Jądro w Ciemności 1.8

Ciężarówka jechała powoli. Czasami rzucało nią na jakiejś dziurze, ponieważ podróżowali boczną drogą. Głównymi było strach jeździć, czasami brakowało kawałka asfaltu, mostu lub były położone miny. Często słyszało się o wylatujących w powietrze ciężarówkach z żołnierzami. Dlatego starano się unikać głównych tras i jeżdżono bocznymi. Tutaj z kolei byli partyzanci, ale Scholandczycy uważali to za mniejsze zło.

Misio był pobity, bo nie chciał wyjawić jak miał na imię. Jechał teraz w nieznane miejsce, być może była to jego ostatnia podróż w życiu. Nie był zły, raczej przygnębiony. Strażnicy nie dawali mu papierosów, rozłączono go z Olką i nie wiedział co się z nią dzieje, poza tym był głodny i pobity. Dobry humor rzadko trafia się w takich niesprzyjających okolicznościach. Zastanawiał się, co z nim będzie i co się stało z Olą. Ostatni raz widział ją tuż zanim otrzymał kopniaka w twarz.

Razem z nim na pace jechało 5 żołnierzy ubranych w mundury SS. Dwóch z nich miało broń maszynową. Misio nie miałby szans na ucieczkę, nie zdołałby nawet spróbować, bo odrazu zginąłby od serii z pistoletu. Dlatego siedział spokojnie, starając się zdrzemnąć. Raz po raz otwierał oko, żeby sprawdzić czy nie chcą go zastrzelić. Nie chciał zginąć w nieświadomości, wolał widzieć jak będą do niego celować i ciągnąć za spust. Był gotów na śmierć, pogodził się z tym faktem że zginie. Chciał tylko jednej rzeczy zanim odejdzie z tego świata - ostatniego papierosa.

W pewnym momencie ciężarówka zatrzymała się. Do ciężarówki podszedł jakiś frejter i poprosił 3 żołnierzy, w tym dwóch z peemami, aby wyszli. Misio podsłuchiwał o czym mówili. Znał dobrze niemiecki, nauczył się go w lokalach Szkolina (od tamtej pory nienawidzi alkoholu). Nie przyznał się, że rozumie o czym jego wrogowie rozmawiali. A gadali o tym, że na drodze stoi wóz z osłami i nie chce zjechać z drogi. Podobno wieśniak też niespecjalnie starał się ustąpić miejsca konwojowi. W tym momencie przez umysł Misia jak błyskawica przeleciała myśl: "Chwila chwila, wydaje mi się to znajome..." Znał te sposoby, na tzw. "wieśniaka". Czym prędzej padł na podłogę ciężarówki i zasłonił głowę skutymi rękoma. Strażnicy wstali, żeby podnieść Misia. Nie zdążyli, seria z kilku karabinów przecięła ciężarówkę jak maszyna do szycia nową sukienkę córki. Słychać było strzały z broni maszynowej, wybuchające granaty. Misio modlił się, żeby jeden z nich nie wleciał do ciężarówki - wtedy nici z ratunku. Wiedział, że jest szansa na uratowanie, nie chciał zginąć od wybuchu. Dlatego leżał sztywno na podłodze, starając się leżeć jeszcze bliżej i kurczowo zasłaniał głowę rękoma.

Po kilku minutach strzały ucichły. Misio sprawdził czy jeszcze żyje, ale nadal się nie poruszał. Słuchał tylko intensywnie, czy wygrali partyzanci, czy może Scholandczycy. Pierwsze głosy w rodzimym języku uspokoiły go nieco. Nadal jednak pozostawał w bezruchu. Słyszał, jak ktoś podchodzi do ciężarówki i unosi pokrycie paki. Widocznie ktoś zajrzał na tył wozu i odszedł. Potem rozległo się:

Sierżant, a teraz komendant Właśniak, był starym znajomym Misia. Razem służyli w kompanii i razem walczyli, aż do obławy w lesie. Misio w sumie dziękował Bogu, że trafił akurat na Właśniaka. Siedział teraz razem z nim i z jego żołnierzami przy ognisku, niektórzy smażyli jakieś mięso, chleb. On palił papierosy i myślał o Oli, o tym, że ją stracił, o tym, że go boli żebro. Nagle poderwał się jak oparzony...

Dwóch wojaków przyniosło skrzynkę i otworzyło wieko. Misio ceremonialnie odgarnął słomę. W skrzynce leżało zawiniątko, obwinięte starannie papierem parafinowym. Misio powoli wyciągnął je, zdarł bez skrupułów papier. Jego oczom ukazał się pistolet maszynowy, popularny Tommygun. Wziął go do ręki i zaczął celować.

Metadane
autor: Michał Czarnecki
data: 28 sierpnia 2006 r.
link: wandea