5:32

Obudziłem się o piątej trzydzieści dwie po Kawa znów była za słona Usta spierzchnięte oblizałem językiem Zresztą niewiadomego pochodzenia Za oknem krzyczano o wolnej erekcji Śmiałem się moja była szybsza Czerwony płatek maku upadł na kreskę Dziś już jej nie wciągnę No ja pierdolę znowu jej nie wciągnę Na ircu będzie demotywowanie Bo kreska była nie-moja No i w sejmu jakieś takie ciulowanie Siedzę w marynarce i gaciach Szukając kapelusza z pawim piórem Spodnie me dopadł przepadzik Łóżko moje zniszczyła tradycja Więc dumnie wyjmuję drzazgi z tyłka A kysz powagiźmie a kysz realiźmie Kawa znów była za słona Ktoś znowu bił Kaizerowiczów Jakie to miłe dla oka znaki I jakby kupy już mniej Jejku znów to zrobiłem No na cóż mi przyszło być byciem A w lesie znów powiesił się monarchista Chyba będziemy mieć święto Za oknem krzyczano o wolnej erekcji A ja wpatrzony w żar cygara Miałem to wszystko w dupie Bo kawa znów była za słona Erotyzmowanie nieskutecznie długie Czytasz to i myślisz po co I wiesz już że po nic na pewno Bo gdybyś czytał po coś Wiedziałbyś dlaczego To wszystko skończyło się kilka wersów wyżej A teraz wkurwiają cię didaskalia Pisane tępym narzędziem Po piasku tuż przed przypływem Bo kawa była zasłona I jakby kupy już mniej

metadane
autor: Akademik Heach
opublikowano: 2013, Wand-Tass
link: Wand-Tass