Ab Ovo 14
nr 14 z dnia 29 maja 2003 roku - I rocznica Księstwa!
Spis treści:
- W ramach wstępu
- Fakty i mity
- Hyde Park
- Sensacje
- Rozmowy kontrolowane
- Reportaż
- Mirabile Dictu
- Przegląd Prasy
- Życzenia
- OBOCAO
W ramach wstępu
Numer czternasty gości w waszych domach kilka dni później niż zwykle, ale tym razem czujemy się w pełni usprawiedliwieni, wszak sam Książę rozkazał nam świętować cały tydzień, a trzeba przyznać, że choć naszą pracę darzymy dużą sympatią i sprawia nam ona ogromną satysfakcję, to ze świętowaniem ma niewiele wspólnego. Czas płynie, zarówno w naszym życiu, uświadamiając jego dynamikę i skłaniając do egzystowania na najwyższych obrotach, jak i w Księstwie Sarmacji, które właśnie obchodzi (niezbyt) hucznie swoją pierwszą rocznicę. Czas płynie, trudno o bardziej banalną prawdę, ale prawdziwą sztuką jest wyciągnięcie z niej wniosków, prawdopodobnie to właśnie od udanego wnioskowania na tej płaszczyźnie, zależy przeżycie danego nam czasu zadowalająco, z całą pewnością implikuje to także szczęśliwą przyszłość społeczności, którą nie bez przyjemności, przynajmniej ze strony redakcji Ab Ovo, stanowimy. Stojąc w miejscu, cofamy się. Ta maksyma jest prawdziwa zarówno w stosunku do v-państwa, jak i v-gazety, właśnie dlatego w Ab Ovo ciągle szukamy nowych rozwiązań, nowych współpracowników, nowych oszołomów i nowych ulubionych Kanclerzy... Numer czternasty, to kolejna część powieści w odcinkach „Mirabile Dictu” i eposu narodowego „Krew, Pot i Łzy”, to rozmowy kontrolowane, (na tym polu prawdziwa perełka w następnym numerze!) Hyde Park, tym razem opanowany przez naszego czytelnika, to życzenia świąteczne i leksykon Faktów i Mitów. Jednym słowem, świętujemy, a Wy, nasi drodzy czytelnicy, świętujcie z nami! Vivat Sarmatia!
Mirthandil
Fakty i mity
motto: "Fama crescit eundo" - Wergiliusz
Minął pierwszy rok panowania bezkrwawego tyrana Księcia Piotra Mikołaja, dziwnym zbiegiem okoliczności, jest to także rocznica istnienia Księstwa Sarmacji. Gronostajowy maturzysta zarządził wielką fetę, świętować będziemy przez cały tydzień. Jego Książęca Mość przyczepił sobie skrzydełka i niczym dobra wróżka, będzie nas raczył niespodziankami, oczywiście, jak na średnio wykształconego monarchę przystało, z rozwagą i proporcjonalnie, w każdy z siedmiu dni tygodnia lud otrzyma prezent od swojego satrapy. Nasza rubryka także postanowiła sprawić ludowi niespodziankę, żeby nie było, ze tylko Książę ma serce dla lumpenproletariatu. Zapraszamy do lektury Alfabetu Faktów i mitów. ( Co nie znaczy, ze nie będziemy komentować wydarzeń poprzedniego tygodnia, kolejne wydanie FiM, będzie podwójne i jest to kolejna urocza niespodzianka wiernej wam redakcji)
A
Armia – Pierwsza miłość naszego ulubionego posła, zasadniczy element tak zwanej „Afery Nowickiego”, przedmiot wstydu każdego posiadającego zmysł wzroku Sarmaty. Stworzona, zniszczona i zdradzona, w związku z objęciem poselskiego fotela, przez swego nadobnego kochanka, wizytówka sarmackiej myśli technicznej.
B
Bank – Ostatnia miłość naszego ulubionego posła, obiekt zainteresowania domorosłych włamywaczy, pokonany z dziecinną łatwością przez lemoniadowego kapitalistę-krwiopijcę. Upokorzone, ale za to jedyne, miejsce magazynowania libertów.
C
Czekański Robert – Mroczna i tajemnicza legenda Księstwa Sarmacji. Człowiek który w każdej sytuacji potrafi stanąć po złej stronie barykady i wyciągnąć z tego korzyść. Słynny łowca stołków, był posłem, podskarbim i ministrem kilku resortów. Burżuj jakich mało, tkwi w nim kilku Robertów Januszowiczów, Poseł i antysejmita, dyplomata i furiat, liberał i socjalista. Miłośnik telefonii komórkowej i Ottona von Bismarcka. Najbardziej nielubiany polityk wśród sarmackiego ludu, od niedawna miedziany Kanclerz Księstwa Sarmackiego, swego czasu przyjaciel i obrońca naszego ulubionego posła, w chwili obecnej kat odsyłający go na polityczną emeryturę.
D
Dyby – Średniowieczne narzędzie tortur, stosowane, w związku z zamiłowaniem naszego monarchy do prostych, by nie rzec, prymitywnych rozwiązań, jako straszak na wszelkiego rodzaju przestępców. Sądząc po ilości zakutych złoczyńców, swoją rolę pełnią wyśmienicie, skutkiem ubocznym stosowania dyb, jest uznanie Księstwa, przez znaczącą organizacje międzynarodową – Wirtualny Czerwony Krzyż, za państwo bardzo niegrzeczne.
E
Eklerek – Rodzaj ciastka z kremem, forma pośrednia pomiędzy ptysiem a napoleonką. Ciastko nie jest łatwe do przygotowania w domu, aczkolwiek można je zakupić w większości dobrych cukierni, osobiście polecamy jednak sernik wiedeński, nabyty również drogą kupna, może on sprawić wiele radości każdemu miłośnikowi wyrobów cukierniczych.
F
Firma – Masz za dużo pieniędzy? Chcesz w efektowny sposób stracić rządową jałmużnę dla nowych mieszkańców? Firma to coś dla Ciebie. W teorii jest to „przedsiębiorstwo handlowe lub przemysłowe” w sarmackiej praktyce maszynka do pogłębiania deflacji. Paradoksalnie łatwość w założeniu firmy i rozpoczęciu produkcji, w warunkach wirtualnych, nie pozostawia żadnych szans krzywej podaży i popytu, być może sytuacje zmieni Syriusz drugi w którym v-dobra materialne będą miały wartość v-użytkową, z całą pewnością pomogłyby także komercyjne banki.
G
Grodzisk – Stolica Księstwa Sarmacji, z niewiadomych przyczyn nie przemianowana jeszcze na Piotrogród, jak słusznie zauważył jeden z przyjaciół redakcji, najbardziej kiczowate miasto v-świata, wystarczy pospacerować nieco uliczkami, budynki we wszystkich niemalże stylach architektonicznych, jakie dane było nazwać człowiekowi, pomieszanie poplątanego z poskręcanym. Miasto pedantycznie ulokowane przez samego Piotra Mikołaja, dzięki pełnej dowolności w aparycji konstruowanych budowli, stało się odpustową błyskotką. Mimo wszystko jest to dom 80% Sarmatów i choć na co dzień wszyscy borykamy się z problemami cywilizacyjnymi związanymi z egzystencją w największym centrum przemysłu, kultury, sztuki i nauki całego v-świata, kochamy Grodzisk!
H
Herb – Obiekt westchnień każdego sarmackiego plebejusza, przyznawany podług własnego uznania przez Księcia Piotra Mikołaja, złośliwi twierdzą, że nie warto podpadać Księciu, bo może przydzielić w ramach zemsty brzydki herb, co zresztą zdaje się czynić, sarmaccy psychoanalitycy zbijają niemałe fortuny na leczeniu depresji u nieszczęśliwych posiadaczy wstydliwych herbów.
I
Ironia – Podstawowe narzędzie walki z idiotyzmami sarmackiej rzeczywistości, niekompatybilna z naszym ulubionym posłem, aczkolwiek wielokrotnie przeciw niemu wytaczana, niczym najcięższa kolubryna w kierunku kurnej chaty. Młot na Scholandczyków.
J
Jordix Marcin - zwany „Pojawiam się i znikam”, Michael Jordan Księstwa Sarmacji, przedsiębiorca i spekulant, swoich sił próbował także w polityce. Mimo iż w żadnym wcieleniu nie osiągnął znacznych sukcesów, to jednak stał się jednym z najbardziej znanych Sarmatów, znacznie ubarwił, zazwyczaj szarą, sarmacką gospodarkę, będąc przykładem biznesmena w słowiańskim stylu, przy nieco większym zaangażowaniu mógł stać się także pierwszym sarmackim mafiosem.
K
Korona – Niestety, tylko książęca. Nakrycie głowy Piotra Mikołaja, jak wieść gminna niesie nasz Książę ma słabość do tego symbolu monarszej władzy, nie nosi jej tylko dlatego, że w dobie Internetu i autostrady Grodzisk – Acjo wydaje mu się to nieco pretensjonalne, jednakże, wieczorami w swojej sypialni lubi przeglądać się w lustrze w gronostajowym płaszczu, koronie i zapalonym Malboro Light.
L
Lemoniadowy Joe - Prawdziwy kapitalista – krwiopijca, autorytet moralny dla zwolenników makiawelizmu, właściciel jedynej naprawdę działającej giełdy w v-świecie, oraz Kaszany Forever, kultowej restauracji pokolenia pampersów. Niekwestionowany pogromca Scholandczyków (Patrz też: Ironia), zdolny dziennikarz, (Co dziwi, biorąc pod uwagę fakt, że nie pisze dla Ab Ovo), sprzeda Ci wszystko czego potrzebujesz, a co gorsza, także 1001 innych drobiazgów. Cienimy go za kształtowanie w sarmackim biznesie zdrowych zasad wolnego rynku, na modłę Miltona Freedmana ( Z moich ust trudno o większy komplement)
M
Minister – Do nie dawna, kolejne wcielenie naszego ulubionego posła, w chwili obecnej, słowo oznaczające człowieka zapracowanego, utylitarnego, pracującego za marne grosze na rzecz całej sarmackiej społeczności, w przyszłości ciąg znaków stawiany przed imionami przyjaciół Kanclerza.
N
Nasz poseł ulubiony – Kultowa postać sarmackiej popkultury, żywa legenda Grodziska i okolic, próba pobieżnego opisania naszego ulubionego posła w tym miejscu, skończyłaby się tragicznie, redakcja planuje stworzenie wydawnictwa wspierającego sarmacką literaturę, jednym z pierwszych wydanych dzieł będzie biografia Michała wicehrabiego Łaskiego, macie to jak w banku!
O
Obiektyw – Była kiedyś taka gazeta...
P
Polityka – Sfera życia, traktowana w Księstwie Sarmacji po macoszemu, niby są partie, niby mamy demokratycznie wybierany sejm, ale to wszystko jakieś takie bezbarwne... Aktualnie dostrzegamy dwa trendy w polityce sarmackiej, pierwszy to Kanclerz i tutaj wystarczy postawić kropkę, natomiast drugi to dążenie do systemu dwupartyjnego, z jednej strony młoda i komunistycznie apetyczna KPS ze swoim bardzo poselskim Kniaziem Pieczeni w Sosie, a z drugiej monarchistycznie prawicowa Samnoteam na czele z ministrem nowych mieszkańców hrabią Wienkiem. A Ty po której staniesz stronie?
R
Ratymirski Wojciech – Czyli znany wszystkim Hagakure, dobra dusza Księstwa Sarmacji, niepodważalnie sprawiedliwy sędzia, z którego wyrokami mało kto polemizuje. Sarmata miesiąca tygodnika Ab Ovo, wzór cnót wszelakich, autor licznych inicjatyw, jak choćby Haga Trade Center czy wiele opisów zabytków, te wszystkie pozytywne cechy mogą każdego, zdrowego człowieka przyprawić o mdłości, jeżeli znajdziemy rysę, na nieskazitelnym wizerunku sędziego, niezwłocznie zostaniecie o tym poinformowani.
S
Sejm – Od tego wszystko się zaczęło, gdyby nie było sejmu nie byłoby naszego ulubionego posła, antysejmityzmu i wielu innych kluczowych dla Księstwa Sarmackiego terminów. W teorii jest to instytucja tworząca sarmacką legislatywę. W praktyce cel istnienia partii politycznych, wyborów, bojówek, sztandarów, długich noży i koktajli mołotowa. W dobie ustawy o referendum, Sejm może także zyskać zastosowanie utylitarne.
T
Trzyczaszkowo – Mekka martwych dusz, pierwsza wioska Księstwa Sarmacji, miejsce w którym po dziś dzień straszy duch barona Superchunka, w ostatnim okresie v-życia osiadłego w posępnym kasztelu u podnóża wulkanu Trzy Czaszki. Legendy o Trzyczaszkowie są na stałe wpisane w sarmacką świadomość zbiorową i jako takie mogą w przyszłości, wykorzystane przez niegrzecznych burżujów, stanowić żyłę złota.
U
Ustrój Księstwa Sarmacji – Teoretycznie monarchia z liberalną konstytucją, zgodnie z doktryną Wandyzmu tyrania z kapitalistycznym wyzyskiem człowieka przez człowieka, zdaniem Scholandczyków komunizm z aroganckimi dzieciakami u władzy, biorąc pod uwagę ustawę o referendum i podział na regiony ( Hrabstwa czy kantony, kto by się tym przejmował...), demokracja w szwajcarskim stylu z miedzianym Kanclerzem w roli akcentu niemieckiego.
W
Wanda Towarzysz - ( wł. Zenon Przopszeżechowicz) Jedna z największych postaci w historii Księstwa Sarmacji, sam towarzysz Lenin powiedział o nim „nie znam człowieka”, duchowy mistrz i jedyny mentor Piotra Czarneckiego, legenda Komunistycznej Partii Sarmacji, bojownik o wolność i demokrację, kombatant wojny o odzyskanie niepodległości, bohater pierwszego sarmackiego eposu „Pot, Krew i Łzy”, autor wielu dzieł o fundamentalnym znaczeniu dla etyki i moralności współczesnych Sarmatów, stawiany w jednym rzędzie z Acjo, Wisławą Szymborską i naszym ulubionym posłem.
Ż
Żydzi wirtualni - Według danych naszej redakcji nie istnieją. Ich miejsce w zakresie spisków, wyzysku oraz, przede wszystkim lichwy zajęli producenci przecierowych soków marchwiowo-owocowych.
Hyde Park
motto: non in solo pane vivit homo
Stało się! Hyde Park po raz pierwszy ma zaszczyt gościć na łamach twórczość własną Sarmatów, okazja ku temu jest wyśmienita, wszak świętujemy rocznice, z tą tematyką jest związany poemat Wojciecha hrabiego Zielińskiego pod mrożącym krew w żyłach tytułem „Vivat Sarmatia!”, postanowiliśmy także, biorąc pod uwagę duże zainteresowanie czytelników, kontynuować publikację skeczy spod znaku „Monty Pythona”, życzymy udanej lektury...
Wojciech hrabia Zieliński
Vivat Sarmatia!
Tak to bywa w Bożym świecie,
Sami to najlepiej wiecie,
Otóż Księstwo nasze przecie,
Najpiękniejsze we v-świecie,
Jubileusz dziś świętuje,
Z czego naród się raduje.
Roczek mija, roczek cały,
W świetle ów sarmackiej chwały,
A ta chwała skądś się wzięła,
Wielka postać rozpoczęła,
Piotr Mikołaj Kozanecki,
Zaczął będąc jeszcze dzieckiem,
Dojrzał zaś w Sarmatów gronie,
Dumnie siedząc na swym tronie,
Księciem będąc świetnie włada,
Bo na Księcia tak wypada,
By szabelką nie wojować,
Ale mózg swój wytrenować,
Znalazł jednak też Sarmatów,
Którzy pomóc Jemu gotów,
Czasu wiele poświęcili,
By wznieść Księstwo Sarmacyi.
Odtąd to Sarmacja wszędzie,
Dumnie krocząc w pierwszym rzędzie,
Ponad inne państwa staje,
Przewyższając inne kraje.
Wspomnieć teraz wszakże trzeba,
O tych, którzy spadli z nieba,
Prosto na sarmacką ziemię,
I podjęli ciężkie brzemię,
Pierwszym niechaj tutaj będzie,
Ten, o którym mówią wszędzie,
Swoją partią wciąż kieruje,
Czasem kogoś zmoderuje,
To podpowie, to odpowie,
Netykieta mu wciąż w głowie,
Jeden z możnych tej Sarmacji,
To Minister Informacji!
Drugim, jakże ważnym człekiem,
Będąc jeszcze młody wiekiem,
Mądrość swoją propaguje,
Urząd swój dzielnie piastuje,
To podtrzyma, to oddali,
Sprzeciw na sądowej sali,
Za prawem stanie murem,
To nasz Sędzia - Hagakure!
Inną osobą w naszym świecie,
Której już tu nie znajdziecie,
Był ów bibliotekarz pewien,
Który czasem spał pod drzewem,
Częściej jednak przesiadywał
I swą puszką poszturchiwał,
Pod swą biblioteką własną,
Którą to opuścił wiosną,
Czekamy aż wróci jednak,
Nasz Jedyny w Księstwie Żebrak!
Wiele ludzi Księstwo liczy,
Któż ich wszak zdołać policzy?
Wartościowych wszyscy znają,
Nazwiska tutaj jednak wymieniając,
Wpisani zostaną w historię na stałe,
By szerzyć sarmacką chwałę,
Otóż każdy wie to i owo,
O redaktorze pisma "Ab ovo",
'Mirthandil' zwie się ta postać,
Z której sideł trudno się wydostać,
Innym naczelnym jest też przecie,
'Leo', o którym dobrze wiecie,
Sport w Sarmacji propaguje,
'Sand', który w tej branży świetnie się czuje,
Zabytkami zaś zarządza skrycie,
Znany nam Szymański Krzysiek,
Wciąż na Sejm nasz się użala,
Za co czasem jemu chwała,
Jest nim Sarmata słowiański,
Minister Robert Czekański,
Pogodę wciąż nam przewiduje,
Skrypt 'meteo' przygotuje,
Wznieśmy i za niego nasz pucharek,
Wszak to Olszewski Marek,
W Rejs zabierał nasz ten Pan,
Toż to sam Stadnicki Jan,
Giełdę zrobił, że ho-ho,
Wiedzą wszyscy - Lemoniadowy Joe,
O wielu można tu knować,
Ale trzeba nam świętować,
Wielka do niej w nas sympatia,
Wołajmy więc: Vivat Sarmatia!
„Wyprawa na Kilimandżaro”
Występują:
Organizator wyprawy - John Cleese
Pierwszy Artur Wilson - Eric Idle
Jimmi Benkinson - Graham Chapman
Drugi Artur Wilson - Eric Idle
ORGANIZATOR : Następny! (wchodzi facet) Proszę wchodzić pojedynczo!
PIERWSZY ARTUR WILSON : Ja jestem sam.
ORGANIZATOR : (zasłania oko) Rzeczywiście... Niech pan...
PIERWSZY ARTUR WILSON : Siada?
ORGANIZATOR : (patrzy obok Artura) Tak. Niech pan siada. Chce pan wziąć udział we wspinaczce?
PIERWSZY ARTUR WILSON : Ja?
ORGANIZATOR : Tak.
PIERWSZY ARTUR WILSON : Bardzo
ORGANIZATOR : Dosconale. (zapisuje) A pan?
PIERWSZY ARTUR WILSON : Jestem tu sam.
ORGANIZATOR : (zasłania oko) Więc jego podanie trafi do kosza. Oto szczegóły: poprowadzę te wyprawę. Zamierzamy się wspiąć na oba szczyty Kilimandżaro.
PIERWSZY ARTUR WILSON : Zdawało mi się, że Kilimandżaro ma tylko jeden szczyt.
ORGANIZATOR : (podchodzi do mapy Afryki, sprawdza ile szczytów ma Kilimandżaro) No to zaoszczędzimy trochę czasu. Celem wyprawy jest odnalezienie śladu po ubiegłorocznej wyprawie. (Wraca na miejsce)
PIERWSZY ARTUR WILSON : Ubiegłorocznej?
ORGANIZATOR : Prowadził ją mój brat, mieli zbudować most łączący oba szczyty. (znów spogląda na mapę) Chyba ja wpadłem na ten pomysł. Skompletowałem już całą grupę. Niech mi pan opowie o swoich kwalifikacjach. (patrzy obok Artura)
PIERWSZY ARTUR WILSON : Yy.
ORGANIZATOR : Tak, najpierw pan.
PIERWSZY ARTUR WILSON : Jestem tu sam.
ORGANIZATOR : Nie do pana mówie.
PIERWSZY ARTUR WILSON : Jestem wykwalifikowanym alpinistą.
ORGANIZATOR : Alpinistą? (sprawdza w słowniku) Alkohol, alpaga, alpinista - dwóch mężczyzn wyćwiczonych w spinacze po górach. Kogoś takiego właśnie potrzebujemy. Biorę was. Gratuluje wam obu. (podaje Arturowi obie ręce) Nazwiska panów?
PIERWSZY ARTUR WILSON : Artur Willson.
ORGANIZATOR : Zrobimy tak. Pana nazwę Artur Willson Pierwszy, a pana Artur Willson Drugi, żeby uniknąć nieporozumień.
PIERWSZY ARTUR WILSON : Pan naprawdę prowadzi tę wyprawę?
ORGANIZATOR : Tak, prowadzimy wyprawę do Afryki.
PIERWSZY ARTUR WILSON : Jakim szlakiem pójdziecie?
ORGANIZATOR : Dobre pytania. Wyruszymy jednego lub drugiego 22 stycznia i pójdziemy z Manchesterów do Oxfordów, drogami M1 przez Londyny do Perleyów. A potem A25 z Perleyów do Dowerów. Następnie przez Afryki do Nairobii. Wreszcie południowymi drogami jakieś 12 mil za Nairobie i tam zasięgniemy jezyków.
PIERWSZY ARTUR WILSON : Czy ktoś zna Suahili?
ORGANIZATOR : Tam prawie wszyscy.
PIERWSZY ARTUR WILSON : A ktoś z nas mówi Suahili?
ORGANIZATOR : Pielęgniarka mówi Suahili.
PIERWSZY ARTUR WILSON : A prócz dwóch pielęgniarek?
ORGANIZATOR : O rany zapomniałem o drugiej.
PIERWSZY ARTUR WILSON : Prócz nich kto idzie z nami?
ORGANIZATOR : Bliźniaki Arturowie Brownowie. Dwóch botaników o nazwisku Machin. Bracia Williamowie Johnsonowie.
PIERWSZY ARTUR WILSON : Dwóch?
ORGANIZATOR : Czterech. Dwie pary identycznych bliźniaków. Dwóch z czworaczków Peggów i wy dwaj.
PIERWSZY ARTUR WILSON : I nikt nie umie się wspinać?
ORGANIZATOR : Wy dwaj. Mamy też parę przewodników. Nazywają się Jimmi Benkinson. Kilimandżaro to niebezpieczna wspinaczka, głownie do góry, na sam szczyt, który nagle się kończy, ale panowie Jimmowie opracowali plan. (Otwiera drzwi. Wchodzi Jimmi Benkinson. Na głowie ma kask, w rękach ma czekan i w ogóle jest ubrany jak alpinista.) Jimmi Benkinson, to Artur Wilson. Jimmi Benkinson Drugi. A to Artur Wilson Drugi. A to Jimmi Benkinson Pierwszy.
JIMMI BENKINSON : Bez obaw, wyleczymy go z tego.
(Organizator wyprawy zanim usiadł przy biurku zasłonił sobie oko)
JIMMI BENKINSON : Opiszę panu szlak. Zaczniemy od zwykłego wejścia na Kilimandżaro. (Potrąca stolik) To całkiem proste, żadnych problemów. (Wchodzi na biurko. Kaskiem potrąca żyrandol) A potem skierujemy się na lewą ścianę. (Wchodzi na kominek i zrzuca jakieś srebrne naczynia) To nieco trudniejsze, biorąc pod uwagę te przeszkody. Potem dotrzemy do krawędzi tutaj. (Dochodzi do krawędzi) Będzie to jeden z bardziej skomplikowanych momentów, gdyż balansować będziemy na krawędzi. Aż trafimy na ten stolik. (Schodzi na mały stolik) Z niego wejdziemy na gzyms tutaj. To trudny odcinek. (Potrąca kinkiet) Dalej cholernie proste przejście po podłodze na krzesło. (Przechodzi na krzesło) Następnie szafa.... (Zrzuca szafę z książkami) i schodzimy na dół, co jest już bardzo proste. (Schodzi na dół i przechodzi przez zamknięte drzwi.)
ORGANIZATOR : Poprowadzi pierwsze podejście.
PIERWSZY ARTUR WILSON : Niestety nie wezmę udziału w pańskiej wyprawie, bo nie ufam żadnemu z jej członków. (Wychodzi przez dziurę w drzwiach, którą zrobił Jimmi Benkinson)
ORGANIZATOR : O rany! A pan?
DRUGI ARTUR WILSON : Ja jestem gotów!
ORGANIZATOR : Dosconale.
Sensacje
UWAGA!!!
Zawiera treści głęboko nieprzyzwoite, niesmaczne, gorszące, a nawet dowcipne! Czytać na własne ryzyko...
SENSACJE SARMACKIEJ HISTORII
KREW, POT I ŁZY część druga
Książę Mikołaj Mikołaj Kozanecki oblizał się i odsunął miskę pełną niedogryzionych niemowlęcych udek.
- Pyszna jest ta ludzina, którą przyrządzają kucharze Waszej Książęcej Mości - zauważył hrabia Włodzimierz Wiensko wycierając usta jedwabną serwetą z nazistowskimi wzorkami - Ale czas już chyba na skonkretyzowanie naszych planów?
- Właśnie! - Książę rozpostarł na stole mapę Sarmacji wskazując palcem na Grodzisk - Myślę, że nie ma co się wygłupiać z wyzwalaniem i takimi tam. W końcu Scholandia wypłaca nam na prywatne konta po 5,000 libertów miesięcznie, zatem my grzecznie powstrzymamy się od powstań i proklamujemy Księstwo na tym małym obszarku wokół Acjo....
- Trochę przykro mi będzie rozstawać się z Krezem - Hrabia Włodzimierz posmutniał nagle.
- Ależ nie musisz się rozstawać! – zaoponował Mikołaj Mikołaj – Przecież własność zamków, pałaców i środków produkcji pozostaje w naszych rękach! Po prostu Krez będzie formalnie kondominium niemiecko-scholandzkim, a co Twoje, Twoim pozostanie!
Hrabia Włodzimierz zarechotał obrzydliwie i odgryzł spory kawałek ludzkiego mięsa.
- Cudownie! – zaryczał - zatem ten głupawy lud traci, a my, oczywiście, zarabiamy!!!
- Jak zawsze – Książę uśmiechnął się z wyrazem głębokiego krwiopijstwa na twarzy.
- Nie tak prędko!!!!
Książę i Hrabia odwrócili się w stronę drzwi, skąd doszło ich to zawołanie. I zamarli ze strachu.
„Ale gorąco w tej Sarmacji” – tak brzmiała ostatnia myśl pułkownika Friedricha Punka, dowódcy 3 Scholandzkiej Brygady Ekspedycyjnej. Sekundę później eksplozja wiązki granatów zamieniła pułkownika w efektowny eksponat współczesnej sztuki sarmackiej.
„Wanda” wyskoczył zza krzewów, w prawej dłoni dzierżąc UZI a w lewej brauninga. Długą serią skosił jadących motocyklem operatorów karabinu maszynowego, a dwoma celnymi strzałami z rewolweru powalił niemieckich doradców wojskowych, których dłonie znalazły się niebezpiecznie blisko kolb schmeisserów.
Piotr Czarniecki zaś zapamiętale ciął swym samurajskim mieczem, który dostał w prezencie na 18-te urodziny od pełnego składu KC. Wokół bryzgały mózgi, strugi krwi, limfa oraz kilka innych płynów ustrojowych, a trupy scholandzkich żołnierzy zaścieliły leśną drogę od brzegu do brzegu.
- Zlikwidujcie sanitariuszy! - krzyknął Czarniecki – Wtedy nie będą mieli szans!
Bojowcy Sarmackiej Armii Ludowej posłusznie skierowali ogień na broniących się pod osłoną wojskowej ciężarówki sanitariuszy. Chwilę później pod podziurawionym pojazdem spoczywały już tylko zwłoki. W ciągu kolejnych 3 minut prawie wszyscy scholandzcy żołnierze leżeli martwi - jedynie pięciu z nich z rękami w górze klęczało przy wypełnionym krwią swych towarzyszy rowie.
- Co robimy z jeńcami, Towarzyszu „Wanda” ? - spytał jeden z oficerów SAL.
- ROZWALIĆ ICH!!! - zaryczał Czarniecki i wzniósł swój skrwawiony miecz.
- Nie, Piotrze! - zawołał „Wanda” osłaniając jeńców własnym ciałem - Co robisz? Skąd w Tobie tyle nienawiści? Trzeba być dobrym i litościwym!
Piotr opuścił miecz i pochylił głowę.
- Przepraszam Was, Towarzyszu. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Ostatnio czuję się taki podenerwowany...
- Rozumiem Cię, Piotrze. Wojna jest denerwująca - odparł „Wanda”, jednak pewne podejrzenia nie ulotniły się z jego błyskotliwego umysłu.
Miarowy stukot podkutych buciorów scholandzkich okupantów nie dochodził do spokojnych lasów Cyberii, gdzie w klubie „Morfeusz” jego właściciel i arcykapłan w jednym, Kazimierz Niemiec wraz z mężem Zbigniewem prowadzili kolejną imprezę, tym razem pod hasłem ‘Wojskowość’.
Król Heinrich V, z lekka już na rauszu, całował namiętnie w kącie szczupłego cyberyjskiego szeregowca. Premier Józef Bartkiewicz wraz z pułkownikiem Punkiem siedzieli sztywno przy ekstrawaganckim stoliku z giętego aluminium.
- Nigdy nie zrozumiem upodobań Jego Królewskiej Mości - mruknął Premier, po czym zwrócił się do Punka - Czy jest dla was jasne, pułkowniku, czego Królewski Rząd od Was oczekuje?
- Tak jest, Panie Premierze - odparł pułkownik - Poprowadzić wojsko w góry, znaleźć Wandę i Czarnieckiego, posiekać, zamarynować, dostarczyć.
- Mam nadzieję, że spiszecie się dobrze. – rzekł Bartkiewicz, po czym spuścił wzrok na widok znaczących mrugnięć jednego z bywalców klubu - Kurczę Blade, dlaczego jego Królewska Mość zawsze nas tu zabiera?
Pułkownik Punk wzruszył ramionami. Zdążył się już przyzwyczaić do nieco perwersyjnej atmosfery dworu. Martwiło go co innego - od kilku już nocy nieustanne śniły mu się granaty.
Michas Winnicki
Rozmowy kontrolowane
Odkąd Michnik nagrał Rywina, nikt nie może być pewny dnia ani godziny. Nasz v-światek, będąc niejako lustrzanym odbiciem ( a niekiedy krzywym zwierciadłem) realnego życia, także ma własnych Michników, Rywinów a nawet urządzenia inwigilujące. Z nagrywaniem nie ma problemu, tak więc z dziką rozkoszą będziemy publikować co bardziej smakowite kąski, w postaci logów z czata, archiwalnych zapisów rozmów gg, ściśle tajnych listów etc.
Dlaczego? Aby żaden aferzysta, oszust, osobnik moralnie niepewny, a przede wszystkim oszołom nie czuł się bezpieczny.
Rozmowy Kontrolowane stały się obiektem licznych nacisków, także międzynarodowych, mimo to nie znikną z naszych łamów ponieważ "Prasa musi mieć swobodę mówienia wszystkiego, by niektórzy ludzie nie mieli swobody robienia wszystkiego."
Uzyskaliśmy ogromne ilości materiałów do RK, na początku mieliśmy zamiar publikować wszystkie w jednym czasie, jednak po dłuższym namyśle stwierdziliśmy, że zmniejszyłoby to nacisk na poszczególne sprawy, dzisiaj zajmiemy się anonimami.
Anonim to bardzo wygodna forma komunikacji międzyludzkiej dla oszołomów, wszak tym sposobem można rżnąć z siebie głupa bez żadnej odpowiedzialności. Do czasu.
Gdy Krzysztof Szymański, Minister Dziedzictwa Narodowego otrzymał wiadomość gg o następującej treści:
00:44:27 (3977693)
pierdolony kutafonie... mam cie w dupie tylko to chciałem ci dodać
00:44:37 (3977693)
po huj sie wtrącasz w nie swoje sprawy
Postanowił działać.
Jako że nie ma wrogów, a katalog gg nie wykazywał żadnych danych numeru 3977693, oszołom był całkowicie anonimowy. Do czasu.
Minister nie jest w ciemię bity, korzystając z własnego intelektu i urzędowego dostępu do listy mieszkańców na serwerze Księstwa Sarmacji, odszukał stworzenie posługujące się numerem 3977693!
Okazał się nim....
Misiek
Współpracownik redaktora Leoparda, oraz netykietowy recydywista.
Co jest w tej sprawie najśmieszniejsze?
Nie kto inny jak minister Szymański, na liście dyskusyjnej bronił owego Miśka przed moderacyjnymi zakusami Kanclerza Czekańskiego. Ten sam Misiek pytał na liście o nr gg burmistrza Grodziska i Athos, ponieważ „chciał pogadać”, teraz mamy już całkowitą jasność w tej sprawie...
Na mocy nadanego mi przez redakcje Ab Ovo prawa nadaje obywatelowi Miśkowi tytuł HONOROWEGO LAUREATA NAGRODY „OSZOŁOM MIESIĄCA” imienia Krzysztofa Pacyńskiego.
A w następnej odsłonie Rozmów Kontrolowanych... prawdziwy hit!
O wolności słowa, o ludzkiej ignorancji i co z tym wszystkim mają wspólnego Scholandczycy...
Reportaż
CIAPEK PRESIDENTE?
Baridas - to słowo w uszach każdego Sarmaty kojarzy się jednoznacznie. Ciepłe plaże, banany, flaga a’la Honduras, wreszcie opalone dziewczęta w spódniczkach z liści palmowych tańczące ku uciesze zasobnych sarmackich turystów. W ostatnich dniach jednak kraj ten zaznał po raz pierwszy w swej historii politycznego przewrotu.
U zarania swej państwowości stanowił Baridas siłę równoważną Sarmacji. Od początku oba kraje powiązane były dość silnie, tak gospodarczo jak i politycznie. Nie było nigdy wątpliwości nad faktem przyjaźni i współpracy między obydwoma narodami. Uzewnętrznia się to między innymi we wspólnym systemie gospodarczym i bankowym.
W miarę upływu czasu przewaga Sarmacji stawała się coraz większa. Do Baridasu przybywało coraz mniej nowych mieszkańców, gospodarka rozwijała się słabo a polityka również nie pasjonowała - na liście partii przez długi czas znajdowały się dwie pozycje. Coraz bardziej zamierało także życie na liście dyskusyjnej. Mój niewielki pokoik reportera w nadmorskiej dzielnicy Cracofii był więc milczącym świadkiem niekończącej się sjesty swego lokatora. Jednak do czasu.
Kilka dni temu na ulicach wyczuć się dało spore ożywienie. Pośród tradycyjnie wylegujących się w promieniach słońca mieszkańców pojawiły się zorganizowane pochody, na których czele maszerował młody człowiek w płaszczu z insygniami Marszałka Senatu Republikańskiego. Był to Patryk ‘Ciapek’ Bit. Postać tę poznałem jeszcze w Scholandii jako zdecydowanego przeciwnika mojego komunistycznego przewrotu. To On właśnie wypowiedział słynne słowa ‘komuchy na drzewo - a fuuuuuuu!’. Teraz jednak sam stanął na czele puczu!
21 maja na głównym Rynku Cracofii Ciapek wraz ze swoimi stronnikami zorganizowali manifestację patriotyczną. To właśnie tam odczytano słynny ‘Manifest’. Ruch Dla Dobra Baridasu zażądał w nim unormowania w ciągu 72 godzin spraw związanych z listą dyskusyjną Państwa, powołania Sędziów i rozpisania wyborów do Parlamentu. W razie niespełnienia postulatów Ciapek zagroził obaleniem władz i przejęciem kontroli nad krajem.
„Frustracja ludzi z powodu nieudolności władz SIĘGŁA zenitu!” – krzyczał. Do manifestantów wyszła jedna z sekretarek Prezydenta obiecując, że przekaże Manifest władzom.
„Nie nazwałbym tego, co robię ‘puczem’” - powiedział mi Ciapek. „Już od półtorej miesiąca obserwuję z rosnącą frustracją to, co dzieje się, a raczej nie dzieje w Baridasie. Postanowiłem wręcz przeprowadzić...taką dużą reformę.”
W ciągu kolejnych dni na liście dyskusyjnej i na ulicach pojawiały się kolejne głosy poparcia. Po dwóch dniach do demonstrantów wyszedł przerażony Premier Jan ‘Hidem’ Mausch, który POPROSIŁ o to, by puczyści zaczekali na powrót Prezydenta Christofo, aktualnie przebywającego za granicą. Ciapek wyraził zgodę na przedłużenie ultimatum o kolejne 24 godziny.
Następnego dnia na horyzoncie zauważyłem śmigłowiec Sarmat-Lockheed w barwach błękitno-biało-błękitnych. Popędziłem w stronę Pałacu Prezydenckiego, lecz drogę zagrodzili mi żołnierze. ‘NO PASARAN! NON POSSO! ’ wołał rozczochrany sierżant w mundurze prezydenckiej Gwardii, a ja mogłem tylko z daleka oglądać Prezydenta Christofo, który wraz z grupką doradców przywitał się na płycie lądowiska z Premierem i szybkim krokiem wszedł do pałacu. Pod bramą zaś demonstrowała spora grupka puczystów, w dość dobrej komitywie z żołnierzami. Na kilku sporych grillach piekły się kiełbaski chorizo, pito wino, a jedyną oznaką władczości jaką okazywali gwardziści był stanowczy zakaz wejścia na teren pałacowych ogrodów.
Po kilku godzinach pod bramą pojawił się Ciapek.
„Chciałbym, żeby Prezydent pozostał na swoim stanowisku” - mówił. „Chcę jednak mieć możliwość odbudowy organów władzy. Ważne jest też, by Baridas pozyskał choć 10 aktywnych obywateli, jak ma to miejsce w Cyberii.”
Wreszcie do demonstrantów wyszedł prezydencki Sekretarz, który odczytał oświadczenie Christofo. „Niestety również zauważyłem, że nasz kraj podupadł, wpełni popieram działania Panem Ciapkiem i daje mu wolną rękę w dalszym postępowaniu. Nie będe mu w niczym przeszkadzał o co proszę również Premiera. Myślę, że ten przewrót może dać nam wiele dobrego i pozwoli nam wstać z ziemi na równe nogi. Ja narazie będe nieobecny, ale wrócę do was moi ukochani Obywatele.” – głosił tekst tego dokumentu (zachowano oryginalną pisownię). Wykorzystując radość zgromadzonych i ich bratanie się z żołnierzami przeskoczyłem przez płot rezydencji, niestety Prezydent był szybszy – wraz z doradcami wbiegł do helikoptera i odleciał w kierunku Scholandii.
Próbowałem wysłać pytania do Prezydenta pocztą, niestety nie doczekawszy się odpowiedzi. Wygląda zatem na to, że nasz najwierniejszy sojusznik popadł w stan anarchii - o ile oczywiście Ciapek nie zdecyduje się na tymczasowe przejęcie władzy dyktatorskiej.
Michas Winnicki
Mirabile Dictu
Damian "Mirthandil" Konieczny
MIRABILE DICTU*
Część druga
Grodzisk AD 2004, wiosna.
Hrabia siedział przy dębowym biurku, na stylowym, czarnym, prawdopodobnie skórzanym fotelu. Nawet zakładając, że intelekt przeciętnego czytelnika nie dorównuje scholandzkiej ignorancji intelektualnej, nie da się ukryć tytułu szlacheckiego, ubranego w kiczowaty, różowy garnitur dżentelmena. Do bólu pospolita, nie zdradzająca najmniejszych oznak myślenia fizjonomia, rybie oczka, niezwykle dopasowane do jasnych, klasycznie tłustych włosów, pekaesów ala Arcyksiążę Konstanty i trupio bladej, nieświeżej cery, zdradzały szlacheckie pochodzenie. Złoty łańcuch zwieńczony olbrzymim ryngrafem z wygrawerowanymi znakami, układającymi się w dość jednoznaczny ciąg liter: „HRABIA”, nie pozostawiał złudzeń, co do stanu konta jegomościa w białych skarpetkach i czarnych, drogich butach, wszak hrabiowski tytuł sporo kosztuje.
Hrabia był zły. Nonszalancko przycisnął mały zielony przycisk umieszczony na interkomie made in Dreamland, z trudem wydobył z siebie artykułowany ciąg sylab
- Pani Zosiu, jaki jest mój dzisiejszy plan zajęć? – zapytał delikatnym głosikiem, stękając przy tym i śliniąc się niewymiernie do treści wypowiedzi.
Z głośnika dobiegł naszego bohatera męski głos
- Khe, Khe, Khe, znaczy się, pyta Pan hrabia o jadłospis? – Znając poziom intelektualny szefa „Pani Zosia” mógł sobie pozwolić na cynizm.
- Słucham? – Hrabia nie był typem miewającym przebłyski intelektu.
- Ma się rozumieć, wasza wysokość, służę z radością - „Pani Zosia” był w świetnym humorze.
Przez chwilę do uszu Hrabiego dobiegał szelest kartek, po czym „Pani Zosia” odchrząknął
- Ekhm, ma Wasza wysokość pracowity dzień, śniadanie złożone z trzech dań, tradycyjnie o dziewiątej, potem chwila relaksu przed telebimem, codzienny program „Książę czy Kanclerz?”, obrady sejmu „Poseł Łaski: Reaktywacja”, a następnie kilka godzinek najnowszego reality show „Nasi chłopcy w Scholandii” na dzisiaj przewidywana jest rzeź Scholopolis. Następnie... – głos dobiegający z interkomu zamilkł na chwilkę, „Pani Zosia” wciągnął powietrze
- O kurwa! Pan Hrabia ma petenta! Po raz pierwszy w tym roku, zapisał się pięć lat temu i zgodnie z najnowszym dekretem Księcia, nie możemy go odprawić z kwitkiem!
- Jak to!? – hrabia nie krył oburzenia, aczkolwiek w jego głosie dało się odczytać strach.
- Walka z bezrobociem, czy coś w tym temacie, były zamieszki w Starej Hucie, na prowincji w Acjo i Krez, wszystko przez tego skurwiela Winnickiego, odkąd wybrali go na drugą kadencje do sejmu, w głowie mu się przewróciło – „Pani Zosia” nie pałał miłością do Genseka KPS, przełknął łyk bliżej niezidentyfikowanego trunku, po czym kontynuował tyradę
- Zaczął wysypywać na tory tony dreamlandzkich Malboro Light, blokować szosę Acjo – Grodzisk i krzyczeć na demonstracjach „Czekański musi odejść!”, jest posłem, więc zniknąć go jest niepolitycznie, a wszystkie próby kompromitacji spełzły na niczym, delikatnie zarzucili mu sodomię, ale okazało się, że w istocie jest pedałem!
- On, on..... jest niesympatyczny... czy na tym polega zabawa w politykę? – Hrabia zawsze nazywał rzeczy po imieniu – Czy Książę nie mógł podać go do realnego sądu?
- Ekhm... – „Pani Zosia” wyraźnie nie miał pojęcia co odpowiedzieć, postanowił więc kontynuować
- Tak więc ten niesympatyczny skurwiel dał się we znaki wielu wpływowym ludziom, Książę po przeczytaniu kilku romansów stwierdził, że skoro wroga nie może pokonać, trzeba go polubić, i wydał ten nieszczęsny dekret, dotyczący walki z bezrobociem, jako że Pan Hrabia jest ministrem pracy, to na jego spracowane barki przypadł smutny obowiązek przyjmowania szukającej pracy hołoty, co gorsza, w dekrecie zapisano, że musimy przyjąć pięciu petentów rocznie! Dzisiaj o szesnastej przyjdzie pierwszy...
- Nie rozumiem – Tak, trzeba to powiedzieć wprost – Hrabia był ograniczony intelektualnie, być może dlatego otrzymał ten resort.
- Przyjdzie do Waszej Wysokości jakiś śmierdzący dziad i Pan Hrabia musi mu znaleźć jakąś pracę, chodzi o efekt marketingowy, psychologia tłumu, filozofia optymizmu, czy coś w tym stylu, apropo... - „Pani Zosia” uwielbiał imponować znajomością wyrazów obcych – Nazywa się Mieczysław.
Hrabia wyłączył interkom, Zerknął na automatycznie uruchomiony telebim, był wściekły, a jednocześnie przerażony. Trwający już dobre kilka minut poranny blok programowy „Poranek z Wienkiem czyli jak uniknąć denuncjacji” został przerwany, na ekranie pojawił się mężczyzna, ubrany w wojskowy uniform „Łaski wiosna2004”, siedział przy zbitym z desek, stylizowanym na wojskowe biurku. Nad głową Kanclerza Czekańskiego, bo to właśnie on zakłócił program sarmackiej TVP1, wisiał portret Ottona von Bismarcka, Słońce narodu przemówiło, głosem do złudzenia przypominającym automat w Sarma Idea Call Center
- Książę, Wysoki Sejmie, Mieszkańcy Księstwa... – ten fragment Kanclerz miał opanowany do perfekcji – Nastały... eeee... trudne, ciężkie czasy, eee.... Sytuacja militarna na froncie scholandzkim jest wysoce eee... radosna.... Nasi dzielni chłopcy.. eeee... palą, gwałcą i rabują... tfu... miałem zamiar powiedzieć... eee... niosą naszym kochanym scholandzkim braciom kaganek oświaty i cywilizacji, eee.. przypominam, okrzyk sarmackich korpusów inwazyjnych to „pokój, miłość, braterstwo”, Scholandczycy witają nas z eee... kwiatami, niestety.... eeee... nasze ten tego... sarmackie ideały, są zagrożone, tym... ee.. razem wkur... ekhm... obrazili nas niegrzeczni Dreamlandczycy, eee..... dee.. de... dementujemy, jakoby powodem operacji „Pal, Niszcz, Morduj”, był wysoce ujemny bilans handlowy z Dreamlandem, związany z importem olbrzymich.. eee.. ilości wyrobów tytoniowych, to zwykła pr.... prrr.... prowokacja! Dreamlandczycy muszą zostać ukarani! Eeee.... ponieważ, eee.... wspomagają...eeee... terrorystów na terenie kolonii Baridas! Ekhm... co ja miałem powiedzieć, ten tego... eeee..... aha... – Ciąg dalszy nastąpi.
*Mirabile Dictu - łac. aż dziw powiedzieć.
Przegląd Prasy
Tym razem Przegląd Prasy wyjątkowo ubogi, tak jak ubogi jest nasz v-światowy rynek prasowy...
Sarmacja
Biuletyn – Redaktor techniczny Hagakure uraczył nas nową, przyjemną dla oka szatą graficzną, Biuletyn nie będzie już szary i smutny graficznie! Zmiana wyglądu nie wpłynęła negatywnie na jakość tekstów, jak zwykle chcemy więcej, martwi nas za to jakość współpracowników redaktora Leoparda ( Patrz także – rozmowa kontrolowana), ale oczywiście to nie jest nasza sprawa...
Scholandia
Spectator – Scholandia szuka kolejnego frajera w celu matrymonialnym, mariaż z Sarmacją został już spisany na straty. Cóż, nie będziemy robić scen zazdrości ani stawiać oporu podczas rozprawy rozwodowej, małżonkowie się nie kochają, a „konflikt charakterów” jest dobrym argumentem i brzmi znacznie lepiej niż całkowita aberracja połączona z totalnym brakiem autoironii ze strony naszych kochanych Scholandczyków, martwię się tylko o Dreamland, wielu z nas ma tam przyjaciół...
Lizanie dreamlandzkich butów w Spectatorze jest dość nudne, jednakże warta uwagi jest wypowiedź obywatela Filipa von S:
„Dreamland jest obliczalny, kierują nim ludzie nieco starsi i bardzie wyważeni niż przeróżne nadęte własną arogancją młokosy w niektórych innych państwach.”
Czy Książę Piotr Mikołaj będzie płakał?
Redaktorów gazet istniejących, zawierających minimum interesujących treści, a nie wymienionych w Przeglądzie Prasy, zapraszam do kontaktu z redakcją pod adresem mirthandil@poczta.onet.pl
Życzenia
Rocznica Księstwa Sarmacji to doskonały argument w kwestii składania życzeń, nasza redakcja, zawsze o krok wyprzedając konkurencje, postanowiła złożyć swoim ulubieńcom życzenia bardzo personalne, na wstępie zaznaczając, że bez Was nie byłoby Ab Ovo, serdecznie dziękujemy!
Życzymy...
Księciu Piotrowi Mikołajowi – Królewskiej korony, scholandzkiej miłości i trzystu sześćdziesięciu pięciu kartonów czerwonych Sobieskich na trzysta sześćdziesiąt pięć dni istnienia Księstwa Sarmacji.
Kanclerzowi Robertowi Czekańskiemu – Pochlebnych recenzji w prasie, Sarmacji na miarę rzeszy Bismarcka, (ale bez smutnego końca), telefonu komórkowego czwartej generacji, przyjęcia do KPS i wewnętrznego spokoju w stylu buddyjskiego mnicha.
Naszemu Ulubionemu Posłowi – Radosnej i obfitej w sukcesy emerytury, powrotu w napoleońskim stylu i miejsca zesłania milszego niż wyspa św. Heleny.
Hrabiemu Wieczysławowi WieNsko – Rozkosznych moderacji, powodzenia w krzewieniu zabobonu, zawsze prawidłowo zapisywanego nazwiska, wielu fornali, podczaszych na miarę towarzysza Wandy i miłości ze strony AgJota.
Redaktorowi Leopardowi – Ekip remontowych na miarę potrzeb i współpracowników redakcyjnych na miarę możliwości.
Sędziemu Hagakure – Trwania na posterunku, wyroków zgodnych z zasadami sprawiedliwości społecznej, oraz odkrycia ciemnej strony swojej natury.
Wojtkowi Zielińskiemu – Syriusza II który scholandzkiego Gaue wpędzi w kompleksy, pomyślności na nowej v-komunistycznej drodze życia, a przede wszystkim satysfakcji z wykonywanej pracy dla nas wszystkich, zarówno w Sarmasoft jak i Sekretariacie Infrastruktury.
Krzysztofowi Szymańskiemu – Kolejnego burmistrzostwa, wspaniałego Grodziska i zacisznego Athos, sukcesów w misji kulturalnej ( Literatura i sztuka, ministrze!) i najważniejsze, żeby redaktor Mirthandil napisał wreszcie teksty na stronę SKOL.
Posłom – Żeby coś robili.
Redaktorom Ab Ovo – weny i dotrzymywania terminu wydawniczego.
KPS i Samnoteam – Epickiej walki na miarę Gwiezdnych Wojen.
Rewolucjonistom – Słodkich rewolucjonistek.
Buntownikom – Żeby mieli przeciw czemu się buntować.
Intelektualistom – intelektualnych uniesień.
Scholandzkiemu Królowi – Żeby nie musiał się martwić tym, co o nim wypisują sarmackie brukowce.
Czytelnikom – Konkurencyjnych gazet.
Producentom przecierowych soków marchwiowo-owocowych – Żeby stanęli na wysokości zadania.
Nam Wszystkim – Stu lat Księstwa Sarmacji i godnych następców....
Redaktor Naczelny
OBOCAO
motto: Opinia publiczna to zdanie ludzi, których normalnie nikt o zdanie nie pyta.
Ośrodek Badania Opinii Czytelników Ab Ovo
Tym razem pytania były mniej tendencyjne, co zaowocowało wartościowymi danymi statystycznymi. I tak:
76% ankietowanych zadeklarowało v-patriotyzm, co cieszy biorąc pod uwagę ciężką sytuację międzynarodową.
40% ankietowanych uznało że Książę Piotr Mikołaj powinien studiować, szeroko rozumiane krwiopijstwo, co pozwala wyciągnąć logiczny wniosek – Lud jest spragniony ostrych pieszczot ze strony swojego tyrana, w chwili obecnej Książę jest dla nas zbyt delikatny, mamy głęboką nadzieję że Gronostajowy Maturzysta rozważy wyniki naszej sondy.
34% ankietowanych za najlepszego ministra uznało Wojtka Zielińskiego i został szefem niezależnego sekretariatu.
17.2% ankietowanych za najlepszego ministra uznało Michała Łaskiego i został odesłany na polityczno-rządową emeryturę.
6.2% ankietowanych za najlepszego ministra uznało Roberta Czekańskiego i został Kanclerzem czyli szefem wszystkich ministrów.
Bez komentarza.
Tradycyjnie zapraszam do udziału w naszych ankietach.
metadane
autor: Damian Konieczny
opublikowano: 29 maja 2003 r.
link: http://vonthorn.sarmacja.org/galeria/archive/ao/archiv.php