Region SoGo

Mapa Wandystanu z zaznaczonym regionem SoGo

Region SoGo mieści się na Przylądku Północnym wyspy Wandea. Nazwa regionu pochodzi od dwóch znajdujących się tam miasteczek: Sodomy i Gomory. Nazwa ta ukształtowała się niedawno, wraz z rozwojem wandejskiej etnografii i z potrzeby nadawania nazw zastanym faktom, natomiast rzeczywista historia osadnictwa w tych okolicach jest znacznie, znacznie starsza.

Historia Frodowic

Historia regionu sięga właściwie początków wandejskiej państwowości. Niejaki Ryszard Miotke vel Michał Miotke von Frodo był pierwszym mieszkańcem Wandystanu, który zwrócił uwagę na te piękne tereny. Pomógł lokalnym wieśniakom w zyskaniu świadomości klasowej i utworzeniu wspólnymi siłami zorganizowanej wioski i gminy Frodowice. W efekcie dnia 9 kwietnia 2005 roku ówczesny Komisarz Ludowy d/s Wewnętrznych i Administracji, mając ku temu odpowiednie umocowania, nadał prawa miejskie Frodowicom, zaś kilka dni później, p.o. Mandragora Socjogramu, towarzysz P. M. Milewski, nadał obywatelstwo wandejskie towarzyszowi Miotke. Tak właśnie bywało w początkach wandejskości: przybywasz, działasz, zostajesz nagrodzony obywatelstwem.

Jednak działalność towarzysza Miotke wzbudzała liczne kontrowersje. Już sam fakt jego obecności w Wandystanie budził kontrowersje. Od razu bowiem ktoś zwrócił uwagę, że to typ podejrzany, że to sarmacki przestępca. Towarzysz Miotke kilka dni później ogłosił, że:

tu i teraz mianuję się wirtualnym kardynałem Kościoła Katolickiego w Wandystanie. (...) Zastanowi pewnie wielu z was fakt dlaczego nie papieżem? Otóż papież jest w Rzymie i nim mogę zostać tylko wybrany na konklawe, co pewnie na razie nie nastąpi. Z tego co wiem jestem jedyny w v-państwach. Kiedy grono kardynalskie się powiększy zapewne konklawe odbędzie się. (...) Parę godzin temu przyjołem święcenia, gdyż chciałem i chcę głosić kazania. Napisałem jedno wysłałem, ale dostałem odp. ze nie może ono zostać opublikowane, gdyż mówi o Jezusie Chrystusie, a nie o Wandzie

Faktycznie też zaczął przysyłać na LDMW kazania! Wszyscy cierpliwie słuchali i starali się zrozumieć te nauki, każdy jak tylko potrafił. Warto podkreśilć, że Wandystan w pierwszym okresie swego istnienia nie znał jeszcze pornosocjalizmu, przeciążonych metafor i abstrakcyjnych narracji. Jednakże niespodziewanie kariera towarzysza Miotke legła w gruzach. Po licznych skandalach i kontrowersjach, towarzysz Miotke zaczął zachowywać się jak rozpieszczona gwiazda, pełna niezrozumiałych pretensji, żali, histerii, która na każdym kroku krzyczy i tupie. Dnia 16 lutego roku 2006 oświadczył:

Informuje, że z mojego serwera zostały usunięte wszystkie pliki związane z Wandystanem. Wszystkie instytucje wraz z Frodowicami zamykam.

Naród okrzyknął go zdrajcą. Głos zabrał towarzysz Mandragor Khand, który zaproponował, aby w związku z takim obrotem spraw odwołać buduara Frodowic ze stanowiska a w miejsce Frodowic utworzyć Sodomę i Gomorę, traktowane jako jedna jednostka administracyjna. Towarzysz Mandragor w uzasadnieniu takiego wyboru nazw miejscowości powołał się na Biblię, której towarzysz Miotke nauczał i opis tego, co się w Sodomie i Gomorze działo, a co było imponujące. Być może Sodoma i Gomora nigdy by nie powstały, gdyby nie ciężka i z góry skazana na niepowodzenie - ale to wiemy dopiero dzisiaj - praca misyjna towarzysza Miotke nad chrystianizacją Wandystanu. Bo jak inaczej Wandejczycy mieliby poznać biblijne opowieści i Sodomie i Gomorze i o tych wszystkich wspaniałościach, jakie tamże wyczyniano?

Upadek ludności Przylądka

Frodowice po wygnaniu tow. Miotke

Po tym, jak towarzysz Miotke własnoręcznie zburzył Frodowice i został on wygnany, miejscowa ludność odetchnęła z ulgą. Nikt już nie musiał odprawiać dwunastogodzinnych różańców, spowiadać się o każdej pełnej godzinie (za spóźnienie groziła chłosta), ani tym bardziej słuchać niezrozumiałych kazań, w jakich nie było słowa o towarzyszu Wandzie. Ludność poczuła się wolna. Zaczęto przeklinać z uśmiechem na ustach, kopulowano zbiorowo, tańczono nawet gdy muzyka przestała już grać. Po zburzeniu Frodowic ludność pozbawiona była domostw, jednak ogólna radość sprawiła, że starano się pocieszać, iż jakoś to będzie. Resztki swego dobytku gromadzono w lesie, traktując drzewa jako punkty orientacyjne i prowizoryczne domostwa. Z czasem jednak ostatnie baterie się wyczerpały i przestały działać ostatnie sprawne golarki. Ludność zaczęła dziczeć. Także pod względem higieny i wyglądu. Noszono brody do kolan, jedzono surowe mięso (a właściwie wciąż jeszcze żywe mięso), mieszkano w szałasach, pod drzewami, na drzewach, na łąkach, w zaroślach i pokrzywach. Nikt się niczym nie przejmował, każdy wciąż świętował wolność i dzikość, aczkolwiek nie pamiętał już nikt, dla czego. Władze Wandystanu podjęły decyzje o konieczności interwencji, udzieleniu natychmiastowej pomocy humanitarnej, oraz o budowie nowych miejsc zamieszkania i pracy, jednak szkód społecznych cofnąć się już nie dało.

Dzisiejsze oblicze Frodowic

ruiny Frodowic dziś

Dziś po Frodowicach zostało bardzo dużo badzo małych śladów. Archeolodzy pracują dzień i w nocy. Jak dotąd wydobyto mnóstwo danych i analizując je jakościowo udało się ustalić, gdzie stał ratusz (a przynajmniej ustalono zasięg występowania szczątków komputerów lampowych, fragmentów druków, wniosków i podań). Niekiedy lokalna prasa donosi o odkryciu resztek jedzenia z czasów świetności Frodowic. W celu ich badania ściągnięto specjalnych degustatorów. Aby poznać, jak żyli i jakie nawyki żywieniowe posiadali nasi dziadowie, najlepiej jest po prostu tego jedzenia skosztować. Niestety, odkrycie nadgryzionej kanapki to nie lada sztuka, bowiem kolorem i zdolnością do poruszania się nie przypomina typowych kanapek. Prace w ruinach Frodowic budzą jednak kontrowersje. Szczególne wątpliwości budzą nocne detonacje, jakie poprzedzają donośne syreny. Potworny hałas i wstrząsy sprawiają, że miejscowa ludność, zamieszkująca w szałasach, stopniowo ucieka w głąb lasów.

archeolodzy przy pracy

Towarzyszu - relacjonował dziennikarzowi z Precelkhandy migrujący tubylec - Tu nie idzie wytrzymać. W dzień biegają, krzyczą, jeżdżą tymi swoimi piekielnymi maszynami, a w nocy co chwila wyją te wyjce i tak jebutnie, że mi wszystkie liście z szałasu spadają! Leżę ja i moja żona, Stefan, nagusieńcy na szyszkowym łożu i patrzymy, jak ci archeolodzy zbiegają się i świecą nam latarkami po oczach!

Najwięcej wątpliwości budzą jednak sami archeolodzy. Kto to bowiem widział, aby wszyscy archeolodzy ubierali się tak samo od stóp do głów? Aby zamiast narzędzi do pracy nosili karabiny? I co za tajemnicze instalacje montują oni z elementów odzyskanych z wykopalisk? Wszystko to sprawia, że ruiny dawnych Frodowic są tłumnie odwiedzane przez turystów, głównie fanów Archiwum X. Tu są bowiem same pytania bez odpowiedzi. Zorganizowane grupy otrzymują po kasku na dwóch i dozymetrze na pluton turystyczny. Dzięki miernikowi można uchronić się od złego dotyku fotonów, jakie uwalnia tutejsza flora i fauna.

Kuchnia regionalna

sztućce

Półdzika ludność w regionie SoGo gustuje szczególnie w przyprawach z penisa i jąder. Tylko tutaj potrafią przyrządzić na wiele sposobów penis byka, kozła, osła, konia, psa, kota itd. Prosty lud zazwyczaj żywi się tym, co ma w zasięgu ręki, a więc penisami turystów i przedstawicieli władz z Genosse-Wanda-Stadt, którzy przyjeżdżają tutaj z misją ucywilizowania miejscowego homo sapiens. Partyjni przez pierwszy tydzień wołają "Pornosocjalizm się już skończył! Teraz partia narzuca nowy image!", zaś przez następny wołają dokładnie tak samo, aczkolwiek falsetem. Niektórzy przyjeżdżają w te strony specjalnie zakosztować smaku penisa. Oto artykuł w międzynarodowej prasie na temat tutejszych restauracji.

Klimatycznym dodatkiem do kuchni ludowej są sztućce o specyficznym, sugestywnym kształcie. Można je tutaj dostać doprawdy wszędzie, turyści masowo je wywożą jako pamiątki. To właśnie tymi sztućcami jedli posiłki zebrani na realnym zjeździe przedstawicieli mikronacji pod szyldem diuka Kościńskiego i Rzeczpospolitej. To właśnie na widok tych sztućców scholandzki minister rolnictwa poczerwieniał i zawołał "do dupy sobie to wsadźcie", kiedy podano posiłek podczas obrad dotyczących traktatu o wzajemnym poszanowaniu na linii Wandystan - Scholandia. Prawie wywołało to wojnę, bowiem wszyscy zrozumieli, że do dupy trzeba sobie wsadzić traktat. Jeżeli ich jeszcze nie macie, towarzyszu - turysto, czym prędzej je zdobądźcie!

Sztuka ludowa

sztuka ludowa regionu SoGo

Ale nie tylko sztućce posiadają niepowtarzalny kształt. Tutaj wszystko ma taki kształt! To nie jest bowiem jakiś drobny element, to jest lokalna, autentyczna sztuka ludowa. Podobno w ten sposób ludność Północnego Przylądka wyspy Wandea chce oddać zadość dreamlandzkiej burżujinteligenckiej prasie, jaka rozpisuje się o lokalnym kulcie penisa. Ale nad sztuką ludową nikt się nie rozwodzi, skąd ona pochodzi. On po prostu jest, taka, jaka jest. Na ilustracji obok zestaw drewnianych pali, które wyrzeźbił artysta ludowy z okolic na zachód od ruin Frodowic. Jeżeli zastanawiacie się, do czego one służą, nie zastanawiajcie się dłużej. One po prostu są, to sztuka ludowa. Takich rzeźbiarzy jest więcej, o czym można się przekonać wędrując po terenach SoGo. Podobne paliki, mniejsze, większe, bardziej kolorowe i nie lakierowane, zgrabniejsze bądź toporniejsze, widuje się doprawdy wszędzie. Zalegają w uporządkowanych stosach pośród drzew, walają się bezładnie po ścieżkach i drogach, niekiedy utrudniając przejazd samochodów, zapełniają strychy - o ile ktoś ma strych. Można je też kupić. Turyści mieszkający w zwykłych, ciasnych, robotniczych klitkach na blokowiskach kupują malutkie figurki, ale partyjni dygnitarze nabywają większe. Taki pal z Sodomy i Gomory upiększy każdy ogródek!