Krew pot i łzy 1

KREW, POT I ŁZY część pierwsza

Stół w królewskim pałacu w Scholopolis widział wiele. Jego mahoniowy blat, wytarty rękawami niezliczonych urzędników tego pięknego kraju widział najwięcej. Jednak to, co zobaczył 24 kwietnia 1940 roku zmroziło mu korniki w nogach.

Tego dnia na lotnisku wojskowym wylądował samolot Air Force Eins oznaczony wielką czarną swastyką. Adolf Hitler pospiesznie wysiadł z niego i w potokach padającego deszczu, bez oficjalnego powitania skrył się w limuzynie marki Scholland E-600.

-Heil Hitler! – zawołał król Heinrich V wznosząc prawą dłoń. -Heil Mich!- odparł Hitler, a samochód mknął przez rozległe ulice Scholopolis.

Później delegacja niemiecka wraz z najwyższymi czynnikami państwowymi gospodarza zasiadła przy stole. Minister Von Ribbentrop, znany z upodobania do apetycznych kelnereczek pożerał wzorkiem blondwłose scholandki podające likiery i zakąski. Król Heinrich V, znany z kolei, podobnie jak dziwnym trafem większość scholandzkich władców, z upodobania do apetycznych żołnierzy, obserwował nader pilnie poczynania przewodniczącego berlińskiej organizacji HitlerJugend zabranego przez Fuhrera w zagraniczną podróż w nagrodę za spalenie rekordowej ilości książek Tomasza Manna na ostatnim zlocie organizacji.

-Wasze wojska- mówił tymczasem Hitler- Muszą być gotowe do uderzenia dwudziestego maja! Uderzycie bezpośrednio na Grodzisk, szczegóły pozostawiam waszym dowódcom. Nasza piąta kolumna, pod dowództwem Oberscharfuhrera Dijkstry Pacyńskiego opanuje tymczasem Złote Wybrzeże, tam przyjmie desant naszej 14 Dywizji by uderzyć dalej w głąb lądu!

-Oczywiście, Mein Fuhrer- do dyskusji włączył się Premier Józef Bartkiewicz, dotąd zwracający raczej uwagę na swego małego synka Adrianka, który biegał to tu to tam po całej sali, a przez chwilę targał nawet za okularki samego Goebbelsa – Przygotowaliśmy już najlepsze oddziały i najlepszą broń. Sarmaci są skazani na klęskę!

-Wunderbar....Hehehe...-Wódz Tysiącletniej Rzeszy zaśmiał się szatańsko- Die Sarmaten są skończeni...hehehe....a z tego wrednego komucha ‘Wandy’ zrobię sobie...jak się mówi...aba żur?

Tymczasem stół przeraził się. Był bowiem wykonany z sarmackiego mahoniu i mimo iż od lat służył już w Scholandii pozostał w nim jednak pewien Sehnsucht.


Piotr Czarniecki odgarnął z czoła pukiel długich włosów. Za oknem szalał sztorm, spienione fale waliły w cypel, na którym stał stary fort, obecnie zajęty przez faszystowskich okupantów. Krew zawrzała w Piotrze, kiedy przypomniał sobie scholandzkie czołgi wdzierające się do Grodziska, kiedy wspominał krew na ulicach, brak amunicji, która skończyła się już po kilku godzinach walki, wreszcie upokorzenie, jakie przeżył, kiedy sędziwy tyran Mikołaj Mikołaj Kozanecki podpisał akt kapitulacji, wskutek którego ¾ terytorium Sarmacji dostało się pod niemiecko-scholandzką okupację, a jedynie niewielki skrawek ze stolicą w Acjo pozostał formalnie niepodległy a w rzeczywistości marionetkowo zależny od Rzeszy.

Piotr nie mógł tak dłużej usiedzieć. Sięgnął do kieszeni i wydobył wygniecionego Marlboro Lighta. Zapalił, zaciągnął się dymem i spojrzał znów na morze.

-Piotrze, ty znowu palisz!!! – z kuchni dobiegł go gniewny głos.

W pokoju pojawił się postawny mężczyzna, szatyn, o spracowanych dłoniach, silnej budowie ciała i prostej, choć bezbrzeżnie mądrej twarzy.

-Przepraszam, Towarzyszu „Wanda” – Czarniecki wydawał się mocno zakłopotany – W końcu palę tak rzadko....przypomniałem sobie najazd na naszą Ojczyznę...

„Wanda” opiekuńczym gestem wyjął papierosa z rąk Piotra i zagasił w stojącej na stole czaszce niemieckiego feldfebla.

-Nie wolno palić! Prawdziwy bojownik o wolność i równość nie dba o używki! Musimy być wciąż w najwyższej formie fizycznej, papierosy zaś ją upośledzają!

-Masz rację, Towarzyszu. Obiecuję rzucić- powiedział Piotr i znów spojrzał na budzące grozę mury starej twierdzy.


Maj 1940 roku nie był w Sarmacji taki jak zwykle. Około godziny 5 rano, dnia 20 tegoż miesiąca, pierwsze scholandzkie bomby spadły na Grodzisk.

Sarmacka obrona przeciwlotnicza nie spodziewała się ataku. Kiedy na radarze pojawiły się eskadry dużych samolotów, początkowo dowódca jednostki nie wierzył w to, co widzi. Kiedy jednak na niebie pojawiły się ryczące Ju-230 na scholandzkiej służbie rzucił się na stanowisko ogniowe.

Bomby spadły głównie na dzielnicę rządową. W okamgnieniu w mieście wybuchła panika. Terkot karabinów i dział obrony przeciwlotniczej, huk wybuchających bomb, wreszcie artyleryjski ostrzał z nadciągających krążowników wroga dały obraz nadciągającej hekatomby.

A stół w pałacu królewskim w Scholopolis myślał intensywnie, jak pomóc rodakom.

Metadane
Autor: Michaś Winnicki
data: ???
link: brak opis: powieść historyczna w odcinkach.