Paronama czyli Wanda na Aldebaranie 0

Prolog

Każda, nawet najgłupsza opowieść, musi mieć swój początek. Ta rozpoczyna się w roku 2009. W tym okresie dziejów Wandystan był jedynie mocarstwem drugiej kategorii, otaczały go kraje o większym potencjale ludzkim i pieniężnym. Zaletą socjalistycznej republiki Mandragorów był potencjał umysłowy i naukowy. To on miał w przyszłości zaowocować wielkim skokiem technologicznym.

W październiku 2009 roku, do grupy badawczej z Instytutu Pornografii Stosowanej Wydziału Chemicznego Politechniki Precelkhandzkiej zgłosiła się grupa naukowców z Konserwatorium Muzycznego w Wałbrzychu. Gnomi inżynierowie przywieźli ze sobą obszerną dokumentację prowadzonych przez nich badań. Przeprowadzali oni od paru miesięcy próby terenowe z nowym rodzajem betonu, który rzekomo odkryli. Miał to być tzw. beton powierzchniowo utwardzany, 38 razy mocniejszy i wytrzymalszy od zwykłego, ponadto całkowicie wodoodporny i znacznie lżejszy od zwykłego. Gnomy chciały kontynuować badania nad betonem utwardzanym, jednak ich zaplecze naukowe nie było odpowiednie. Dlatego zgłoszono się do inżynierów z Politechniki Precelkhandzkiej. Zespół badawczy pod kierownictwem prof. Mateusza Wajchę-Przełóż i doktora inżyniera Abogarda Modrzewia (kuzyn Franciszka) rozpoczął przygotowania do ekspertyzy badawczo-naukowej. Z dokumentacji wynikało, że żeby otrzymać beton utwardzony należało poddać zwykły beton promieniowaniu W (zwanym też promieniowaniem Kedara, na cześć jego odkrywcy) w temperaturze ok. 80 stopni Celsjusza, w pojemniku wypełnionym gazem obojętnym. W tym celu inżynierowie i technicy z zespołu profesora Wajchę-Przełóż udali się do laboratorium technicznego Ludowych Zakładów Przemysłu Betonowo-Asfaltowego w Winnicy.

Badania otrzymały klauzulę najwyższej tajności. Spodziewano się potwierdzić wyniki naukowców gnomich, co miałoby niebagatelny wpływ na rozwój Wandystanu i Bratnich Narodów. Beton utwardzony, co prawda droższy w produkcji od zwykłego, był jednak znacznie wydajniejszy, bezpieczniejszy i wytrzymalszy. Jednak jak to zwykle bywa, badania zespołu Wajchę-Przełóż nie dały oczekiwanych rezultatów. W szeregu prób i eksperymentów nie udało się uzyskać betonu powierzchniowo utwardzonego. Dr inż. Modrzew, wraz ze swoim asystentem mgr. inż. Tłomaszewem Krztoniem, otrzymali za zadanie sprawdzenie dlaczego nie udaje się otrzymać betonu utwardzonego. W tym celu porównano próbki betonu gnomiego z wandejskim, licząc na to, że błędy leżą po stronie doboru materiałów. Ekspertyza nie przyniosła pozytywnego wyniku. Później próbowano zmienić gaz obojętny, który wypełniał pojemnik – również bez rezultatu. Sytuacja robiła się napięta, w każdej chwili mogło do drzwi zapukać SB. Cała impreza skończyłaby się wtedy równie szybko jak zaczęła, a ekipa badawcza otrzymałaby darmowe wakacje w Engels III.

Była późna noc, 24 marca 2010 roku. Profesor Mateusz Wajchę-Przełóz spał spokojnym snem w swoim mieszkaniu na 7 piętrze bloku z wielkiej płyty, na osiedlu w Precelkhandzie. Obok niego, przytulona, spała jego żona – Grzegorz. Prof. Wajchę-Przełóż śnił akurat o grupie spoconych kolarzy, kiedy nagle zadzwonił telefon. Oburzony, mocno zaspany, klnąc pod nosem podniósł słuchawkę.

-Panie profesorze, kurwa, mamy to! – krzyczał z drugiej strony linii dr Modrzew. -Ale co mamy? O co chodzi?! -Proszę natychmiast przyjechać do Instytutu!!!

Zespół od dawna nie pracował w Winnicy, resztę badań prowadzono już w Precelkhandzie. Zaspany profesor jechał swoją ładą na uczelnię. Nie spodziewał się, że będzie świadkiem epokowego wynalazku... Gdy wszedł do pomieszczenia jego oczom ukazał się nieziemski widok. Nad stołem, w centralnej części laboratorium, lewitowała dziwna substancja. Wydawała przy tym dziwny dźwięk, jakby ktoś puścił na magnetofonie odgłos silnika od trabanta i zasłonił przy tym głośniki poduszką. Obiekt świecił też nienaturalnym, zielono-żółtym światłem. Prof. Wajchę-Przełóż stał oniemiały, nie wierzył własnym oczom. Wtedy z pokoju obok wyszedł dr Modrzew.

-Co to kurwa jest?! – rzucił w jego kierunku profesor i trzęsącymi dłońmi sięgnął po papierosa. Nie palił już od miesiąca. -Nie wiemy, otrzymaliśmy to przed chwilą. Inż. Krztoń przeprowadził badania wg własnego pomysłu i bach, samo wyszło – odparł dr Modrzew. -Gdzie on teraz jest? -Poszedł po piwo, zaraz wróci. -Co to był za pomysł? Jakie własne badania? Przecież nas zastrzelą za coś takiego!!! -Spokojnie profesorze! Inż. Krztoń, jak sam mówił, zmodyfikował nieco proces produkcji. Zwiększył ciśnienie i temperaturę panującą w pojemniku, podmienił też gaz na wodór. Rozpoczęliśmy stopniowo zwiększać wszystkie parametry, kiedy nagle – JEBS – aparaturę pomiarową szlag trafił a pojemnik powyginało na wszystkie strony. Ale się nie rozszczelnił, czyli było dobrze. Myśleliśmy, że będzie trzeba schłodzić to gówno, bo będzie gorące. A tu nic, temperatura ledwie 40 stopni. To wzięliśmy łom i otworzyliśmy badziewie. Wtedy sobie zdałem sprawę z tego, że kurwa, to może być promieniotwórcze. Ale licznik nic nie wskazał, więc mieliśmy to już dupie. Ja chciałem to brać szczypcami, ale inż. Krztoń wziął to w łapy i wyciągnął. Postawił na stole, a to gówno zaczęło lewitować. Prawie się w spodnie nie zesrałem jak to zobaczyłem. -Ale co to w ogóle jest?! – filozoficznie spytał profesor Wajchę-Przełóż.

Nie wiedzieli dokładnie czym to było, ale to było TO. To COŚ na co każdy naukowiec czeka całe życie. Badania które rychło rozpoczęli dały zniewalające, ale i zaskakujące rezultaty. Okazało się, że substancja otrzymana przez inż. Krztonia nie była betonem utwardzanym powierzchniowo – to było coś więcej. Dalsze ekspertyzy udowodniły, że jest to nowy pierwiastek chemiczny. Był to beton II generacji, absolutna nowość. Badania nad przydatnością betonu II generacji, zwanego potem po prostu betonem (stary, zwykły nazywano betonem I generacji), dowiodły że jest to świetny budulec wszystkiego. Można było z niego zrobić i ubranie i rakietę balistyczną. Był przy tym niesłychanie wytrzymały i odporny. To był pierwszy etap na drodze do podboju Kosmosu.

Jest rok 2015, maj. W Stalińskiej Porębie, kurorcie rządowym w górach Zongyi, dochodzi do wiekopomnego spotkania. Oto przy jednym stole siadają jednocześnie przedstawiciele strategicznych gałęzi przemysłu – budowlanego, chemicznego i rakietowego. Decydenci ustalili na tym spotkaniu, że wspólnymi siłami doprowadzą do budowy pierwszej wandejskiej rakiety kosmicznej, zbudowanej z betonu II generacji, która wyniesie pierwszego Wandejczyka w przestrzeń kosmiczną. Planowano połączyć siły i w ciągu 2-3 lat wysłać krzewiciela socjalizmu w przestrzeń kosmiczną. Było to ryzykowne i brawurowe, miało jednak szanse powodzenia. Wtedy do całej zabawy wtrąciły się najwyższe władze państwowe. Mandragor Khand, bo o nim tu mowa, sprawował nieprzerwanie władzę od 2003 roku. Dwa lata przed spotkaniem w Stalińskiej, Khand rozwiązał zagadkę nieśmiertelności, kiedy to przez przypadek popieściło go 230 volt z jego telewizora. Odtąd, będąc niepokonanym, planował rozszerzenie władzy Wandy na cały świat, siłą lub dobrym słowem. Oporni mieli być niszczeni, pokorni nagradzani. Beton II generacji był substancją której potrzebował. W styczniu 2014 ruszyła na zlecenie mandragora produkcja pierwszych czołgów betonowych, które miały posłużyć do inwazji na resztę świata. Wraz z Godzillą, były to wunderwaffe Sarmackiej Armii Ludowej. Później powstały plany betonowych samolotów, dział, okrętów, karabinów itd. Khand chciał jak naszybciej osiągnąć planowany poziom uzbrojenia – plany budowy rakiety kosmicznej były mu nie w smak, zabierały potrzebne moce produkcyjne. Dlatego storpedował plany przemysłowców i odłożył je na plan dalszy.

W roku 2025 władza wandejska była nieograniczona i pełna. Nad całym światem powiewał żółto-czerwony sztandar tow. Wandy. W toku szybkich uderzeń i kampanii, cały świat znalazł się pod panowaniem Wandystanu i jego sojuszników. Teraz można było kontynuować pracę nad konstrukcją statku kosmicznego. Zadania tego podjęła się grupa inżynierów z Politechniki Precelkhandzkiej, pod kierownictwem prof. Ambrożego Niech-Przełoży. Sama konstrukcja rakiety nie była przełomowa, rewolucyjny był napęd. Był to pierwszy na świecie plazmowy silnik na czysty beton. Jego moc była niewyobrażalna, potrafił rozpędzić rakietę do prędkości światła w 7,8 sekundy. Obawiano się wszakże, że takie przyspieszenie zabije załogę statku. Problem rozwiązano, umieszczając kabinę astronautów w kapsule pływającej w masie roztopionego czystego betonu. Struktura pierwiastka betonu sprawia, że doskonale tłumi on wszelkie przeciążenia. Tak więc rakieta była gotowa. Pierwszy lot odbył się 14 czerwca 2027 roku i był on wielkim sukcesem. Od tamtej pory, w ciągu 15 lat, dokonano wielu podróży w najdalsze nawet zakątki Galaktyki, gdyż jak się okazało, plazma betonowa pozwala zakrzywiać czasoprzestrzeń i podróżować szybciej od prędkości światła. Ostatnia wielka wyprawa miała miejsce w 2042 roku, kiedy postanowiono wyruszyć w kierunku Aldebaranu. I tutaj rozpoczyna się nasza opowieść...

Metadane
autor: Michał Czarnecki
data: 8 sierpnia 2009 r.
linki: Wandea Ludu: 0