Engels III

Akt I
[Obudzenie]

Scena 1
Sala plenarna KPS(w)

Wielka sala, cała w czerwieni, setki, albo tysiące foteli i wszystkie, lub prawie wszystkie zajęte. Z przodu Sali na środku, na podwyższeniu stoi mównica, chwilowo pusta, za nią wielki portret towarzyszy Mandragorów Pupki i w tle mniejsze poprzednich Mandragorów. Słychać gwar setek rozmów, nagle wszystkie cichną, wszyscy wstają i zaczynają tupać. Na salę wchodzi Komitet Centralny. Najpierw I sekretarz PTR, za nim II sekretarz towarzysz Katiusza i reszta komitetu, I sekretarz idzie na mównicę, a pozostali siadają w pierwszym rzędzie foteli.

PTR
Towarzysze Partyjni, Dzisiaj zostałem przez
Kolektyw Mandragorski, zaprzysiężony na
Mandragoratu Wandystanu Prezydenta
A więc i Waszego Drogiego Lidera też
I chociaż Mandragor jest emanacją Ludu
Powtórzyć pragnę słowa przysięgi mej miłej
Wandystanowi poświęcę, mego ogrom trudu
Ojczyźnie i miłości, mej zawsze jedynej
Dołożę wszelkich starań, by kwitł, rozwijał się
I zaduszał wszędzie monarchofaszyzm wszelki
W swej zajebistości, nigdy nie ustąpię

/kilka godzin później/

Zmierzając do końca, wspólny wysiłek wielki
Kolektywny, umocni naszą dominację
W całym mikroświecie i jebać Sarmację
Wandystan jest jutrzenką, jak i socjogramem
Swobody i wszechsprawiedliwości społecznej
Dla ludów sąsiednich, wziętych choćby i szturmem
Wznieśmy pochodnię wandyzmu-żenadyzmu hej!
odważnie wznieśmy buntownicze pięście nasze
Bądźmy postępowi, rewolucyjni, silni,
zwarci i wandni! To wszystko na ręce wasze
Dziękuje, wzruszyłem się, Towarzyszu Lepki!

Katiusza wstaje ściska i obcałowywuje PTRa, która wręcza mu ukradkiem karteczkę, ten chowa ją do kieszeni i wstępuje na mównicę.

Katiusza
Kochani moi! No to była wspaniała mowa!
I cóż mogę dodać ja, skromny obywatel
Marny robotnik rolny, no może trzy słowa
Do was jeszcze powiem, przedstawię pracy model
Jako Komisarz od współpracy z Księstwem
Mamy szczególną szansę, by zmienić Sarmację
Musimy wejść w sojusz i wiem że mam rację
To jedyna droga i gotów ponieść jestem
Wszelkie konsekwencje, tego trudnego kroku
Ale ku lepszemu, by wyjść z tego mroku
Tej samoizolatki, i ślepej uliczki
Musimy przyjąć naszej historii nauczki

Towarzyszka Wileńska wstaje.

Paulina
Sojusz? No was to chyba równo pojebało

Paulina zbiera się i wychodzi z Sali, trzaskając donośnie drzwiami.

Katiusza
Towarzyszko! Ah to mnie mocno zabolało…
Ja wiem, to będzie trudne, ale nie ma wyjścia
To jest jedyna szansa, byśmy mogli wygrać.

Katiusza odchodzi, większość plenum tupie radośnie, ale co poniektórzy nawet nie wstali, inni wstali i wyszli bez słowa, ktoś nawet gwizdał, ktoś klaskał z pogardą. Kurtyna.

Scena 2
Prywatny Gabinet posła na Sejm Księstwa Sarmacji

Ciemny niewielki pokój, z dwoma fotelami ustawionym naprzeciw kominka, mnóstwo półek z książkami. Na jednym z foteli siedzi pogrążony w zadumie Katiusza wpatrując się w ledwo błąkające się po drwach płomyki. Obok stoi służący, cierpliwie czekając na polecenia.

Katiusza
Niby nic niezwykłego, spojrzałem w lustro
Zobaczyłem...ha siebie, cóż za zdziwienie!
Nie było mu smutno... w twarzy coś obcego
Jakby nie te cienie, jakby hmm no sam nie wiem
W spojrzeniu, w rysach, brakowało mych trosk
Które co dzień oglądam, przy golenia i przy...
Ale nie dziś, nie tutaj... /służba gdzie jest mój sok/!
Eh to nie mogłem być ja, jakiś sen, ale czy...?
Nie! Siebie nie oszukasz, widziałeś, słyszałeś.
On, ten inny ja, tam był, i przecież nie piłeś
Patrzył się i mówił coś, z dezaprobatą
Kręcił głową, karcił, groził mi palcem tym!
No i wychudły jakiś, twarz miał bladą taką
Poobijany widać, jakby go wziął reżym,
W miłosny uścisk swój pałką nas pieszczący
A przecież mamy sojusz, wspólnie dla Sarmacji.
A jednak to mnie gryzą ciągle wątpliwości,
I choć to bardzo dziwne, sumienia wyrzuty
Nie dają mi spojrzeć w oczy towarzyszy
On był spokojny, pewny, a nawet radosny
Pomimo swej niedoli, to było nieznośne
Ja w swym bogactwie, wciąż jestem nieszczęśliwy
Czy dobrze robię, czy wybory były trafne
Jak postępować, jak żyć, a on cierpieć woli
I z tego czerpie siły, by wolnym zawsze być

Katiusza wyjął z kieszeni kawałek papieru-karnet do EIII, na odwrocie napis "Ivo niedawno znów pojechał, może też się skusicie? PTR".

Katiusza
O tak, zapomniałem, że jestem wandejczykiem
Czas się udać na urlop, na reedukację.

Katiusza wstaje, dopija sok z rabarbaru i wychodzi energicznym krokiem, zostawiając bez słowa swego służącego. Kurtyna.

Scena 3
Pociąg

Katiusza siedzi w zamknietym pustym przedziale. Wspierając głowę na dłoni opartej na stoliczku wpatruje się w przesuwając się za oknem krajobraz, pogrążając się w swych rozmyślaniach. Nagle wchodzi Karolina.

Karolina
Witajcie towarzyszu, dobrze że zdążyłam
Katiusza
Na pociąg? Czekali by, przecież sama Kanclerz
Karolina
Już nie i nigdy specjalnie traktowana nie byłam
Spóźniona czekałam, a i inni z rządu też
Przecież sam dobrze to wiesz, byłeś tam z nami
Katiusza
Niestety byłem, a blask władzy mnie omamił
Teraz już lepiej widzę, dobrze że wyjeżdżam
Karolina
Ja właśnie w tej sprawie
Katiusza
Ta sramparampamtam
Karolina
No daj chociaż powiedzieć, bo to jest ważna rzecz
Wasze odejście to cios i dla waszej Partii
I trochę również dla nas, jakby to prosto rzec
Hm byliście aktywni i merytoryczni
Dla caluśkiej Sarmacji, wielce pożyteczni
Ja rozumiem, jesteście źli, rozgoryczeni
Pewnie też przemęczeni, może wypaleni?
Ale na miłość Wandy
Katiusza
No! Tylko bez takich!
Karolina
No bo nie możecie przecież tak zostawić Ich
Katiusza
Mówisz ich? A może was? Wygodny byłem co?
Nie, ja to dla nich robię, myślisz że dla kogo?
Dla siebie? O nie! Z tym już koniec i basta
Kolektywizm! O tak! Jak góra we mnie narasta!

Katiusza w emocjach aż wstaje z siedzenia, akurat pociąg gwałtownie zwalnia przyciskając go z powrotem do fotela. Panuje chwila ciszy, przechodzą pasażerowie, ale widząc takie towarzystwo idą dalej. Robi się pusto. Po chwili grają fanfary roztacza się w korytarzu czerwony dywan, idzie dumnie JKM Helwetyk i nie rozglądając się zbytnio wchodzi wprost do przedziału zajmowanego przez Katiusze i Karolinę.

Helwetyk
Bry, dodam jeszcze tylko, do tego co Karo
Że i mi w sejmie bardzo było przyjemnie
Z Wami Towarzyszu, gadać jako tako
O ważnych sprawach dla nas, a na pewno dla mnie
Tfu, znaczy chciałem rzec, całego społeczeństwa
Katiusza
Dobrzeście powiedzieli, służba nie dla państwa
Tylko własnych ambicji, dziękuję, wysiadam

Katiusza ponownie wstaje, wtem kanapa która wcześniej zajmowana była tylko przez Katiusze podnosi się, a ze środki z gąszcza kabli i widocznego głębiej dziwnego tunelu wynurza się Avril.

Avril
Wybaczcie mi proszę, ale lubię tak czasem
Podłubać sobie w czymś, powiedzmy że mniejszym
A na pewno lżejszym, bo te wielkie systemy…
Albo te z ustawy, co zrobić je muszę
A dajcie lepiej spokój, wolę dłubać mapę
No, ale towarzyszu, to do was mam sprawę
Znaczy chciałem powiedzieć, tak po przyjacielsku
Że szkoda, mówię serio, bo was polubiłem
Mogliśmy się nie zgadzać, czasem tak po męsku
Ale dało się gadać, całkiem to trawiłem
Helwetyk
Właśnie, dokładnie, a nie, jak tego Kwaziego
Senatora jednego
Katiusza
Postanowiłem, tu nie ma nic niepewnego
Jeśli mnie sympatią darzycie to proszę was
Dajcie mi spać.

Katiusza siada, opiera głowę o szybę i zamyka oczy. Kurtyna.

Scena 4
Dziedziniec EIII

Wielkie białe betonowe mury i ogromna biała stalowa brama. Otwiera się i widać za nią dwa szeregi mundurowych uzbrojonych w pałki i ustawione po dwóch stronach ścieżki prowadzącej do budynku głównego.

Katiusza
A cóż to ma znaczyć, komitet powitalny?
Niby jestem ważny wciąż, no ale takie coś?
Uzbrojeni w pałki, strój galowy jakby
Dziwne, podejrzane wręcz, tak mi mówi mój nos,
Ale nie ma odwrotu, idź ku oczyszczeniu!

Katiusza ciężko wzdycha i wkracza za bramę, brama się zamyka, Katiusza podchodzi do pierwszej pary funkcjonariuszy, wyglądają jak z Gwardii Grodziska. Podnoszą się białe pałki i z wielką siłą opadają na niedowierzającego Katiusze. Nagle odzywa się nijaki, zniekształcony głos z niewidocznych głośników, jakby dochodził zewsząd jednocześnie.

Głos
Witaj w swoim świecie, wśród swych sojuszników

Druga para, Ci jak z KGB (Królewskiej Gwardii Baridasu). Pałki idą w ruch.

Głos
Odbierzcie mu bagaże, teraz są już nasze

Kolejne pary funkcjonariuszy i kolejne ciosy, Katiusza sam odrzuca swój plecak i torbę.

Głos
Odbierzcie mu ubrania, teraz są już nasze

Ciosy, nieustanne ciosy białych pałek. Katiusza pada i zdziera z siebie ubranie, pełznie do przodu, do drzwi, ucieka.

Głos
Czy miłe są te pałki? Od twych sojuszników.

Katiusza na czworakach. Już blisko drzwi, ciosy ustają. Ostatnia para trzyma nie pałki, ale węże wodne. Lodowata woda silnym strumieniem uderza i odrzuca w tył, wprost pod pałki wcześniejszych funkcjonariuszy. Katiusza krzyczy, znowu upada pod gradem białej gumy.

Głos
Odbierzcie mu też godność, sam się już jej zrzekł

Katiusza błaga oprawców by przestali, krzyczy by mu ktoś pomógł.

Głos
Odbierzcie mu nadzieję, sam się już jej wyrzekł

Katiusza próbuje przemieszczać się dalej, w odpowiedzi na co nadbiegają kolejni funkcjonariuszy intensyfikując bicie. Lodowata woda płynie.

Głos
Witaj nam w domu, bez żadnych sojuszników.

Katiusza mdleje. Funkcjonariusze mundurowi natychmiast odsuwają się w tył, otwierają się drzwi i wybiega z nich kilku ubranych w nieskazitelnie białe kitle sanitariuszy z noszami. Umieszczają go na nich i idą w kierunku drzwi wejściowych do EIII. Funkcjonariusze mundurowi stają na baczność, oddając honory kolejnemu sławnemu pacjentowi ich wybitnego ośrodka.

Kurtyna. Widownia może już tupać i płakać.
Koniec Aktu I

Akt II
[Oczyszczenie]

Scena 1
Pokój terapeutyczny

Ciemny pokój, w którym jedynym źródłem światła jest stojący na środku pokoju telewizorek. Do pokoju wchodzi ubrany w białą kitlę z maską na twarzy, potężnie zbudowany sanitariusz prowadzący przed sobą półnagiego, poobijanego Katiusze. Usadza go na krześle stojącym przed monitorem i wychodzi. Pokazuje się obraz z twarzą o nieokreślonym, ciągle zmieniającym się wyglądzie przywodzącym na myśl a to Mandragorów Pupkę, Khanda, Winnickiego i innych, a to znów monarchofaszystów jak ikm PIIG, PM, DŁ i pomniejszych.

Twarz
Dzień dobry, bo dobry tak? Jakżeby inaczej
Jesteśmy w Engels III, wandejskim obozie
Tu wszystko jest dobre, nawet stanie na mrozie
Nigdzie nie zaznasz opieki bardziej… odżywczej
Nieprawdaż?
Katiusza
Odżywczej… tak pewnie macie rację
To wyjątkowe miejsce, bardzo sobie je cenię
Czyż inaczej przybyłbym tutaj dobrowolnie?
Twarz
Ha dobrze powiedziane, która to już sesja?
Jak sądzę, do końca zmierzamy, choć mozolnie
Katiusza
Dla mnie to jedna niekończąca się transgresja
Doskonale to wiecie, po co te pytania?
Straciłem tu poczucie i czasu i świata
Twarz
Masz do nas pretensje, żal, może chcesz wcześniej wyjść?
Zbrzydła ci twa cela, ścieżki zdrowia, samotność?
Czyżbyś wątpliwości miał, głupio było tu przyjść?
Pobyt tutaj Ci zbrzydł co? Masz już serdecznie dość?
Katiusza
Nie, to znaczy tak, ale… po prostu przejrzałem
Pokazaliście mi, dobitnie, kim tam byłem
Kim się stałem i w co zmieniłem a także!
A może przede wszystkim samą o tym prawdę
Jak to co dobre może być przeze mnie stratne…
Twarz
Czas na kąpiel, ale nie dajcie zgasnąć tej iskrze
Bo…

Telewizor gaśnie, wchodzi sanitariusz i wyprowadza Katiusze.

Scena 2
W celi

Ten sam co poprzednio sanitariusz wrzuca bezceremonialnie do celi Katiusze, zatrzaskując na głucho drzwi celi. Katiusza skulony siada w kącie celi, drży, ocieka wodą. Po chwili wstaje wspina się do okna, wygląda. Schodzi, siada tym razem na ławeczce i rozpoczyna swój monolog, z coraz większą estymą go wygłaszając, gestykulując i chodząc po celi.

Katiusza
W czterech ścianach siedząc, z jednym okienkiem
Otwartym wciąż na jedno, poprzez cztery pręty
Wszystko widząc i oh tak, już wszystko rozumiem
Już wiem jak być powinno, i na nic wykręty
Chociaż będzie bolało, a niezbyt to lubię
Trzeba porzucić kłamstwo, na swych wrogów zgubę
I choć już na to późno, wiem że dla mnie mus to
Czas prawdzie stawić czoło, wykazać się męstwem!

Ah jak zimno i ciemno, aj jak ciągle pusto…

Wszystkie moja marzenia, dążenia i plany
Wymyślne usprawnienia, ogrom mienia wydany
Trud pracy wykonany, dla nich poświęcenia
Ciągle niewyspany, eh tyle do zrobienia…
A wszystko tylko mary, z niedożywienia
Świetna strawa dla ego, indywidualizm
Robiłem to dla siebie, nikogo innego
Tworzyłem tylko swój świat, a nie nasz wspólny ład
Zasłużyłem na wszystko, sięgając złudnych gwiazd.
Ostrzegała Paulina, dawał przykład Pupka
Stru z historii woła, Ivo wciąż tu puka
I niewysoki Leszek i wszystkie imiona
Na ścianach zapisane, dla potomnych świadczą
I ja już zrozumiałem! Czy ktoś mnie tu słyszy?
Głucho, ciemno, nie słyszą, chyba tylko myszy…

Katiusza przy ostatnich słowach wali w drzwi, nasłuchuje chwilkę po czym wraca na ławę i zasypia.

Scena 3
Pokój obserwacyjny

Wszystkie ściany idealnie białe i tylko na jednej z nich dziesiątki monitorów z podglądem na różne sale, a nad wejściem(drzwi białe) wiszą portrety Mandragorów Pupki i Pupki. Na jednym z monitorów widać monologującego Katiusze. Na białych krzesłach, w białych kitlach przy białym biurku, przed ekranami siedzi dwóch funkcjonariuszy obozu Engels III. Oglądają i słuchają z uwagą pacjenta, a gdy ten kładzie się na ławie rozpoczynają swoją rozmowę.

Imerdurśbet
I jak Towarzyszu Poruczniku Hadnagi?
Powinien się nadać, żeby puścić go dalej
Wprawdzie ma trochę czasu, w tej salce małej
Zgodnie z przepisami i dokumentami
Ale ładnie się zwierzył, stoi przed nami nagi…
Polpotan
Ah towarzyszko miła, on nie jest taki
Niewieście wasze serce, zwieść się mowie dało
Bo i przyznaję wzrusza, ale to wciąż mało
W mowach nasz Katiusza od zawsze był dobry
Ale czy dotarliśmy do jego umysłu?
Do głęboko skrywanych, prywatnych zamysłów?
Płyniemy po powierzchni, potrzebne mu baty
Aż z krwią i potem wypalimy mu ego
Przedłużyć mu terminy, no do dwudziestego.
Imerdurśbet
Tak jest towarzyszu poruczniku, notuję
I oh, niech się nad biedakiem Wanda zmiłuje

Polpotan Hadnagi patrząc na chorążą Imerdurśbet kręci z niezadowoleniem głowę, stawia szybki podpis na poprawionych dokumentach pacjenta i energicznie wychodzi. Imerdurśbet zwraca wzrok na monitory, wspiera głowę na rękach i wpatrując się w monitor z Katiuszą ciężko, ze współczuciem wzdycha.

Kurtyna.
Koniec Aktu II

metadane
autor: Katiuszyn Rewoluty Lepki
opublikowano: Goniec Czarnoleski; 14, 26 września 2013 r.
link: Akt I, Akt II