Miasto Sodoma

Na początek gramatyka

Towarzyszu! Jeżeli jesteście pierwszy raz w Sodomie, zacznijcie od zapoznania się z prawidłową odmianą nazwy miasta. Dlaczego witamy tak szkolnie, zamiast od razu pokazywać urokliwe miejsca i zabytki? Dlatego, że cenimy sobie Wasze odwiedziny i szczerze nie chcemy, abyście wpadli w tarapaty! Zauważcie, że prawidła gramatyki nakazują mówić: Sodoma, do Sodomy, w Sodomie, a nie: sodomia, do sodomii, w sodomii. Mieszkańcy Sodomy to sodomieszkańcy, sodomianie, ale nie sodomici! Pamiętajcie o tym i nie mylcie się! Znana i bardzo pouczająca jest historia pewnego młodego Sarmaty. Udając się do nas pociągiem, na dworcu kolejowym w Genosse-Wanda-Stadt popełnił błąd gramatyczny w odpowiedzi na pytanie kasjera z kasy biletowej: "No więc, towarzyszu turysto, co Was interesuje?"

Zatem, czy już możemy przejść do tych urokliwych miejsc i zabytków? Hm... Sodoma nie ma żadnych zabytków. Jest młodym miastem. Historia rozpoczyna się wraz z upadkiem Frodowic, kiedy to szalony buduar zniszczył całą infrastrukturę, zaś mieszkańcy rozpierzchli się po okolicznych lasach i zdziczeli (zob. więcej o tej historii na stronie "Region SoGo"). Planowanie budowy nowych struktur miejskich dla tych osieroconych Wandejczyków trwało długo. Planowano, budowano, borykano się z brakiem środków, brakiem finansów, z tajemniczym znikaniem piasku, cementu, cegieł, miedzi itd. Jednak w końcu wybudowano.

Założenia były takie, aby małe o średniej wielkości zabudowie biurowo-usługowej centrum otaczały rozległe i rozlane tereny podmiejskie, skupiające zabudowę głównie mieszkalną.

Centrum

centrum Sodomy

Kiedy wreszcie ukończono tworzenie Centrum, wszyscy bili brawo, szczególnie zaś fani nowożytnej architektury. Zero tolerancji dla utartych wzorów. Szacuje się, że 82,2% zabudowy centrum to zabudowa kanciasta. Do tego trzeba jeszcze dodać szerokie, conajmniej dwupasmowe ulice oraz ruchome chodniki. Miasto powstało, aby być nowym miejscem egzystencji lokalnej ludności. Ta jednak, od dawien dawna żyjąca w lasach, zdziczała i wyzuta z technologicznych i humanistycznych idei, była miastu nieufna. Siedziała w tych lasach i nie chciała do miasta wejść, a dygnitarze partyjni tracili cierpliwość oczekując przy pustych budynkach na uroczyste wręczenie aktu meldunkowego i kluczy. Stąd też, na polecenie samego prezydenta Mandragoratu Wandystanu, pierwszymi mieszkańcami byli "ochotnicy" przymusowo przesiedleni z kilku dzielnic Precelkhandy. W czynie społecznym pomagali cywilizować lokalną ludność. A cywilizowali, jak umieli. Początkowo zanosili do lasów obuwie, swetry, dywany, latarki, lodówki, pralki, fotele samochodowe, gaśnice, lutownice, żelazka, a w końcu także i blaty kuchenne, pantografy tramwajów, stoły mikserskie. Dzicy przyglądali się w ukryciu i nie bardzo wiedzieli co to ma być. Jedni być może przypuszczali, że to dary na ich cześć, że stali się przedmiotem kultu. Ale większość decydowała się nocami na te dary zapolować. Atakowano sprzęt AGD gołymi rękami, z użyciem kijów i kamieni, noży, spychano go w wykopane wcześniej zasadzki itd. Echem tamtych wydarzeń jest organizowany współcześnie coroczny Festyn Dewastacji. Punktem kulminacyjnym jest konkurs na "instalację roku", która powstaje po przez zestawienie, wedle uznania, różnych urządzeń, rur, kabli i innych przedmiotów w dzieło sztuki, poddawane następnie publicznej i swobodnej destrukcji. Przyjeżdżając tu w sezonie nie możecie tego wydarzenia ominąć towarzyszu turysto! Coż to za wyjazd do Sodomy bez tych zapierających dech w piersiach zdjęć, na których szalejecie w destrukcyjnym tańcu z ogniem, granatem i piłą łańcuchową na tle przedziwnych instalacji!

Centrum miasta wypełniają biura, domy towarowe, domy mody, salony dla drag queen a nawet wielopiętrowe galerie handlowe sprzedające wyłącznie kosmetyki dla mężczyzn i lustra. Na jednej ulicy znajdują się same salony manicure. Inna ulica zaś pełna jest salonów pedicure, a jeszcze inna zawiera ciąg salonów pielęgnacyjnych, z których jedne specjalizują się w wyrafinowanym myciu głowy, inne zaś lewej stopy, jeszcze inne w myciu kciuka a inne w szorowaniu pępka. Znajdują się tu się także biblioteki horrorów i pornografii, czytelnie komiksów, liczne restauracje, knajpy i bary znajdują się oczywiście, ale także i takie miejsca, w jakich klient jest karmiony przez obsługę, aby nie musiał męczyć się jedząc samemu. W Sodomie znajdują się też ekskluzywne ośrodki chirurgii plastycznej, bowiem to właśnie w Sodomie znajdują się najzręczniejsi chirurdzy od korekty wągrów na dupie i poszerzania odbytu. Sodoma to małe miasto i wielu uważa, że dla tak małego miasta dwie operetki, trzy opery, pięć filcharmonii oraz siedem hal koncertowych, z których każda może ugościć ponad milion fanów, są już sporą przesadą. Jednak nie zapominajmy, że tak, jak pewne regiony słyną z gościnności, tak to miejsce słynie z próżności!

W Sodomie biura, kina, galerie handlowe i wszystkie inne instytucje usługowo-biurowe są przystosowane do maksymalnej próżności ludzi. Można się w nich myć, golić, jeść i załatwiać potrzeby fizjologiczne, w tym seksualne, jednocześnie nie rezygnując z tego, co najważniejsze: z robienia zakupów, oglądania spektaklu, filmu, podziwiania nowych arcydzieł w galeriach sztuki, czytania, puszczania bąków. Nie dziwcie się, kiedy wejdziecie do urzędu a urzędnik zamiast na krześle będzie siedział na muszli klozetowej za biurkiem ze spuszczonymi gaciami. Tutaj można w biurach, kinach i barach właściwie mieszkać i spać. Taka też była idea, aby można było spać, myć się, jeść gdziekolwiek - w pracy, podczas rozrywki, na zakupach. Gdy chcecie zrobić sobie kilkugodzinną przerwę w sklepie bądź w operze na sen, podstawią Wam łóżko na żądanie. W kinach i teatrach można wykupić dobowy bilet i po prostu zamieszkać na swoim miejscu, które nie jest równoznaczne z samym tylko fotelikiem, lecz zawiera rozkładane łoże z muszlą klozetową, szafką i prysznicem. Nie szukajcie więc hoteli, takie instytucje są tutaj po prostu zbędne.

Na marginesie można też wspomnieć, że w Sodomie każdy może być anonimowy dla innych osób. Prawo anonimowości oznacza, że możecie chodzić w kominiarkach na twarzy, w różnorakich maskach, workach, posługiwać się dowolnym nazwiskiem, pseudonimem. Gdziekolwiek, nawet w urzędach! Należy jednak pamiętać, że jest prawo anonimowości jest wyłącznie narzędziem próżności obywatela, a nie formą kamuflażu. Nie jest możliwością pozostać anonimowym dla organów państwowych! Dzięki technologii przestrzennego namierzania i lokalizowania DNA władze i tak będą wiedzieć, kto jest kim. Właśnie dlatego w urzędach można za każdym razem załatwiać sprawę prezentując się w innej postaci i pod innym nazwiskiem, posługując się innym podpisem. Dzięki wspomnianej technologii podpis nic nie znaczy a urzędnik nie zdradzi się w żaden sposób, że i tak wie, kim jesteście. To sprawia, że zaciera się granica między normą psychiczną a patologią, między zwykłą fantazją, wcielaniem się w role a urojeniami. Wielu turystów przybywa do Sodomy właśnie w tym celu: mogą być od początku do końca Jamesem Bondem, Tomem Bondem, Michasiem Winnickim a nawet Rhadmorem! Możecie na ulicy minąć kilkunastu księciów Sarmacji i nigdy nie wiedzieć, czy któryś z nich nie był przypadkiem tym prawdziwym. Za cieżkie pieniądze można bowiem w kilku miejscach w mieście uzyskać sztuczną skórę, dostosowaną do Waszych dyspozycji fizycznych a wyrażającą twarz kogoś innego (np. osoby ze zdjęcia, które przyniesiecie) po jakiej nałożeniu będziecie wyglądać jak ktoś inny i to bardzo realistycznie. Dzięki temu nigdy możecie się nie dowiedzieć, kim była i jak wyglądała faktycznie osoba, z którą poznaliście się przypadkiem i z którą kopulowaliście w bramie.

Przedmieścia

przedmieścia Sodomy

Pierwotny plan zabudowy i organizacji miasta przewidywał, że większość mieszkańców będzie próżna i będzie preferować możliwość wyspania się i umycia w sklepie, w jakim akurat robiło się zakupy, gdy nadeszła ochota/potrzeba na drzemkę czy prysznic. Bądź w pracy, w kinie, w operze, na parkingu, gdziekolwiek. Partia przewidywała, że tworząc tak dalece próżne udogodnienia rola tradycyjnego domu - siedliska szlachecko-feudalnego zarazka - zostanie zminimalizowana. Pamiętajmy też, że miasto było budowane z myślą o zdziczałych mieszkańcach lasów, dla których pojęcie prywatności i własności było jedynie abstrakcją przekazywaną w opowieściach babć i dziadków, którzy spali pod gołym niebem, rzadziej pod szałasem, którym zresztą i tak się dzielili.

Aby przyciągnąć zdziczałych ludzi lasu do miasta, w miejsce typowych przedmieść postanowiono utworzyć coś niespotykanego dotychczas: konglomerat drzew z rzadko pojawiającymi się domostwami o modnym, czy nawet ponowoczesnym wyglądzie. Dołożono wielu starań, aby zdziczali mieszkańcy lasów czuli się tu jak w domu. Niezliczone drzewa, drzewka, krzewy i paprocie, wszystkie gatunki mchów, kwiatów, grzybów (pod każdym drzewem!), liczne strumyczki, wodospadziki, dróżki z kłującymi bose stopy patyczkami, służba parkowa poprawiająca nocami rozkład szyszek na ścieżkach, pająki na pajęczynie a nawet i ptaki na drzewach, aby te swym śpiewem potęgowały efekt stereo.

Wyobraźcie sobie jeszcze więcej różności, których wypisywanie tutaj zajęłoby za dużo miejsca. Wszystko to sprawiło, że "dzicy" faktycznie w większości powychodzili z lasów i zaczęli stopniowo powracać do wandejskiego społeczeństwa. Z uwagi na przestrzeń zajmowaną przez drzewa i strumienie, domostwa występują tutaj w mniejszości i są zajmowane przez większe grupy ludzi, zazwyczaj wielopokoleniowe rodziny, klany plemion, trupy cyrkowe, komuny hippisów i studentów, a także przypadkowe grupki ludzi. Ludzie potrafią się przypadkowo poznać podczas noclegu gdzieś w sklepie, w teatrze czy biurze i zapraszać się wzajemnie do zamieszkania w tych domostwach. Tylko nieliczni posiadają faktycznie stały adres zamieszkania. Zapytacie: no dobrze, ale gdzie oni gromadzą swoje dobra materialne? Towarzysze! Przecież tu panuje najprawdziwszy socjalizm! Kto by się przejmował posiadaniem czegokolwiek! Tam gdzie mieszkasz, tam gromadzisz. Osobniki mieszkające w Sodomie już długo, nie mają większych problemów z porzuceniem zakupionych przez siebie rzeczy, kiedy zmieniają adres zamieszkania. Rzeczy są jedynie środkiem, a nie celem. Zorganizowane grupy tyrustyczne mogą wynająć taki domek na przedmieściach, bądź po prostu przyłączyć się do ludzi mieszkających w kilku sąsiednich domkach. Wszędzie jest już jakieś wyposażenie, a jak czegoś brakuje, bądź stanie się zepsute, wszyscy się zrzucają na nowe. Tak to się kręci.

Ach! Jakże tu bowiem pięknie! Blisko do natury a powietrze takie czyste! Dojazd do centrum jest wygodny, ruchome chodniki są dyskretnie schowane pośród drzew i sprawnie dostarczą towarzysza do samego centrum, zaś lokalne sklepiki, salony fryzjerskie, przedszkola i inne instytucje są dyskretnie ukryte pod ziemią, aby nie psuć leśnego klimatu. O ile życie w centrum jest bogate w przeróżne doświadczenia, niekiedy przedziwne, zabawne, niekiedy dramatyczne, można tam dosłownie przesterować sobie sygnał na wejściu narządów zmysłów, o tyle na przedmieściach panuje błogi spokój, cisza, którą naturalnie wypełniają odgłosy szumiącch strumyków, wodospadzików, zwierząt, oraz, ale to rzadziej, jęki rozkoszy dochodzące z zarośli, bądź odległych domostw.

Sodoma jako obszar badań

Historia kulturowa lokalnej ludności, niekiedy błędnie nazywanej "wandejskimi indianami", jej zdziczenie i przywracanie ponownie do cywilizacji, próby utworzenia miasta wychodzącego potrzebom tych ludzi, a nawet i prawo do anonimowości, pociągające za sobą odgrywanie różnych, niekiedy przedziwnych ról i niezmiernie komplikujące życie towarzyskie, są przyczyną niesłabnącego zainteresowania strukturą i funkcjami społeczności Sodomy. Zjeżdżają tutaj masowo ze wszystkich stron mikroświata dokumentaliści, fotografowie, fotograficy, szkicownicy węglem, piórkiem i ołówkiem, filozofowie, antropolodzy, socjolodzy, psycholodzy, psychiatrzy i psychopaci, seksuolodzy, seksoholicy, etnolodzy, etnografiści z etnografami, przedstawiciele nauk o rodzinie, o zadymie, księża, rabini, reprezentaci innych społecznych dziedzin, aby studiować zachowanie i relacje społeczne mieszkańców Sodomy. Ci wszyscy uczeni współtworzą obecnie jedną wielką, coraz bardziej popularną, interdyscyplinarną socialsodomascience. Dla tych turystów, którzy nas tutaj odwiedzają i którzy mają ponadprzeciętną inteligencję i wiedzę, oferujemy krótki, kilkudniowy kurs wprowadzający do terminologii i najważniejszych odkryć oraz darmową roczną prenumeratę trzech spośród osiemdziesięciu siedmiu czasopism naukowych z tego obszaru wiedzy.