Jądro w Ciemności 1.7

Po wpadce z samolotem Misio postanowił działać od tej pory całkowicie na własną rękę. Mógł w sumie w każdym miejscu w kraju zorganizować oddział leśnych ludzi i walczyć z okupantem. Problem był jednak znacznie głębszy. Otóż świeżo upieczona towarzyszka niedoli Misia - Aleksandra koniecznie uparła się, żeby iść do Czekan. Misio zastanawiał się, co skłoniło ją do takiej determinacji. Po części nawet odpowiadało mu to, że idą w tamte okolice. Wszkaże były to jego rodzinne strony...

Misio urodził się dokładnie 32 lata temu, w dosyć zamożnej, szlacheckiej rodzinie. Ojciec jego miał dworek i kilkanaście hektarów ziemi we wsi Musztardów koło Czekan. Matka jego pochodziła z Krezu, z bogatej rodziny mieszczańskiej i była 3 córką w kolejności. Dlatego wyszła za właściciela ziemskiego. Ojciec Misia był wspólnikiem dziedzica Czekan, hr. Czekańskiego, z którym żył w głębokiej przyjaźni. Sam hrabia był częstym gościem w musztardowskim dworze. Misio zapamiętał go doskonale. Podobno hrabia miał kilka córek i synów, jednak w Musztardowie pojawiał się zawsze sam. Nigdy nie zapraszał rodziny Misia do pałacu w Czekanach. Ojca zawsze to zastanawiało, jednakże nie przejmował się tym zbytnio.

Idąc teraz w stronę swojego rodzinnego domu, Misio wspomniał listy od matki, które ona to wysyłała do niego aż do kapitulacji armii. Potem kontakt się urwał. Misio nie wiedział, czy żyje. Nie chciał jej odwiedzać, zwłaszcza po tym, jak rozpoczął działalność partyzancką. Bał się, że może spotkać ją niebezpieczeństwo. Ojciec jego zmarł na kilka lat przed wojną.

W stosunkach między Misiem a Olą też wiele się zmieniło. Ona pozwoliła mu w końcu palić - co prawda po "twardych negocjacjach", ale fakt jest faktem. Jego zaś przestało irytować to jej polityczne gadanie. A ona nawet jakby mniej mówiła o swoich rewolucyjnych planach. Misia jednak nurtowało cały czas, czemu Ola koniecznie chce iść do Czekan.

Misio nie zdążył nawet zareagować. Był na siebie bardzo zły, że dał się podejść w tak dziecinny sposób. Broń jego leżała kilka metrów od miejsca w którym siedział. Uspokoiło go to, że od kilku dni nie było widać przeciwnika. Tak więc Misio i Ola zostali pojmani w sposób łatwy.

Banszuce zapakowali ich do czarnej furgonetki. Misia cieszył fakt, że nie wiedzieli z kim mają do czynienia. Dostali silną eskortę - czterech żołniezy siedziało z nimi "na pace". Zza przedartej plandeki Misio widział gdzie ich wiozą. Było to miasteczko Elżbietów, przemianowane teraz na Fort Elsa (na drogowskazie oryginalna nazwa została skreślona, a nową nieudolnie domalowano farbą). Jechali na posterunek policji. Zatrzymanie się ciężarówki oznaczało dotarcie na miejsce. Banszuce wyciągnęli dwie pojmane osoby i niezbyt prędko zaprowadzili na posterunek, do pokoju przesłuchań.

A pokój przesłuchań był typowym, policyjnym... pokojem przesłuchań. Pośrodku stał stół, a przed stołem dwa krzesła. Była też lampa z mocno świecącą żarówką. Na ścianie widniał portret jakieś osoby - Misio nie widział jej zbyt dobrze, gdyż była w cieniu. Banszuce posadzili ich na krzesłach i kazali czekać. W pomieszczeniu zostało tylko dwóch żołnierzy. Misio mógłby próbować ich załatwić, ale co potem? Nie był przecież sam, musiał jeszcze uratować Olę. Czuł się za nią odpowiedzialny, to przez niego trafili do aresztu.

Metadane
autor: Michał Czarnecki
data: 26 sierpnia 2006 r.
link: wandea