Żejms Bont

Dla Żejmsa Bonta nie był to dobry dzień.

Najpierw barman zamieszał i nie wstrząsnął jego bimbrem, potem okazało się, że nie jest barmanem - w kieszeni miał klucz hydrauliczny. Próbował się tłumaczyć wystrojem baru, który z niewiadomych powodów nazywał się "Super Mario Bros". Żejms nie dał się jednak zmylić. Zastrzelił go ze swojego wspaniałego pistoletu z tłumikiem.

Uwielbiał te gwizdnięcia. Przypominały mu jego pierwszy raz, kiedy gwizdnął na chłopca na ulicy, a ten zrobił mu laskę. Wtedy był to moment perfekcyjny. Od tamtej pory Żejms podświadomie poszukiwał tego momentu, jednak setki kochanków nigdy nie potrafiły go zadowolić. No jasne, orgazm jak orgazm, ale był to po prostu dobry seks, jakich wiele. A on poszukiwał tego czegoś... wyjątkowego.

Chwilowo jednak poszukiwał miejsca, gdzie mógłby schować trupa i niepostrzeżenie się ulotnić. Po wepchnięciu go w szczelinę między kafelkami, kryjąc się, tylnymi drzwiami opuścił bar, wspiął się drabiną pożarową na dach, przebiegł po nim i korzystając z wbudowanego w garnitur spadochronu, zeskoczył na ulicę tuż koło drzwi feralnego baru i udał się na podbój Genosse Wanda Stadt. Po chwili jednak wrócił, przypominając sobie, że w barze miał spotkać się z łącznikiem, który miał mu przekazać informacje o najnowszym zadaniu. Ten siedział tam gdzie miał siedzieć, z cygarem w kąciku ust obserwował szczerze rozbawiony Żejmsa.


Żejms Bont przekradał się środkiem ulicy, niezauważalny dla nikogo. Być może dlatego, że nikogo w okolicy nie było. Przed sobą widział już budynek Churału, ale jedyną osobą którą widział, był nadal tylko strażnik przed budynkiem. Wpuścił go po krótkiej konwersacji, kiedy Bont przekonał go że jako ambasador Lolardii ma prawo do wejścia. W środku szybko obezwładnił kelnera roznoszącego wódkę i kawior, strzelił mu z bliska swoim pistoletem w oko i zabrał jego ubranie. Niosąc tacę poczęstował przekąskami Bruthusa Peruna i Magova, zawzięcie dyskutujących nad jakąś kwestią, umknął przed podejrzliwym wzrokiem Kłodeckiego i niemal potknął się o wystające spod obrusa nogi Pupki, który zalany (biedak nigdy nie miał głowy) leżał pod stołem.

Szybko wyczaił okazję, coby przemknąć przez drzwi prowadzące do piwnicy i zbiec po schodkach na dół. Podziemia nie były przesadnie wielkie, nie były też ani ciemne, ani chłodne, ani wilgotne. Jasne korytarze utrudniały mu skradanie, tak więc po prostu częstował wódką strażników, aż dotarł do tej ostatniej rubieży - drzwi. Spod nich bił pulsujący czerwony blask, przypominający... dość!

Żejms otrząsnął się, z żelazną precyzją wyjął pistolet, wpadł do środka i zamarł. Poczuł rosnącą erekcję, tak nagłą że aż bolesną. Pistolet wysunął się z jego zmartwiałych rąk. Jego oczy wpijały się w jego twarz. "To jest on!" - uświadomił sobie Żejms - "Stoi tam, nieco starszy, ale nadal piękny! To już koniec, rzucam tę robotę! Zostaniemy już razem, będziemy się kochać..." - Dżejms poczuł skurcz członka - "... tak, teraz czeka nas wspaniała przyszłość" - usłyszał hałas, ale dobywał się on zza zasłony mgły - "... będziemy siedzieć gdzieś na Baridajskiej plaży i ..."


Ekrany głosowania zgasły. Zataczający kwiatoni zaczęli kurwić, na czym ten świat stoi.


Młody wandejski strażnik opuścił kałasza i przyjrzał się leżącemu ciału. Ciekawe, pod spodniami uwidaczniała się erekcja. "A myślałem, że to tylko wtedy kiedy się ich dusi" - pomyślał, wyciągnął zza pazuchy butelkę z wódką i łyknął sobie jeszcze. W ogóle, to ten typ wydawał mu się znajomy, ale nie mógł sobie nic konkretnego przypomnieć.


"System do głosowania Churału Ludowego odłączony" - wyświetliło się na ekranie. Jan uważnie przebiegł wzrokiem litery. Potem przebiegł w drugą stronę, ale jego analfabetyzm nie ustępował. Spojrzał w bok, na Jana. Jan odpowiedział Janowi spojrzeniem. Na niego jednak Jan nie mógł liczyć. Jan był kozłem, którego Jan ochrzcił swoim imieniem - objęcie większej ich ilości mogło naruszyć niestabilną równowagę, w jakiej pozostawały obie komórki mózgowe Jana. Jan wzruszył ramionami, skończył odlewać się na aparaturę, po czym wrócił wraz z Janem do wycieczki, która kontynuowała zwiedzanie Elektrowni Atomowej w G-W-S im. Pawła Ciupaka.

Metadane
Autor: Prezerwatyw Tradycja Radziecki
Data: 2 listopada 2007 r.
link: wandea