąsek w postaci artykułu o wirtualnym patriotyzmie w nowej rubryce „Teka Stańczyka” (10 libertów dla tego, kto kojarzy nazwę) Będziemy w niej umieszczać wszystkie teksty tego zdolnego, aczkolwiek pragnącego zachować anonimowość autora. To by było na tyle, na zakończenie tradycyjnie życzę udanej lektury...

Mirthandil


Fakty i mity

motto: "Fama crescit eundo" - Wergiliusz

Cytat tygodnia: "Cynizm jest to udana próba zobaczenia świata, jakim jest on w rzeczywistości." - Jean Genet.


Rozpoczęły się wybory do sejmu, kandydatów jest tylko dwóch, obaj mają, podobnie jak mój ulubiony poseł, którego kadencja właśnie dobiegła końca, na imię Michał, obaj nie przedstawili żadnego ciekawego pomysłu dla Księstwa Sarmacji, obaj są sympatyczni i w miarę inteligentni. W zasadzie to, kogo wybierzecie nie będzie miało żadnego znaczenia, praktycznie pewne jest, że frekwencja będzie żałośnie niska, a już teraz wiemy, z dobrze poinformowanych źródeł, że będą to wybory rekordowe pod względem głosów pustych. Tym samym wniosek nasuwa się tylko jeden, wypadałoby coś w wyborach zmienić i nie jest ważne czy będzie to obowiązek dołączania do kandydatury swojej nagiej fotki czy też pojedynki szachowe kontrkandydatów, ważne jest, aby do urn przyciągnąć wyborców a do sejmu ciekawych posłów.


Pierwszego Kwietnia, były prezes kilku sądów najwyższych, a także były redaktor śp. „Balangi” Kamil „Janek” Jasion obchodził swoje siedemnaste urodziny, swego czasu od samego zainteresowanego dowiedzieliśmy się, że zdarza mu się czytać naszą skromną gazetkę, już za ten trud, należą mu się najserdeczniejsze życzenia zdrowia, szczęścia i pomyślności tak w realnym jak i wirtualnym życiu, jednocześnie, w ramach prezentu urodzinowego zapraszamy do większej aktywności w Księstwie Sarmacji. Janku potrzebujemy obywateli takich jak Ty, a i zaoferować możemy troszkę więcej niż Federacja Oceanii ;-)


Pan Michał Łaski, już nie jako poseł, a jeszcze nie jako minister gospodarki, czyli de facto zwyczajny, szary redaktor Obiektywu we własnej osobie, postanowił o kandydatach na zwolniony przez siebie stołek, dowiedzieć się czegoś, to coś miało zabarwienie gospodarcze, rzecz szła o podatki. Niestety amatorzy poselskiego fotela nie byli skorzy do wypowiadania się w tej kwestii, Pan Michał Winnicki napisał, iż jego stosunek do podatków jest nijaki, natomiast Pan Michał Radzki nic nie napisał. Właśnie w takiej bojowej atmosferze przebiega kampania wyborcza.


Pan Adam Pietrasiewicz szeryf WKRP, odszedł z Sarmacji, swoją niemą karierę kończąc efektownym samobójstwem, pozostawił po sobie mały kapitalik, który, w założeniu, pod okiem Pana Łukasza Nowickiego, miał przekształcić się w fundację wspierającą wirtualny terroryzm, a także Kamikaze wysadzających się w różnych miejscach Sarmacji, idea sama w sobie szczytna, szybko znalazła wielu naśladowców, sam Książe Piotr Mikołaj wpłacił 100 lt, redakcja uważa, że za taką szczodrość, co najmniej dwóch kamikaze powinno wysadzić się przed książęcym pałacem, tak efektownie jak to tylko możliwe.


Lista dyskusyjna w pierwszym tygodniu kwietnia przeżywała ciche dni, brakowało typowego gadania o niczym, że o ciekawych polemikach nie wspomnę, ba, nawet personalnych słownych konfliktów jak na lekarstwo. Kto jest temu winien? Dziennikarskie śledztwo w toku.


Redakcja „Ab Ovo” po raz pierwszy została pozwana do sądu! Co ciekawe pozwał nas, były Hetman Wielki, przyszły minister gospodarki, a na zawsze nasz ulubiony poseł Pan Michał Łaski, zawsze wiedziałem, że możemy na niego liczyć, ta bądź, co bądź zabawna postać poczuła się urażona naszym odznaczeniem! Czy order gbura roku imienia pozbawionych poczucia humoru stanowi dla naszego ulubionego posła dyshonor? O tym zadecyduje sąd.


Wiekopomnemu wydarzeniu, jakim z pewnością był wniosek Pana Łaskiego towarzyszyły dziwne znaki na niebie i ziemi, zwiastujące nadejście nowego ładu, oto z zaświatów, przez nikogo nie wzywany, odezwał się, na jeden z kilku banalnych tematów owego pierwszego tygodnia wiosny, sam Dagobert Hill. Zaprzyjaźniona z redakcją wróżka wnioskuje, że jest to zwiastun klęski naszego ulubionego posła w najbliższym procesie sądowym.


Książe wybrał burmistrza Grodziska, został nim, znany nam minister dziedzictwa narodowego i burmistrz Athos Pan Krzysztof Szymański, serdecznie gratulujemy, to bardzo dobra wiadomość dla podzielonego na trzy miasta i jedna wioskę Księstwa, być może ta swoista unia personalna Athos i Grodziska, doprowadzi w konsekwencji do zjednoczenia wszystkich miast pod berłem jednego władcy. Żadnych granic! Jak śpiewa lider jednego z najbardziej wpływowych zespołów Disco Polo.


Autor tej rubryki został wybrany przewodniczącym Sarmackiego Komitetu Olimpijskiego, Książe nie ujawnił nam ile negatywnych artykułów na jego temat nie ujrzy w zamian za to światła dziennego. Olimpiada to swoją drogą duża szansa dla wszystkich sarmackich firm, cała infrastruktura powstanie w Syriuszu. Strony internetowe, mają być prawdziwym majstersztykiem webmasteringu, planowana jest także zakrojona na szeroką skale akcja promocyjna.


Felieton

W osiem tygodni dokoła v-świata.

Etap czwarty - Dreamland

Po wstrząsie intelektualnym, jakiego doświadczyłem w państwach wirtualnej drobnicy, czym prędzej udałem się do właściwego celu mojej podróży - Królestwa Dreamlandu. Rzecz toczy się o najstarszą polską mikronację, państwo, które istnieje nieprzerwanie od 1998 roku, mimo iż przeżywa regularnie okresy stagnacji, to jednak zawsze, niczym feniks z popiołów, powraca do dawnej świetności. Wizyta w Dreamlandzie ( Incognito) była dla mnie dużą przyjemnością, a wszystko zaczęło się pewnego niedzielnego poranka...

Strony www, element, od którego zazwyczaj zaczynam moje wirtualne wojaże, w Królestwie stoi na najwyższym v-światowym poziomie, bez kompleksów może z nimi konkurować prawdopodobnie tylko witryna naszej wirtualnej ojczyzny - Księstwa Sarmacji. Graficznie są bardzo stonowane, eleganckie i czytelne, jakość merytoryczna nie pozostawia zbyt wiele do życzenia, natomiast ilość stron z Dreamlandem powiązanych, naprawdę robi wrażenie. Specyficzny podział administracyjny Królestwa, to jest pięć prowincji o dużej autonomii, posiada wiele zalet – konkurencja, różnorodność, możliwość wyboru dla nowych mieszkańców, przy jednoczesnej niewielkiej ilości wad, do których zaliczyć należy brak jednomyślności zarówno w sprawach wewnętrznych jak i międzynarodowych. Przez Dreamland, organizm istniejący od prawie pięciu lat, przewinęła się ogromna liczba aktywnych, ciekawych osobowości naszego wirtualnego półświatka, wiele z nich jest związanych z Dreamlandem od samego początku. Kultura to jeden z priorytetów Królestwa, duża ilość tytułów prasowych, galerie sztuki, ba, nawet szeroko pojęta publicystyka i literatura stanowią od zawsze o jego sile, nie inaczej jest ze sportem, zdecydowanie najbardziej rozwiniętym wśród wszystkich polskich mikronacji. System identyfikacji, a przede wszystkim interesujący ranking aktywności mieszkańców, który pozwala także eliminować martwe dusze, to klasa sama w sobie. Bardzo zaimponowała mi, pod kątem literackim, jak i ogólnym bogactwem treści „Wielka Księga Dreamlandu” praca zbiorowa pod redakcją Bzerolka de Kakucia, na jej kartach opisana została historia najstarszej polskiej mikronacji, od samego początku, aż do czasów obecnych. Niestety przez wszystkie lata swojego istnienia Królestwo nie stworzyło sprawnego systemu symulującego gospodarkę, w chwili obecnej, być może ze względu na dynamiczny rozwój konkurencyjnych państw, trwają pracę nad nowoczesnym systemem gospodarczym o tajemniczej nazwie Triglav, można już zarejestrować i prowadzić firmy spożywcze oraz transportowe.

Imponujący wielkością, ociekający nowymi pomysłami, taki jest Dreamland w chwilach swojej świetności i chwały, właśnie taki Dreamland chciałem wam przedstawić, jednak z przykrością stwierdzam, że obecnie jest to tylko cień państwa z przed kilku miesięcy. Królestwo przezywa kolejny okres stagnacji, nie działa lwia większość tytułów prasowych, strony prowincji są nie aktualne, aktywnych mieszkańców została garstka, a do tego dochodzą trawiące Dreamland od środka konflikty wewnętrzne. Po za tym Królestwo boryka się z problemami znanymi nam wszystkim z autopsji, słabnącą aktywnością mieszkańców, brakiem świeżej krwi i innymi problemami natury personalnej, mimo wszystko wierzę, że Dreamland jak zawsze zakończy okres marazmu, rozpoczynając nowy etap rozwoju i powszechnej szczęśliwości, wszak bez silnej konkurencji i nam grozi recesja. Warto kibicować Królestwu w tej drodze do prosperity, świat polskich mikronacji bez Dreamlandu był by obdarty, niczym Zakopane bez Tatr.

Rozrywka – 60%
Biznes – 50%
Kultura – 80%

Legenda:
Skala: 0 - 100%
Rozrywka - jak dobrze się bawiłem :-).
Biznes - warunki do prowadzenia interesów.
Kultura - poziom inicjatyw kulturalnych (także prasa)
Naturalnie ocena jest całkowicie subiektywna


Hyde Park

Motto: non in solo pane vivit homo

Tym razem w Hyde Parku spraw kilka.

Rozstrzygnięcie plebiscytu na logo „Ab Ovo”

Głosów – 9

Nr 1 – 2

Nr 2 – 5

Nr 3 - 2

Nowe logo „Ab Ovo” to propozycja numer 2:

2.gif

Jej autorem jest, notabene, nowy poseł...

Pan Michał Radzki.

Nagroda, czyli 50 lt zostanie przelana na wskazane przez zwycięzcę konto.

Nasza redakcyjna sierotka wylosowała zwycięzcę plebiscytu, został nim...

Pan Wojciech Zieliński

Nagroda, to jest prawo do umieszczenia na łamach Hyde Parku dowolnej publikacji jest pańska, w celu odebrania wygranej, prosimy o kontakt z redakcją.


Projekt „Ab Ovo”

Hyde Park jako rubryka kulturalna, za cel stawia sobie wspieranie sarmackiej kultury i sztuki. Właśnie z tym szczytnym założeniem, związany jest nasz projekt.

Redakcja „Ab Ovo” ogłasza konkurs na projekt pomnika poświeconego szeroko pojętemu zjawisku „martwych dusz”, koncept ma przedstawić wizje artysty na ten temat, problem może być przedstawiony symbolicznie lub dosłownie (sic!) grunt, żeby pomnik był efektowny oraz pełen artystycznej ekspresji.

Zwycięzca za sam projekt otrzyma od redakcji „Ab Ovo” 50 libertów.

Jeżeli uda nam się pozyskać sponsorów na wykonanie pomnika ( mógłby stanąć w centrum Grodziska, lub Trzyczaszkowa – duchowej stolicy martwych dusz) autor projektu może liczyć na kolejne 100 libertów!

Technika artystyczna graficznego projektu dowolna.


Skecz z cyklu „Latajacy Cyrk Monty Pythona”

(Drogą wśród pól jedzie kareta. Za chwilę podjeżdża zamaskowany jeździec na koniu. Zatrzymuje karetę.)
DENIS MOORE : Łapy do góry! (Jeden pasażer na dachu karety nie wypełnia polecenia.) Rzuć broń! (Nierozważny pasażer zostaje zastrzelony.) Potraktujcie to jak przestrogę. Każdy ruch przyniesie wam zgubę, bo mam dwa pistolety. Wiem, że jeden nie jest już naładowany, lecz drugi jest, więc jednego z was czeka pewna śmierć, lub prawie pewna, choć nie ryzykowałbym na jego miejscu, bo jestem świetnym strzelcem. Ćwiczę codziennie, prawie codziennie. Przez większość dni w tygodniu. Co najmniej cztery do pięciu. Czasem tylko w weekendy jak na przykład ostatnio. Miałem za mało czasu przez co średnia spadła, ale zapewniam was - ostro ćwiczę przez cztery dni tygodniowo, co najmniej. Zakładam, że z łatwością mógłbym trafić w tamto drzewo za tym wzgórzem (Pokazuje.) Nie za tym wielkim, za tym małym po lewej. Są tam trzy drzewa, mam na myśli trzecie od lewej, trochę z tyłu... Na pięć strzałów mógłbym je trafić czterokrotnie. Przy sprzyjającej pogodzie. Przy tym wietrze powiedzmy... siedem razy na dziesięć.
PASAŻER 1 : (Z wnętrza karety.) Tamto drzewo?
DENIS MOORE : Które?
PASAŻER 1 : Ten wielki buk z tą wielką gałęzią odchodzącą na lewo od wierzchołka.
DENIS MOORE : Nie o tym mówiłem.
PASAŻERKA : Miał na myśli tamto, widzisz to tutaj?
PASAŻER 1 : Tak.
PASAŻERKA : Odlicz dwa na prawo.
WOŹNICA : (Z przodu karety.) Przy tym krzaczku?
PASAŻERKA : Tuż za nim.
PASAŻER 1 : Acha wiąz!
DENIS MOORE : To nie jest wiąz. Wiąz jest bardziej liściasty. To buk albo... grab.
PASAŻER 2 : Grab?
DENIS MOORE : Raczej nie. Które drzewo ma liście z takimi regularnymi żyłkami, które rozchodzą się do...
PASAŻERKA : Ząbkowanych?
DENIS MOORE : ...ząbkowanych krawędzi?
PASAŻER 2 : Wierzba?
DENIS MOORE : Otóż to!
PASAŻER 2 : Tamto drzewo to nie wierzba.
DENIS MOORE : To bez znaczenia! Chodzi o to, że trafię je siedem razy na dziesięć.
PASAŻER 2 : Na pewno nie wierzba.
DENIS MOORE : Zamknij się! To napad, a nie lekcja botaniki. A teraz przyjaciele, żadnych gwałtownych ruchów. Oddajcie mi wszystek łubin.
PASAŻER 1 : Łubin?
DENIS MOORE : Właśnie łubin. No już!
PASAŻER 2 : Jaki łubin?
DENIS MOORE : Nie próbujcie zyskać na czasie!
PASAŻER 2 : Wcale nie próbuję! Chodzi ci panie o kwiaty?
DENIS MOORE : Owszem.
PASAŻER 1 : Nie mamy łubinu!
PASAŻERKA : Naprawdę!
DENIS MOORE : Drodzy przyjaciele, tak się składa, że wiem dobrze, że to jest Łubinowy Ekspres.
PASAŻER 1 : Chybaś panie oszalał.
DENIS MOORE : Wyłaźcie z karety, no już! (Wszyscy wychodzą. Denis Moore zagląda do środka, wyciąga bukiet kolorowych kwiatków.) Tak myślałem. Jesteście mało rozgarnięci drodzy przyjaciele. Jedziemy Concorde! (Siada na konia.)
PASAŻER 1 : (Zrezygnowanym tonem.) I po łubinie.
CHÓR : (Denis Moore galopuje przez pola na swym rumaku, trzymając w ręku bukiet kwiatów.)
Denis Moore, Denis Moore pędzi przez murawę,
Denis Moore, Denis Moore na Concordzie żwawym,
Bogatym zabiera, by biednych wspierać.
Pan Moore, Pan Moore...
DENIS MOORE : (Zatrzymuje się przed ubogą chatką, wręcza zaskoczonym biedakom bukiet kwiatów.) Macie, jeszcze wrócę!

(Akcja ballady przenosi się do pałacu. Bogatym ludziom upływa tam czas na śmiechu, rozmowach i drinkach.)
GRANDY : (Do stojących z nim dam.) Oto Lord Buckingham. Witam waszą ekscelencję.
LORD BUCKINGHAM : Dziękuję Grandy.
GRANDY : Moje panie, przedstawiam wam człowieka, który przepowiedział, że niemiecki monarcha niebawem wplącze nasz kraj w kontynentalne intrygi.
DAMA : Jak to możliwe, panie?
LORD BUCKINGHAM : Pamiętasz pani, że tuż przed objęciem tronu jego wysokość Jerzy wdał się w długotrwałą Wojnę Północną gdyż rościł sobie pretensje do Bremmy i Verdun? Chodziło o lepszy dostęp do morza niż Hanover. Pakt Westwalski przyznał je Szwecji.
GRANDY : W 1648.
LORD BUCKINGHAM : Właśnie!
GRANDY : Tymczasem Fryderyk Wilhelm Duński zajął je pod nieobecność Karola XII w 1712.
DAMA : Wszystko jasne! Wina?
LORD BUCKINGHAM : Dziękuję. Jednak tuż przed koronacją Jerzy sprzymierzył się z Fryderykiem Wilhelmem Pruskim, gdyż mieli zbliżone poglądy.
GRANDY : A Fryderyk poślubił jedyną córkę Jerzego.
DAMA : Pamiętam ten ślub.
LORD BUCKINGHAM : Jednak obawiając się spisku przeciwko Karolowi XII... (Słychać trzask rozbijanej szyby.)
DENIS MOORE : (Wpada przez okno.) Łapy do góry!
GRANDY : Denis Moore!
DENIS MOORE : We własnej osobie. A teraz panie i panowie... proszę o łubin!
LORD BUCKINGHAM : Co takiego?
DENIS MOORE : Nie ze mną te numery Lordzie Buckingham!
LORD BUCKINGHAM : Co to ma znaczyć?
DENIS MOORE : Łubin albo życie panie! (Wszyscy wyciągają spod ubrań łubin.) W jednym bukiecie! Dziękuję drodzy przyjaciele życzę wam przyjemnego wieczoru! (Wychodzi przez okno.)
LORD BUCKINGHAM : Zakrada się tu, zakrada się tam, wszędzie wypatrzy łubin.
GRANDY : Parszywy morderca! Zabrał nam cały łubin!
DAMA : Niezupełnie. (Wyciąga spod sukni łubin.)
LORD BUCKINGHAM : Nabrałaś go pani! Mamy jeszcze trochę! (Wszyscy się cieszą.)
CHÓR : (Denis Moore jedzie na koniu przez pola w blasku dnia.)
Denis Moore, Denis Moore, galopuje nocną porą,
Już wkrótce cały łubin trafi do jego wora,
Bogatym go zabiera, by biednych ludzi wspierać,
Pan Moore, pan Moore, pan Moore...

(Wnętrze ubogiej chatki, na posłaniu leży chora kobieta, ściany, podłogę pokrywają kwiaty łubinu.)
JENKINS : Zjedz trochę kochanie, odzyskasz siły! (Podaje jej łubin. Za chwilę wchodzi Denis Moore.) Panie Moore, ona niknie w oczach!
DENIS MOORE : Spokojnie, coś wam przyniosłem.
JENKINS : Lekarstwo, nareszcie!
DENIS MOORE : Nie.
JENKINS : Pożywienie?
DENIS MOORE : Nie.
JENKINS : Może ciepłe koce, ubrania, drewno na opał?
DENIS MOORE : Nie. Łubin!
JENKINS : Cholera jasna!
DENIS MOORE : Sądziłem, że go lubicie?
JENKINS : Rzygam na jego widok!
ŻONA : Ja też!
JENKINS : Moja żona umiera, a ty przynosisz nam łubin!? Już od czterech cholernych tygodni jemy tylko: łubinową zupę, łubin smażony, łubin wędzony, łubin duszony w łubinowym sosie, łubin w koszyczku sante, łubinowy placek, oraz pijemy kompot z łubinu, siedzimy na łubinie, śpimy na łubinie, kota karmimy łubinem, palimy łubin, nawet ubieramy się w to cholerstwo!!
DENIS MOORE : Bardzo rozsądnie.
JENKINS : Zamilcz! Bebechy nam się wywracają na sam jego zapach! (Słychać odgłos krztuszącego się kota.) Patrz! Kot udławił się łubinem na śmierć! Nie chcę widzieć tego świństwa do końca moich dni! Nie mógłbyś ukraść czegoś pożytecznego?
DENIS MOORE : Na przykład?
JENKINS : Złoto, srebro, ubrania, drzewo, klejnoty...
DENIS MOORE : Zaczekaj, zapiszę sobie.
CHÓR : (Denis Moore znów majestatycznie mknie przez pola.)
Denis Moore, Denis Moore, dum dum dum nocną porą,
Denis Moore, Denis Moore, dum dum dum u dworu,
Kradnie dum dum dum i trala lala la,
Denis dum, Denis la, bum cyk cyk.

(Znów ten sam pałac, co poprzednio.)
LORD BUCKINGHAM : ...A skoro Piotr i jego Prusacy byli w Mettynburgu, a Karol i jego Szwedzi w Pomeranii, Jerzy i Stanckough postanowili dogadać się z Francuzami. Tymczasem zerwany został... (Słychać trzask rozbitego szkła.) O nie, tylko nie to!
DENIS MOORE : Raz jeszcze łapy do góry! Pieniądze, klejnoty, chwileczkę... (Zagląda do notesu.) Ubrania, tabaka, ozdoby, wyroby szklane, kociaki,...
LORD BUCKINGHAM : (Do Damy) Ani słowa o łubinie.
DENIS MOORE : ...zegarki, koronki, spluwaczki...
CHÓR : (Tym razem Denis Moore ciągnie za swym koniem wór pełen skarbów.)
Denis Moore, Denis Moore, galopuje ciemnym borem,
Denis Moore, Denis Moore, z pełnym skarbów worem,
By biednych ludzi wspierać, bogatym je zabiera,
Denis Moore, Denis Moore...
DENIS MOORE : (Podjeżdża pod ubogą chatkę, zostawia zdumionym biedakom wielki wór.) Uprzejmie służę!

(Akcja przenosi się do sklepu monopolowego. Za ladą stoi Sprzedawca, przychodzi Klient.)
KLIENT : "..Lecz trwoga nie jak moneta złota tak rozszerza źrenicę oka, że fortuna już do pocałunku gotowa z odwiecznych poszukiwań może zrezygnować, by igrać z drapieżnym uderzeniem czasu. A wówczas nie dokona się i nawet kogut pociągnąć może niedziele dwie..."
SPRZEDAWCA : To fajnie, ale tu jest sklep monopolowy.
KLIENT : No to poproszę butelkę Sherry.
SPRZEDAWCA : Służę. Amontiado?
KLIENT : Może być Amontiado. Dorodny zbiór, z Plutona wzgórz, owoc winnych soków hiszpańskiej ziemi, dojrzały ognistym blaskiem słońca...
SPRZEDAWCA : Życzy pan sobie jedną butelkę?
KLIENT : Butelczynę, tylko krztynę, odrobinę...
SPRZEDAWCA : Służę, funt się należy.
KLIENT : Funt się należy i funt przybieży, funt utracony i funt odnaleziony...
SPRZEDAWCA : Przepraszam pana?
KLIENT : Słucham mój zbawco, panie sprzedawco, promili wybornych dostawco?
SPRZEDAWCA : Jest pan może poetą?
KLIENT : Nie. Jestem prawnikiem, uczonym w piśmie, prawo znam. Doradzam czasem tu i tam...
SPRZEDAWCA : Zamknij się.
KLIENT : Przepraszam. Chyba zaraziłem się poezją.
SPRZEDAWCA : Naprawdę? To jeszcze nic. Ja cierpiałem na nowele.
KLIENT : Serio? Kiedy?
SPRZEDAWCA : Dawno, dawno temu. (Po pewnej chwili zaczyna opowiadać.) Żył sobie w Wildshire młodzieniec zwany Denis Moore. Z zawodu był rozbójnikiem, już od wielu miesięcy okradał bogatych, aby pomagać biednym. (Obraz zmienia się w galopującego jeźdźca.) Pewnego dnia...
(Denis Moore znów podjeżdża z wielkim workiem pod dom biedaków. Biedacy nie wyglądają jednak wcale tak biednie.)
DENIS MOORE : To znowu ja panie Jenkins! Jeszcze tu wrócę!

(Scena w zamku. Wszyscy siedzą w bieliźnie i jedzą zupę, na ścianach nie ma już żadnych obrazów.)
GRANDY : Tymczasem Fryderyk Wilhelm zaangażował się w obronę Śląska przed trzema wielkimi mocarstwami. Zdobył go w wojnie z Austrią.
DAMA : Pamiętam, był uzależniony od dziesięcin... (Słychać znajomy odgłos rozbijanego szkła.)
DENIS MOORE : Panie i panowie, wstawajcie. (Nie reagują, nadal jedzą zupę.) Zmuszony jestem domagać się posłuszeństwa, w przeciwnym razie srzelę wam dokładnie między oczy. (Wszyscy wstają.) Może nie całkiem dokładnie, w końcu nie muszę być tak drobiazgowy. Jeśli trafiłbym na przykład tutaj (Pokazuje.), też by wystarczyło. Wcale nie muszę się wysilać, żeby trafić w skrzyżowanie nosa i linii łączącej źrenice. Z mojego punktu widzenia...
DAMA : Czego chcesz panie, po co tu jesteś?
DENIS MOORE : A po co my wszyscy tu jesteśmy? Jak się zastanowić, wszystko jest bez sensu... Czego my właściwie chcemy?
LORD BUCKINGHAM : A czego ty chcesz teraz?
DENIS MOORE : Tego, co każdy, skromnego dachu nad głową, odpowiedniej dziewczyny...
GRANDY : Nie, nie! Czego chcesz od nas?
DENIS MOORE : Przepraszam! Złota, srebra i klejnotów.
LORD BUCKINGHAM : Wszystko już zabrałeś!
DAMA : Tylko to nam zostało. (Pokazuje łyżkę.)
DENIS MOORE : Ładne, biorę.
LORD BUCKINGHAM : Zabierz także ten cholerny łubin!
DENIS MOORE : Dziękuję, ale tę fazę mam już za sobą.
CHÓR : Denis Moore, Denis Moore i tak dalej...

(Chatka biedaków, na ścianach wiszą obrazy, które jeszcze niadawno wisiały w pałacu.)
JENKINS : Co nam dzisiaj przywiozłeś?
DENIS MOORE : Cztery śliczne, srebrne łyżki panie Jenkins.
JENKINS : Za kogo się uważasz, że dajesz nam, biedakom taką tandetę!?
ŻONA : Cholerne srebro, nie chcę tego tutaj! (Rzuca łyżkami na podłogę.) A tamte lichtarze miały tylko szesnaście karatów!
JENKINS : Może byś tak ukradł coś ładnego? Na przykład srebro weneckie?
ŻONA : Albo de'Lascaisa do ubikacji.
DENIS MOORE : No dobra...
CHÓR : Denis Moore, Denis Moore, przed siebie wyrywa,
Denis Moore, Denis Moore, nikt mu nie przygrywa,
By bogatych wspierać, biednych ludzi łupi, palant głupi.
DENIS MOORE : Słucham?
CHÓR : Zaśpiewaliśmy: "By bogatych wspierać, biednych ludzi łupi."
DENIS MOORE : Chwilunia... Kurcze blade! Ta redystrybucja dóbr jest bardziej zdradziecka niż myślałem!

(Drogą jedzie kareta, po chwili zatrzymuje ją Denis Moore.)
DENIS MOORE : Stać! Panie i panowie, proszę wyjąć wartościowe przedmioty.
(Wszyscy ustawiają się w szeregu pokazując, co mają. Denis Moore staje przed nimi.) On ma więcej niż ty, tak więc masz trochę. (Zrzuca coś wartościowego.) Przepraszam, zaraz podniosę. Spadło mniej więcej dziewięć, więc dam ci...
PASAŻER 1 : On ma wciąż sporo.
DENIS MOORE : Masz ile? Więcej niż on na początku, jeśli więc dam ci trochę stąd... Pani ma klejnoty, tak? Jemu dam ten diadem, a pani dostanie klika monet... Czy to druga szkatułka? Chciała ją pani ukryć? Bardzo ładna... Mam tu diadem, ty masz diadem, ty też, ty dostałeś jeden ze szkatułki... Ktoś jeszcze ma diadem? Zdejmij kapelusz! (Pasażer chowa pod kapeluszem diadem.) To naprawdę nie ma sensu, jeśli będziecie dalej oszukiwać. To bardzo nieładnie z waszej strony...


Przegląd Prasy

Dalszy ciąg naszych wynurzeń na temat prasowego rynku v-świata, Panie i Panowie z branży, strzeżcie się!

Sarmacja

Biuletyn – „Z powodów obiektywnych” redaktor Leo nie aktualizował swojego periodyku w tym tygodniu, tak, więc bez komentarza, za to serdecznie polecamy Prima Aprylisowe wydanie „B” z 2064 roku, warto poczytać ( link poniżej) http://www.geocities.com/votan682001/okazja.html?1049187979930

Obiektyw – Niestety, od kilku dni strona Obiektywu nie działa, czy to tylko chwilowe problemy, czy może, po ostatnich komentarzach w „Przeglądzie prasy”, serce naszemu ulubionemu posłowi pękło? I tak Pana kochamy! Proszę wracać do redagowania swojej gazety... brakuje nam pana, kpić już nie ma, z czego.

Scholandia

Spectator – Tym razem o Sarmatach nic ciekawego. Jeżeli chodzi o treść dotyczącą Scholandii, to nihil novi sub sole, naszym zdaniem, dla przeciętnego Sarmaty numer 20 ( serdecznie gratulujemy, czekamy na oczko) nie przedstawia żadnych wartości poza poznawczymi.

Leblandia

E-Kurier Cesarski – Kolejny prasowy trup.

WKRP

Herold – Drobne zmiany kosmetyczne, nowego numeru nie stwierdzono, w tym wypadku nie jest to jednak wina redaktora naczelnego, a braci klubowej, nie ma pisać, o czym, kiedy na liście cisza jak makiem zasiał.

Reszta v-świata:

Prasowa cisza.

Co za tydzień! Ze znanych nam periodyków tylko Spectator wydał nowy numer, pozostałe czasopisma milczą jak zaklęte,. Redaktorzy, do pracy! ( apostrofę kieruję także do siebie)

CDN.


Nominacje

"Prasa musi mieć swobodę mówienia wszystkiego, by niektórzy ludzie nie mieli swobody robienia wszystkiego." Louis Terrenoire.

W 9 numerze redakcja "Ab Ovo" wyłoni laureatów dwóch konkursów, "Sarmata miesiąca" - nagroda imienia Andrzeja Kmicica i "Oszołom miesiąca" - antynagroda imienia Krzysztofa Pacyńskiego, głosujemy poprzez wysłanie maila z numerem kandydata( nazwa konkursu w temacie) na adres mirthandil@poczta.onet.pl, uwaga, jeden z głosujących otrzyma atrakcyjną nagrodę!

"Sarmata Miesiąca"

1.Hagakure- „To się robi nudne” jak czytamy w Faktach i mitach, tym razem nasz wzór sarmackich cnót wszelakich otrzymuje nominację za założenie Haga Trade Point, pierwszego pierwiosnka pobudzenia gospodarczego w Księstwie Sarmacji.

2.Wojtek Zielinski- Za skrypty umożliwiające realizację w praktyce ustawy o martwych duszach, oraz za całokształt twórczości.

3.Łukasz Nowicki- Za założenie fundacji „Adam” oraz za heroiczne boje z byłym Hetmanem Wielkim.

4.Krzysztof Szymański- Za ciężką powszednią pracę w ministerstwie Dziedzictwa Narodowego.

"Oszołom miesiąca"

1.Przemysław „Rogallo” Rogowski – W zasadzie za całokształt twórczości, ale kluczowe znaczenie miał list, który postanowilismy zacytować w całości:

*Od: Przemysław Rogowski Do: Michas Winnicki

„I osobiscie oswiadczam ze ty nalezysz do parti tomka stali i to ty jestes nacjonalista a nie ja ty jestes po prostu duzym wstretnym gnojcem i tyle, a po za tym moim zdaniem to sie wogole nie znasz na polityce debilu jede i czekam na pozew do sadu sarmackiego jako obraza z wielka niecierpliwoscia”*

  1. Mike – Pośmiertnie, za zidiocenie na poziomie który przekroczył nasze zdolności pojmowania. Osoba, która, nawet biorąc pod uwagę bardzo młody wiek, udowadnia ze głupota ludzka nie zna granic. Również postanowiliśmy umieścić kilka cytatów (pochodzą z list Cyberii i Sarmacji)

*O Pani Hasse:

„co??? jezu chrsyte to moje pieniądze a ty obiecałaś mi, że je przlejszesz i teraz co?? i nie chce już nie to nie trzymajcie po prostu złodzieje bo nie chcecie mi dać pieniędzy, odhcodzę z Cyberii wypiszczcie mnie w końcu z listy i z państwa.”

O Mnie:

„MIrtahndil ale ty jesteś nienormalnym idiotą weźcie mnie stąd naprawdę wypiszcie bo przez takich ludzi własnie odchodzę”

„Jezu idź się lecz człowieku jesteś chory psychicznie, idź się lecz bo zwariujesz a zresztą już to zrobiłeś przez takich jak ty mSarmacja traci na wartości”*

W cytatach zachowano orginalną pisownie.

"Sarmata miesiąca" otrzyma 50 lt i luksusowy apratament w STC.

"Oszołom miesiąca" otrzyma posiłek w Kaszana Forever i jedną cegłe.


Teka Stańczyka

Patriotyzm w wirtualnym świecie

Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Mt 6:24

Czym jest patriotyzm? Według Słownika Języka Polskiego, patriotyzm to „miłość ojczyzny, własnego narodu połączona z gotowością ofiar dla nich”. Czy istnieje jednak patriotyzm w wirtualnym świecie? Czy możemy mówić o gotowości poświęceń dla własnej wirtualnej ojczyzny, dbaniu o jej interesy? Czy istnieje w ogóle takie pojęcie, jak „wirtualna ojczyzna”?

Mikronacje są nowym zjawiskiem, ich burzliwy rozwój przypada na ostatnie lata, choć najstarsze spośród nich, jak np. Hutt River czy Molossia mogą pochwalić się historią sięgającą kilkudziesięciu lat wstecz, kiedy o Internecie słyszała jedynie garstka naukowców i wojskowych. Jak mogliśmy tego doświadczyć na własnym podwórku, mikronacje powodują ogromne emocje, zarówno jeśli chodzi o sprawy wewnętrzne (spory o władzę, kształt państwa), jak i zewnętrzne (konkurencja między państwami i blokami, sojusze przeciw innym państwom). Osoby najbardziej zaangażowane w wirtualną państwowość poświęcają im niekiedy kilka godzin dziennie. W ich przypadku z pewnością można stwierdzić, iż są oni swojego rodzaju patriotami swoich mikronacji, które stanowią dla nich cel sam w sobie, na których pomyślności szczerze im zależy.

Tym, co różni wirtualne państwa od państw istniejących rzeczywiście jest przede wszystkim przymusowość. Wirtualne państwa nie są w stanie w sposób rzeczywiście dotkliwy wyciągać konsekwencji wobec tych, którzy naruszają ich prawa, w każdym momencie możliwe jest opuszczenie mikronacji niezależnie od woli jej władz. Nie nastręcza też żadnego problemu jednoczesna obecność w więcej, niż jednej mikronacji — znane są przecież przypadki jednoczesnego posiadania obywatelstwa Cyberii, Dreamlandu, Klubu RP, Leblandii, Sarmacji, Wolnego Klubu RP… Sprawa podwójnego (wielokrotnego) obywatelstwa budzi duże kontrowersje, dotyka bowiem tak zasadniczej sprawy, jaką jest lojalność. Lojalność wobec państwa, wobec jego władz, wobec współobywateli.

Problem lojalności nie występuje w zasadzie w sytuacji, kiedy państwa nie stanowią dla siebie konkurencji, kiedy operują na innych płaszczyznach wirtualnej państwowości. Wydaje się, iż nie ma niczego niewłaściwego w jednoczesnym funkcjonowaniu w strukturach państwowych np. Sarmacji i Federacji Oceanii czy Wirtualnej Kanady. Co jednak sądzić o sytuacji, w której ta sama osoba pełni funkcje we władzach np. Sarmacji i Dreamlandu, to znaczy, gdy jej obowiązkiem jest jednoczesne dążenie do jak najlepszego rozwoju państw, które stanowią wobec siebie — poważną — konkurencję? W czyim imieniu działa, czyje interesy przede wszystkim reprezentuje? Czy obywatele mogą mieć zaufanie, iż osoba ta reprezentuje interesy właśnie ich państwa?

Każdy arystokrata sarmacki po nadaniu tytułu składa publiczną przysięgę: "w obliczu Księcia Sarmacji oraz wszystkich Jego poddanych, przysięgam wierność Księciu Sarmacji, Księstwu Sarmacji oraz Jego Prawom. We wszystkich swych czynach kierować się będę dobrem Księstwa, a jego pomyślność będzie dla mnie zawsze najwyższym prawem i obowiązkiem." Czy możliwe jest pogodzenie słów tej przysięgi, składanej niekiedy z invocatio Dei, z działaniem na korzyść obcego państwa? Wspieraniem go swoją pracą, podczas, gdy w Księstwie Sarmacji pozostało tak wiele do zrobienia?

Książę Sarmacji, Piotr Kozanecki, do dnia 25 września 2002 r. sprawował godność sędziego sądu federalnego Królestwa Dreamlandu. W tym dniu złożył dymisję. W jej uzasadnieniu znalazły się słowa: "poczucie, iż dla wielu Dreamlandczyków moja osoba jest niewiarygodna z racji pełnionych przeze mnie w innych państwach funkcji nie pozwala mi dalej sprawować tej godności. We władzach powinny zasiadać wyłącznie osoby, co do których obywatele nie będą mieć najmniejszych wątpliwości, iż realizują interesy tylko i wyłącznie ich państwa." Czy Sarmaci zdobędą się na pójście w ślady swojego księcia?

Bowiem nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi…

Stańczyk

metadane
autor: Damian Konieczny
opublikowano: 7 kwietnia 2003 r.
link: http://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/ao/archiv.php